Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Aztekowie: skarb w polskich zbiorach, czyli badanie dokumentu

Aztekowie: skarb w polskich zbiorach, czyli badanie dokumentu

Aztekowie: niezwykły i niepozorny: liczący 80 wydłużonych kartek, przypominający formatem i objętością atlas samochodowy. Mowa o fragmencie wykonanego 500 lat temu spisu azteckiej ludności ze środkowego Meksyku. Dokument ten odnaleziono kilkanaście lat temu w Bibliotece Jagiellońskiej UJ w Krakowie, a prób jego przetłumaczenia i opracowania podjął się zespół z Wydziału Artes Liberales UW, którym kieruje dr Julia Madajczak.

Ten spis ludności jest jednym z najstarszych znanych tekstów w języku Azteków (nahualt), który nie tylko przetrwał do naszych czasów, ale również jedynym takim znajdującym się w Polsce (według dr Madajczak znalazł się w Krakowie dzięki niewiarygodnemu zbiegowi okoliczności). Już sama historia jego „wędrówki” jest intrygująca: jej początek sięga lat 1519-1524, kiedy Fernando Cortez (hiszpański konkwistador) podbijał olbrzymie imperium azteckie (zajmujące dużą część Mezoameryki), nad którym sprawował władzę przez wiele lat. Jednak w Hiszpanii zaczęto obawiać jego potęgi i dlatego stopniowo odsuwano go od zwierzchnictwa. Cortez postanowił zawalczyć o należne mu ziemie i władzę, i wtedy też mógł powstać badany dokument-dotyczył on posiadłości Marquesado del Valle (ofiarowana Cortezowi przez hiszpańskiego króla za jego zasługi), co według Madajczak nie było to zwykłe nadanie, gdyż cały ten obszar zajmował powierzchnię średniego europejskiego państwa(dziś stanowi część meksykańskich stanów:  Oaxaca, Morelos, Veracruz, Michoacán i Meksyk). Badaczka przypuszcza, iż wykonanie tego spisu zlecił sam konkwistador dla sprawdzenia m. in. tego, jakimi zasobami dysponuje, podkreślając, iż z jednej strony dokument nie jest postrzegany przez przeciętnego odbiorcę jako porywający, ale z drugiej strony zawiera on wiele cennych informacji na temat Azteków i ich kultury. Wprawdzie finansowany przez Narodowe Centrum Nauki 3-letni projekt dopiero się zaczyna, ale dr Madajczak już może przedstawić kilka wstępnych ustaleń: otóż jest to dokument składający się z ciągłego tekstu napisanego wprawdzie w alfabecie łacińskim , ale w lokalnym języku Azteków, czyli nahualt. Jego twórcami zapewne byli lokalni mieszkańcy, którzy nabyli od duchownych umiejętność pisania i czytania-zwrócono przy tym uwagę na bardzo dobrą staranność wykonanego spisu.  Podzielony był ze względu na miejscowości (średnia wieś w tym rejonie: ok. 200-250 mieszkańców), potem zapisano informacje o najważniejszej osobie we wsi, charakterystykę poszczególnych gospodarstw domowych, a także liczbę ich mieszkańców i pokrewieństwa-wiadomo było, kto był panem bądź panią domu (co było rzadkością). Znalazły się w nim też informacje w kwestii trybutów, jakie należało uiszczać władcy, jednak podczas czytania tekstu dr Madajczak natknęła się na inny rodzaj podatku, określonego jako „+ręcznik+”, na który składały się takie rzeczy jak np. jajka, kukurydza czy kakao. Każdy z trybutów przeznaczano na inny cel, m. in.  na utrzymanie rezydencji konkwistadora, na wojsko, budowę dróg czy kanałów-badaczka ma zamiar ustalić, do kogo dokładniej trafiały wszystkie daniny z dokumentu. Oprócz tego można w nim znaleźć także wiele ciekawych informacji dotyczących samych Azteków i ich obyczajowości, np. według badaczy gospodarze mogli mieć po kilka żon lub nałożnic (zapisane jako „+służące z dzieckiem+”), wiele azteckich dzieci zostało ochrzczonych, choć dr Madajczak dodaje, iż misjonarze przekonywali o schrystianizowaniu całej populacji. Widoczne w spisie są także informacje na temat niewolnictwa, które było powszechnie akceptowane przez chrześcijańskich duchownych oraz o gospodarstwach domowych zwolnionych z jakichkolwiek trybutów-należały do lokalnych szlachciców, którzy mieli kontrolować chłopów lub wdowy-według badaczki można to porównać to do dania żebrakowi jałmużny, co było dobrze widziane wśród ówczesnych chrześcijan. Wspomina także o usuwaniu pogańskich posągów i świątyń przez Corteza, który zastępował je wizerunkami Matki Boskiej-robił to tuz po wejściu do kolejnej miejscowości (świadczy to o jego głębokiej wierze), nie zważając przy tym na niezadowolenie ze strony mieszkańców i dlatego często musiał ratować się ucieczką. O losach spisu aż do XIX w. naukowcy nic nie wiedzą-wtedy też jego część, która ostatecznie znalazła się w Krakowie, odkupił z rąk handlarza starożytnościami Meksyku niemiecki kupiec, który ofiarował ja pruskiemu władcy, a ten z kolei przekazał ją do zbiorów królewskiej Biblioteki w Berlinie (dziś Biblioteka Państwowa). Na początku XX w. prób rozszyfrowania tekstu podjął się Walter Lehmann, jednak nigdy nie opublikował swoich dokonań. Podczas II wojny światowej spis znalazł się wśród dokumentów ewakuowanych do podziemi zamku Książ, a następnie do opactwa w Krzeszowie na Śląsku, gdzie odkryto go razem z innymi cennymi dokumentami i przeniesiono do Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. O jego istnieniu dowiedziano się dzięki badaniom Brigidy von Mentz w 2003 r., a jego pozostałe fragmenty znajdują się w Meksyku i Paryżu.

Źródła: wyborcza.pl, naukawolsce.pap.pl,  krakow.onet.pl

Fot.: rękopis przechowywany w Krakowie w Bibliotece Jageillońskiej UJ

Agata Śródkowska

Partnerzy



Przewiń do góry