Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

98-letnia lublinianka otrzymała order za ratowania Żydów podczas II wojny światowej

98-letnia lublinianka otrzymała order za ratowania Żydów podczas II wojny światowej

5 grudnia 2017, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Mateusz Szpytma odznaczył Helenę Woś Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w obronie godności, człowieczeństwa i praw ludzkich.

Helena Woś urodziła się 20 września 1919 r. Wraz z mężem Pawłem, jako młode małżeństwo, prowadzące gospodarstwo rolne, udzielali pomocy trzem Żydom. Jeden z nich Lejzor Zandberg uczęszczał do szkoły razem z Heleną. Pozostała dwójka nie jest znana z nazwiska, lecz Helena Woś podejrzewa, iż pochodzili z Bychawy. Wosiowie udzielali pomocy poprzez znajdywanie schronienia, dostarczanie żywności i odzieży. Ukrywani Żydzi przeżyli II wojnę światową. Zandberg wyjechał do Gdańska i zmienił nazwisko na Leon Adamski.

Helena i Paweł Woś zostali uhonorowaniu tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w 1992 r.

W czasie wręczenia odznaczenia dr Szpytma podkreślił wagę czynów, których dokonało małżeństwo.

– Proszę być dumnym z tego jakich państwo maja bliskich – zwrócił się wiceprezes IPN do towarzyszącej odznaczanej, wnuczki Wiesławy – To jest jedno z najwyższych odznaczeń, jakie przyznaje Rzeczpospolita. Jest pani w wąskim gronie bohaterów. To było nie tylko przyzwoite zachowanie, ale i bohaterskie.

Zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej stwierdził także, że wszyscy Ci, którzy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej są bohaterami. Zaznaczył, że czynili tak, choć groziła za to najwyższa kara.

Po odczytaniu przez dyrektora lubelskiego IPN, Marcina Krzysztofika, aktu odznaczenia i wręczenia orderu Helenie Woś bohaterka nie kryła wzruszenia.

– Drżeliśmy na każdym kroku, ale szkoda było ludzi. Przychodzili do nas nocami. Wiedzieliśmy wcześniej, że przyjdą. Jeden z nich był moim kolega ze szkoły. Od dziecka znałam Lejzora Zandberga i jego rodzinę. To byli bardzo porządni ludzie. W Bychawie nie żyliśmy w konflikcie z Żydami. Mój mąż, jeszcze jako kawaler, był zapraszany na żydowskie wesela. Ukrywaliśmy ich gdzieś na wsi. Mąż – ze względu na moje bezpieczeństwo – nawet nie mówił gdzie. Oni wszyscy przeżyli wojnę i z Zandbergiem, dopóki żył, utrzymywaliśmy kontakt – powiedziała odznaczona.

Partnerzy



Przewiń do góry