Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

18 października 1813 roku już trzeci dzień toczyła się bitwa pod Lipskiem

18 października 1813 roku już trzeci dzień toczyła się bitwa pod Lipskiem

Po spokojnej niedzieli, nadszedł czas na konfrontację 160 tys. Francuzów z 300 000 sprzymierzonych. Choć zaplanowali oni atak na 7.00, to przystąpili do niego godzinę później, chociaż w nocy również miały miejsce drobne starcia w Paunsdorf, Klein – Posna, Liebertkwolkwitz, Holzhausen i Zuckelhausen oraz Meusdorf.

Pomiędzy 8 a 10 rano armia sprzymierzona rozpoczęła natarcie na całej długości frontu usiłując zepchnąć i okrążyć wojska napoleońskie. Oddziały te ustępowały, jednak walczyły zażarcie i bronione przez nich pozycje wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Sytuacja taka miała miejsce m.in. w Dosen. Miejscowość ta była broniona głównie przez VIII Korpus marsz. Poniatowskiego. Jego jednostki musiały odpierać ataki silniejszej 3. kolumny sprzymierzonych, którzy w krytycznym momencie dostali jeszcze wsparcie gwardii rosyjskiej. Pomimo odwodów młodej gwardii i 2 dywizji marsz. Augereau, które podciągnięto po południu pod Dosen, wieczorem dostał się on w ręce nieprzyjacielskie. Z 8 tys. broniących się tu Polaków pod bronią pozostało około 2 000… Według Kazimierza Niedzielskiego, głównodowodzący Koalicji miał powiedzieć podczas najcięższych walk w tym rejonie „Obowiązek ludzkości rozkazuje nam ustąpić i wstrzymać rzeź! (…) Nie pokonamy dziś Poniatowskiego!” Pomimo otrzymania jeszcze 3 batalionów Starej Gwardii, Polacy z powodu silnych strat musieli się wycofać do Connewitz, które pozostało w ich rękach już do końca walk 18 października.

Równie ciężkie boje toczyły się o Probstheidę, kluczową pozycję w centrum pola bitwy. Była ona broniona przez II oraz V Korpus. Sprzymierzeni skierowali tu kolumny Kleista i Wittgeinsteina, zaś w odwodzie ustawiono gwardie: pruską oraz rosyjską. Wszystkie 3 szturmy zostały odparte z ogromnymi wręcz stratami po obu stronach. Po atakach Austriaków i Rosjan następowały kontrnatarcia Francuzów marsz. Victora, zaś gen. Drouet d’ Erlon na czele ponad 100 armat przerzedzał niesłabnące szeregi żołnierzy Aleksandra I i Fryderyka Wilhelma. Do zmroku trwała obustronna kanonada, ale Probstheida została utrzymana.

Tymczasem nieco bardziej na północ toczyły się walki o Paunsdorf i Schonefeld. Pozycje te zajmowały oddziały marsz. Ney’a i gen. Reyniera (z saskiego VII Korpusu). Wojska napoleońskie nie były jeszcze gotowe, gdy runęły na nich wojska pruskie oraz rosyjskie. Zostały one zepchnięte z zajmowanych miejscowości i wycofywały się w kierunku Lipska. Marsz. Ney nakazał jednak odbicie porannych pozycji w Paunsdorf, którą za drugim razem zdobyli Austriacy. Ci ustąpili jednak przed jednym z batalionów gen. Durutte’a. O godz. 14 Francuzi po raz kolejny byli panami wsi. Nie cieszyli się jednak długo tą pozycją. Gdy o 15 do natarcia ruszyły wojska Bernadotte’a, Francuzi byli stopniowo wypierani, choć wieś przechodziła z rąk do rąk. Wieczorem jednak była już w rękach sprzymierzonych, ale przeciwnatarcie francuskie nie pozwoliło im wbić się klinem na wysokości Paunsdorf. Utrzymali pozycje i o 21.30 dostali rozkaz Cesarza nakazujący im wycofanie się do Lipska.

Gdy sprzymierzeni z armii północnej sforsowali rzekę Parthę, zaatakowali Schonefeld broniony osobiście przez marsz. Marmonta. Został on również wyparty i musiał wycofywać się do Lipska, by uniknąć odcięcia. Niedaleko od tych wydarzeń polska dywizja gen. Jana Henryka Dąbrowskiego broniła przedmieścia Hallskiego. Kosztem 800 poległych, nie pozwoliła wrogowi na dostanie się do miasta, ale heroiczny opór nie wystarczył na wyrzucenie przeciwnika z przedmieść. Zajął on dogodne pozycje i ostrzeliwał będących u kresy sił Polaków.

W kulminacyjnym punkcie bitwy, gdy toczyły się bitwy o Dosen, Connewitz czy Probstheidę, żołnierze sascy splamili swój honor – przeszli na stronę wroga, co według społeczeństw jest pojmowane jako największa skaza na honorze żołnierza. Z VII Korpusu, którego gros stanowili, pozostało jedynie 500 ludzi gen. Zeschau oraz kilkuset kawalerzystów z ciężkiej jazdy. Zdrada niewiernych sojuszników nie tylko wytworzyła szeroką lukę w centrum pola, ale również zachęciła do podobnego działania oddziały bawarskie, badeńskie czy heskie. Jedynie nieliczne kontyngenty niemieckie trwały przy Cesarzu, podobnie jak Polacy ks. Poniatowskiego. Napoleon stracił kolejne kilka tysięcy ludzi, których nie miał już czym zastąpić.

Ponieważ IV Korpusowi gen. Bertranda udało się opanować Klein – Zschocher oraz utrzymać Lindenau, droga w kierunku zachodnim została utorowana. Oznaczało to, że możliwy odwrót francuski stał się rzeczywistością – w nocy z 18 na 19 pierwsze liniowe oddziały liniowe opuszczały miasto i przechodziły po mostach na Elsterze, zaś ariergarda zajmowała pozycje na przedmieściach.

Czy sprzymierzeni zwyciężyli tego dnia? Historyk Hans Dechend: „Widzimy tedy, że koalicjanci, pomimo tak wielkiej przewagi liczebnej, nigdzie właściwie nie osiągnęli powodzenia stanowczego; nieprzyjaciel zapewnił sobie nawet wolną drogę odwrotu. Można twierdzić, że „Bitwa Narodów” była nierozegraną taktycznie, natomiast ze strategicznego punktu widzenia zwycięstwo odniosły oddziały związkowe”. Jak relacjonują pamiętnikarze, w obu obozach panowało przygnębienie na podobnym poziomie, w obu też dały się słyszeć głosy chęci odwrotu.

Partnerzy



Przewiń do góry