Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Damy, dziewuchy, dziewczyny | Recenzja

Damy, dziewuchy, dziewczyny | Recenzja

Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, Anna Dziewit-Meller

Historię opowiadają zwykle mężczyźni. I są to opowieści snute głównie o mężczyznach – wielkich dowódcach, odważnych rycerzach, inteligentnych naukowcach. Kobiece historie, lecz również historie o kobietach, były dla zbiorowej pamięci mało istotne. Czasem tak mało istotne, jakby ich wcale nie było. Często, chcąc się dowiedzieć czegoś więcej, próbujemy sklejać życie kobiet z kilku urywków zdań, paru przypisów, wyblakłych świstków z kartoteki. Bo zwykle nie mamy nic więcej. O kobietach się nie pamięta, a jeśli już ktoś sobie o nich przypomni – jest to zwykle „przy okazji” jakiejś męskiej historii.

Odważne i mądre dziewczyny (…) mają swoje miejsce w historii. Niektóre z nas były królowymi, inne walczyły na wojnach, pisały książki, malowały obrazy, były naukowcami (…). Dziś wychodzimy na światło i przypominamy o sobie” – czytamy we wstępie książki.

Piękne, mądre, wykształcone. Kobiety musiały wiele udowodnić. Nie tylko mężczyznom, ale i sobie. Ich ekscytujące historie i walka o marzenia w męskim świecie pokazują, że słabsza płeć może wszystko. O tym jest właśnie książka Anny Dziewit-Meller. Autorka zabiera nas w podróż do „historii w spódnicy”, naszą „przewodniczką” po wyprawie jest Henryka Pustowójtówna, bohaterka powstania styczniowego, która po jego upadku wyjechała do Szwajcarii, tam osiadała, ale nigdy nie zapomniała, że była żołnierzem. „Inni za to trochę o tym zapomnieli. O mnie i innych dziewczynach. Zatem pozwól, że zabiorę Cię z wizytą. Odwiedzimy te, które trzeba trochę odkurzyć”.

Przed nami dokładnie 17 niezwykłych kobiet, 17 niezwykłych życiorysów. Od Świętosławy, czyli skandynawskiej okrutnicy, która była królową wikingów (a pochodziła z Polski!), przez historię niejakiej Magdaleny Bendzisławskiej, która przejmując fach po mężu, stała się pierwszą kobietą chirurgiem.

Wśród znamienitego grona kobiet niezwykłych znalazła się również Maria Skłodowska-Curie. Zyskała sławę jako badaczka promieniotwórczości, odkrywczyni dwóch nowych pierwiastków – radu i polonu. Jedyna kobieta, która zdobyła dwie Nagrody Nobla – w dziedzinie fizyki i chemii. Doświadczenia, jakie prowadziła razem z Pierre’em Curie, doprowadziły do powstania pierwszych metod badania wnętrza atomu.

Bardzo cieszy mnie fakt umieszczenia w książce życiorysu Krystyny Kahelskiej (to jej twarz została uwieczniona na warszawskiej Syrence), Krystyny Skarbek (agentki SOE, tajnej agencji powołanej przez Winstona Churchilla w 1940 r., której celem było przeprowadzanie dywersyjnych i wywiadowczych operacji na tyłach wroga w krajach okupowanych przez Niemcy) oraz Stefanii Wilczyńskiej i Ireny Sendlerowej. Te kobiety warto poznać bliżej.

Jest wiele bezimiennych kobiet-żołnierzy, sanitariuszek i łączniczek wszystkich wojen, gdzie bił się polski żołnierz. Każdego dnia ryzykowały życiem, przenosząc meldunki, broń i trefne paczki. Wykonywały najniebezpieczniejszą pracę w polskiej konspiracji. A dzisiaj niemal nikt o nich nie pamięta. Śmiało można powiedzieć, że to właśnie im w ruchu podziemnym przypadł w udziale najcięższy los; ponosiły one największe ofiary, a ich wkład był najmniej doceniany. To właśnie na ich barkach, często ledwie nastoletnich dziewczyn, spoczywał ogromny ciężar.

Rola kobiet nie jest także odpowiednio prezentowana w podręcznikach najnowszej historii Polski. Wojny, powstania, ruchy narodowo-wyzwoleńcze są zwykle pokazywane przez pryzmat działalności mężczyzn, którzy odegrali ważne role w historii, jednak zapomina się o wielu kobietach zaangażowanych w przemiany, stające do walki, czy zdobywające szczyty – tak jak ostatnia bohaterka książki Anny Dziewit-Miller – Wanda Rutkiewicz.

Wybitne kobiety od zawsze były obecne w historii Polski. Niestety, nie wszystkie zapamiętano z należytym uznaniem, nie wszystkie ich czyny zostały zapisane dla potomności, nie wszystko, co zrobiły, zdobywało uznanie współczesnych i było wspominane przez potomnych” – czytamy w zakończeniu książki. Oczywiście się z tym zgadzam! Bohaterki nietypowej „historii w spódnicy” zasługują na przypomnienie ich losów, te nieznane z imienia może nawet bardziej.

Kilka słów uznania należy się również wydawnictwu. Okładka już z daleka przyciąga wzrok, a przepiękne rysunki autorstwa Joanny Rusinek nadają niezwykłego wydźwięku recenzowanej przeze mnie pozycji! Czapki z głów!

Polskie władczynie, artystki, inżynierki, lekarki, działaczki społeczne. Inspirujące damy i prawdziwe buntowniczki w spódnicy, od średniowiecza po XX wiek. Dziesięciolatka na tronie, rymopiska, pierwsza kobieta chirurg, alpinistka, kobieta szpieg… Odważne, niepokorne, twórcze, ale często zapomniane… Reasumując, chciałabym, żeby książka „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy” została włączona do kanonu lektur obowiązkowych w szkole podstawowej (tak, jest to przyjemna lektura dla dzieci). To pierwsza książka autorki napisana z myślą o dzieciach. Ale i o rodzicach też, bo dorośli znajdą w tej lekturze wiele dla siebie! W końcu mamy do czynienia z mnóstwem fantastycznych opowieści o Polkach, które zapisały się w historii jako wybitne i niezwykłe postaci. Polecam!

Ocena recenzenta: 6 / 6

Wydawnictwo: Znak

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry