Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

31 maja 1809 roku, zmarł marszałek Jean Lannes

31 maja 1809 roku, zmarł marszałek Jean Lannes

„Gaskończyk Jan Lannes, był synem wieśniaka i rozpoczął od czeladnikowania w farbiarni. Dopiero w roku 1792 wstąpił jako ochotnik do armii republikańskiej i od tej pory tam, gdzie się znalazł, wszystko wokół farbowało się na czerwono. Doceniono ten jego zapał w rąbaniu i strzelaniu, i w przeciągu zaledwie czterech lat promowano go na generała. Całą swą dalszą karierę zawdzięczał Bonapartemu i był jedynym marszałkiem, który pozwalał sobie kłócić się z cesarzem, przeklinać w jego obecności i nawet wygrażać mu. W ogóle lubił dużo i głośno mówić, kłócić się oraz soczyście kląć. Napoleon wybaczał mu to wszystko. Poznawszy dobrze jego sposób bycia, Bonaparte wpadł na genialny pomysł, żeby używać go w misjach dyplomatycznych. Metoda dyplomacji Lannesa polegała na stukaniu obcasami i końcem olbrzymiej szabli o posadzki pałaców, co czyniło wszystkich książąt europejskich, do których go posyłano, nader podatnymi na żądania Paryża. Sam zresztą także stał się księciem Montebello, która to nazwa została uznana przez żony pozostałych marszałków za najpiękniejszą spośród wszystkich książęcych nominacji epoki i ściągnęła na jego żonę dobrodziejstwo powszechnej zawiści. Była to już druga jego żona. Pierwszą zostawił Lannes we Francji, wyruszając wraz z Napoleonem do Egiptu. Tam został ranny w nogę podczas bitwy pod Abukirem i wzięty do szpitala, w którym jego przekleństwa zagłuszały wycie operowanych. Klął z dwóch powodów. Po pierwsze, obok niego położono kontuzjowanego Murata, Lannes zaś wolałby leżeć obok kobry, niż obok tego „cyrkowego błazna”. Ale na dobre kląć zaczął dopiero wówczas, kiedy z ojczyzny przyszła wiadomość, że jego małżonka, z którą rozstał się przed czternastoma miesiącami, powiła mu właśnie zdrowego chłopczyka. Po powrocie sklął ją i wziął rozwód. Rozwodu z gaskonadą nie wziął nigdy. W roku 1797 został wraz z dwunastoma żołnierzami otoczony przez kompanię kawalerii papieskiej na drodze z Mantui do Rzymu.
— Szable z pochew! — rozkazał swym ludziom oficer papieski.
— Jak śmiecie wyciągać szable! — ryknął Lannes. — Schowajcie je z powrotem!
— Rozkaz! — odpowiedział skonfudowany oficer.
— Z koni! — komenderował dalej ośmielony pierwszym powodzeniem Lannes. — I marsz do mojej kwatery głównej!
„Gdybym próbował uciekać — tłumaczył później — któryś z tych bałwanów mógłby mnie postrzelić w plecy, sądziłem więc, że mniej ryzykuję nadrabiając bezczelnością”. Będąc rodakiem d`Artagnana, byt Lannes mistrzem szalonego ataku, czego dowody dał pod Arcole, Lodi, Rivoli, Montebello i w wielu innych bitwach. Pod broniącą się Ratyzboną — kiedy jego atakujących grenadierów wystrzelano z murów i wojsko odmówiło dalszego udziału w tym samobójstwie — wziął pod pachę drabinę i pomaszerował sam w kierunku twierdzy. W połowie drogi zawstydzeni żołnierze dogonili swego marszałka i zdobyli Ratyzbonę. Ta brawura kosztowała go mnóstwo kontuzji (…) Lannes nie przeżył. W Hiszpanii uratowano mu wiszące na włosku życie, zaszywając całego w świeżo zdartą skórę barana. Pod Aspern-Essling, w roku 1809, gdy kula armatnia oberwała mu nogę i w sprawę wdała się gangrena, nic już nie mogło go uratować. Napoleon płakał przy jego łożu śmierci. Pobyt w Hiszpanii niewiele dał Lannesowi, nie nauczył się nigdy hiszpańskiego przysłowia: „Dobrze się zastanów, zanim powiesz prawdę”. Tylko od niego i od Moutona Bonaparte wysłuchiwał gorzkich prawd. Najpiękniejszą prawdę w swym życiu powiedział Lannes do jednego ze swoich pułkowników, kiedy ten wyrzucał młodemu oficerowi tchórzostwo:
— Tylko świnia lub skończony tchórz może się chwalić, że nigdy nie odczuwał strachu!
Konając też nie odczuwał żadnego strachu i przed śmiercią jedyny raz, pierwszy i ostatni, zwrócił się do Bonapartego w słowach nader obcych swej „niewyparzonej gębie”:
— Za kilka godzin, Sire, utracisz człowieka, który bardzo Cię kochał.”

Za: Waldemar Łysiak, „Cesarski poker”

Partnerzy



Przewiń do góry