Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Dzieciństwo pod specjalnym nadzorem | Wywiad

Dzieciństwo pod specjalnym nadzorem | Wywiad

Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD – Stasi – należało do najbardziej rozbudowanych w bloku wschodnim – zarówno pod względem liczby pracowników i tajnych agentów, jak i stosowanych metod i zakresu inwigilacji. Pracownicy służby bezpieczeństwa przenosili swoje zawodowe zachowania i przyzwyczajenia do najbliższego otoczenia, wierząc, że to właśnie rodzinny dom jest pierwszą linią ideologicznego frontu. Stasi-ojcowie nie przytulali swoich dzieci, nie całowali na dobranoc, nie opowiadali im bajek – w zamian prowadzili swoje córki i synów na pierwszomajowe pochody, wkładali do głów ideologiczną papkę oraz wymagali od nich bezwzględnego posłuszeństwa i porządku.

unnamed Dorastanie w państwie policyjnym, atmosfera strachu w rodzinach pracowników enderowskich służb specjalnych i ubecka mentalność – to wszystko jest tematem książki „Dzieci Stasi” niemieckiej dziennikarki Ruth Hoffmann, z którą wywiad przeprowadził Damian Bączkiewicz. Prezentujemy treść przetłumaczonych z języka angielskiego odpowiedzi.

Damian Bączkiewicz: Czy widmo STASI dalej wywiera tak przemożny wpływ na życie wielu Niemców, że podjęła się Pani napisania książki na ten temat?

Ruth Hoffmann: Tak, widmo Stasi wciąż ciąży na wielu Niemcach. Przede wszystkim ofiar – tych, którzy ucierpieli bezpośrednio. Ale Stasi to także wciąż przedmiot całej dyskusji o przeszłości Niemiec. Część ludzi chce skończyć rozmowy na ten temat i nawet postulują o zamknięcie teczek Stasi. Szczególnie dużo byłych obywateli NRD jest już przez to chora i zmęczona sprawą Stasi. Czują się tak jakby ich życie zostało sprowadzone jedynie do Stasi i represji i mówią: „Ale nie wszystko było złe! Dobrze się nam żyło w NRD!” Tak więc cała sprawa Stasi jest przedmiotem wewnątrz-niemieckiej dyskusji pomiędzy Wschodem i Zachodem. I oczywiście są i tacy, którzy wciąż radzą sobie z gorzkim doświadczeniem zbudowanym na przekonaniu, że zostali zdradzeni przez przyjaciół lub krewnych pracujących dla Stasi jako „IM” (nieoficjalni współpracownicy). W międzyczasie większość byłych oficerów Stasi – a więc tak naprawdę sprawcy – żyje sobie spokojnie pobierając swoje emerytury płacone przez państwo, którego nienawidzą.

Ale tak czy inaczej, te wszystkie przyczyny nie były właściwą przyczyną, dla której napisałam książkę. Zanim zaczęłam pisać, wpadłam na jakiś temat badając teren wokół siedziby Stasi w Berlinie-Lichtenbergu. Dowiedziałam się, że nieomal wszyscy mieszkańcy tej dzielnicy byli zatrudnieni przez MfS (Ministerium für Staatssicherheit = Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa= Stasi) I że życie na tych ulicach przypominało życie swego rodzaju getta, oddzielnego świata. Potem spotkałem moich trzech pierwszych partnerów do wywiadu, którzy wychowywali się wszyscy w rodzinach Stasi. Po tym, jak opowiedzieli mi swoje historie, byłam zdumiona że nikt inny dotychczas nie napisał o tych dzieciach Stasi, ponieważ to, co mi opowiedzieli było wspaniałe, szokujące, niewyobrażalne! Z każdym wywiadem w mojej głowie było coraz więcej pytań. Tak więc krok po kroku starałam się znaleźć odpowiedzi, ponieważ chciałam zrozumieć dlaczego tego doświadczyli. Jak to możliwe, pytałam się, że wszyscy cierpieli z tych samych powodów, choć ich historie były tak bardzo różne. Co oznaczało dorastanie jako córka lub syn członka Stasi? Czy praca rodziców wpływała na życie całej rodziny oraz stosunki pomiędzy dziećmi i dorosłymi? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Wiedziałam, że muszę zrozumieć tło – warunki, w których pracowali członkowie Stasi. I to było drugą niesamowitą rzeczą: podczas gdy było mnóstwo książek i artykułów o ofiarach Stasi i ich nieoficjalnych współpracownikach, nie było prawie niczego o oficjalnie zatrudnionych przez MfS, tak zwanych „Hauptamtliche Mitarbeiter”. Kim byli? Jak żyli? Jakie mieli zwyczaje i jak zachowywali się po pracy – w życiu prywatnym? Temat stawał się coraz bardziej bogaty i ekscytujący. I teraz, kiedy praca została skończona, naprawdę widzę, że to bardzo szczególny aspekt wschodnioniemieckiej historii i społeczeństwa, który może być bardzo ważny w zrozumieniu mechanizmów systemu totalitarnego. Obserwowanie sytuacji dzieci oficerów Stasi jest jak obserwowanie samych NRD w przekroju. I co więcej: temat ten zwiera główne sprawy tego, jak życie w systemie dyktatorskim wpływało na ludzkie życiorysy i charaktery, sposób traktowania innych, zachowania się w pracy oraz w czasie wolnym. Jeśli chcemy uniknąć takich rzeczy jak nazizm lub sowietyzm musimy zrozumieć co umocniło je tak bardzo i dlaczego dobrze funkcjonowały. Szczególnie musimy odkryć co sprawiło, że ludzie dołączali do takich systemów i jak ich decyzje wpływały na życie ich rodzin i całego społeczeństwa. Myślę (i mam nadzieję), że historie dzieci Stasi mogą wpłynąć na tę dyskusję.

D.B.: „To było jak w przedziwnym teatrze. Takie uczucie dominowało w moim dzieciństwie” –powiedział Frank Dohrmann, syn członka STASI. Na czym polegał ten świat teatru?

R.H.: Historia Franka Dohrmanna jest chyba najstraszniejszą, ponieważ jest kompletnie rozpaczliwa i nie ma szczęśliwego zakończenia. Jego rodzice najprościej w świecie nie mogli znieść faktu, że był on inny niż inne dzieci. Nie mogli zrozumieć, że cokolwiek robią, by rozwiązać problem, pogarsza go. Frank użył wyobrażenia „dziwnego teatru” by opisać atmosferę w domu, która zawsze wydawała się sztuczna i chłodna. Nie było żadnej wrażliwości, żadnych ciepłych słów – istny brak miłości. Zamiast wartkiego życia rodzinnego były tylko zasady, instrukcje, kary. Termin „dziwny teatr” powstał także ze względu na fakt, że rodzice Franka chcieli pokazywać się na zewnątrz jako perfekcyjna rodzina socjalistów. Rola dzieci sprowadzała się więc do grania dobrych małych socjalistów. Ich myśli, marzenia i uczucia, ich problemy i zwątpienia, ich plany na życie były po prostu nieważne. Jeśli zostaniemy przy widoku teatru, dzieci były aktorami w tle gry ich rodziców.

Ojciec Franka nie był ani trochę zdolny, ale uważał się za kogoś ważnego i dużego. Dostajesz gęsiej skórki, kiedy patrzysz na jego pismo w dokumentach Stasi – wygląda jak małego chłopca! Uważał się za super mądrego i jednego z najinteligentniejszych w MfS, ale w rzeczywistości był tym, kogo nazywamy w niemieckim „ein armes Würstchen” (nieudacznik). Musiał być strasznie zły na stagnację w karierze i zupełny brak sukcesów i jestem prawie pewna, że musiał to ukryć i jakoś sobie zrekompensować. Podczas godzin pracy musiał ukrywać swoją złość, ale w domu eksplodował, krzyczał na dzieci, bił je i karał syna, którego uważał za skończonego nieudacznika.

Myślę, że to niesamowite, że Frank przetrwał swoje dzieciństwo – w dokładnym tego słowa znaczeniu (zdarzały się sytuacje, w których był zupełnie pewien, że jego tata go zabije.) I niesamowitym jest to, że Frank próbował – przynajmniej trochę – postawić się rodzicom ubierając się i zapuszczając włosy jak punk kiedy miał 16 lat i to mimo że dorastał w strachu i nienawiści. To było odważne, bardzo odważne.

Dzisiaj Frank jest fizycznie i psychicznie załamanym człowiekiem. Ciało zostało zniszczone przez lekki uspokajające które podawali mu rodzice od 12 roku życia, a jego dusza jest rządzona przez niepokój, którego nie może kontrolować. Mieszka w ukrytym domku w Szwajcarii i cały czas myśli o popełnieniu pewnego dnia samobójstwa. Jego siostra była pierwszą, która chciała ze mną porozmawiać, ale kiedy opowiedziałam jej o projekcie książki już nigdy potem nie odzywała się i nie odpowiadała na telefony i maile. Frank przypuszcza, że opowiedziała rodzicom o zaplanowanym wywiadzie i zmusili ją do odwołania wszystkiego. Chyba ma rację.

A tak przy okazji: spacerowałam przez Berlin- Hohenschönhausen pewnego dnia, inna część miasta, gdzie żyło dużo członków Stasi, ponieważ było tam duże więzienie Stasi. Poszłam pod stary adres Franka. To było dziwne uczucie stać miejscu, w którym te wszystkie straszne historie miały miejsce. Ale najbardziej przerażające było to, że na jednym z dzwonków był napis: „Dohrmann”. Więc jego rodzice najpewniej tam wciąż mieszkają! Faktycznie, wiele byłych pracowników Stasi tak robi. Wolą swoje dawne towarzystwo kolegów… Raz po raz pojawiają się nawet na wycieczkach z przewodnikami i mówią, że oni kłamią. Wyobraźmy to sobie! Przewodnikami są zawsze osoby, które były więzione w Hohenschönhausen!

D.B.: Jak radzą sobie żyjące wciąż dzieci członków STASI ze świadomością, że ich rodzice pracowali w najbardziej represyjnym aparacie wywiadowczym w całej Europie?

R.H.: Jak można tak mówić? Nie chcę bagatelizować Stasi, ale byłabym ostrożna z takimi porównaniami i przymiotnikami jak ten, szczególnie używając terminu „jaka kiedykolwiek istniała w Europie”. A co na przykład z Gestapo? Czy Stasi była naprawdę bardziej brutalna i represjonująca? Nie wydaję mi się. Tajna policja sowiecka „Tschecka” była zdecydowanie bardziej brutalna, a KGB i rumuńskie służby wewnętrzne nie były także niewinne. Ale z pewnością Stasi była bardzo silnym instrumentem represji i spowodowała wiele szkód w niesamowicie wielu, wielu ludzkich życiach i duszach. (Jedno trzeba powiedzieć: Stasi nie była partią w partii, ale była zupełnie zależna od partii socjaldemokratycznej. To ta partia rządziła Stasi, a nie na odwrót, jak zresztą mówił tytuł Stasi – „Tarcza i miecz Partii”. Myślę, że warto to mieć na uwadze, ponieważ to pokazuje prawdziwą wymiar tematu.)

Tak czy siak, oczywiście dzieci musiały radzić sobie z rodzicielską winą i możliwością odpowiedzialności, która jest w sumie dość duża. Nawet jeśli zerwałeś wszystkie kontakty z rodzicami żeby chronić samego siebie (jak to zrobiło wiele dzieci Stasi), to są oni dalej twoimi rodzicami. Większość dzieci czuje wstyd przed tym, co robili ich rodzice. Ciężko im powiedzieć: „Mój tata pracował dla Stasi.” To nie jest tak jak bycie dzieckiem robotnika czy normalnego pracownika… A pogarszają to jeszcze ich rodzice, byli pracownicy Stasi, którzy w ogóle się nie odzywają. Milczą na temat wszystkiego. Żadnych odpowiedzi, wyjaśnień, przeprosin – nawet dla swoich dzieci, nawet teraz, po 25 latach od upadku muru! Tak więc dzieci borykają się ze wstydem, z wielką, trwającą wciąż ciszą i tajemnicą, z pytaniami bez odpowiedzi i nigdy niezaleczonymi ranami.

D.B.: Na okładce niemieckiego wydania Pani książki widzimy małego chłopca, Na jego ramieniu spoczywa dłoń ojca – członka STASI. Ta dłoń jest raczej symbolem opieki czy też groźby?

R.H.: Myślę, że oba: z punktu widzenia taty opieka nad dzieckiem w duchu poprawnej ideologicznej edukacji i rozwoju syna jest najlepszą rzeczą, jaką może on dla niego zrobić. Ale równocześnie oznacza to, że chłopak nie może myśleć samodzielnie, decydować za siebie i zachowywać według uznania. Jest tylko jeden sposób myślenia, zachowywania się. Czarne lub białe, przyjaciel lub wróg, nic pośrodku. To przyzwyczajenie jest typowe dla Stasi i w niej zatrudnionych osób, nawet w domu. Jeśli dziecko członka Stasi nie zachowywało się „zgodnie” z systemem, członek ten miał problemy z przełożonymi w pracy. Musiał więc być pewien, że jego rodzina funkcjonuje perfekcyjnie.

To zdjęcie odzwierciedla bardzo dobrze sytuację dzieci Stasi: są zmuszane do funkcjonowania w systemie i tak długo jak to robią, wszystko jest w porządku. Ale jeśli tego nie robią, mogą stracić dom, ponieważ ich ojcowie są gotowi zerwać z nimi, byle tylko uratować karierę. Nie możemy zobaczyć twarzy ojca, która także symbolizuje sytuację chłopca: ponieważ wszystko co robi jego tata jest ścisłą tajemnicą, nie zna go i nie jest nigdy pewien, kim naprawdę jest.

D.B.: Jak ocieniali i oceniają swych rodziców dzieci członków STASI? Czy dochodziło do buntów domowych?

R.H.: Wszystkie dzieci (teraz są już oczywiście dorosłe), które spotkałam dotychczas ucierpiały przez sytuację w domu. Czuły presję, oczekiwania na funkcjonowanie poprawne, na zachowywanie się dobrze, pracowanie ciężko w szkole i nigdy, nigdy niezadawania „niepoprawnych” pytań. Nie było tam prawie żadnej miłości i czułej opieki w tych rodzinach. Większość dzieci mówi o raczej chłodnej i zdystansowanej atmosferze, kiedy przypominają sobie dzieciństwo. Życie codzienne w ich rodzinach było zdominowane przez ciężkie zasady zamiast przez rozmowę i opiekę nad innymi. W zdecydowanej większości przypadków wszystko dotyczyło zachowywania się i funkcjonowania dobrze jako mały socjalista. Wiele było bitych regularnie, więc strach był im znajomym uczuciem.

Wtedy większość z nich myślało: „No cóż, jest jak jest…” i próbowało zachowywać się poprawnie i jakoś przetrwać. I nawet sporo było przekonanych do NRD i idei socjalizmu tak jak ich rodzice i nie buntowali się przeciw nim. Ale była też spora grupa tych, którzy to robili. Niekoniecznie ze względu na przesłanki polityczne, ale ponieważ na przykład chcieli słuchać konkretnej muzyki, która była zabroniona w domu lub ponieważ czuli się uwięzieni pomiędzy regułami i karami. W rodzinie Stasi łatwo było pokłócić się, kiedy nawet ubrania mogły stać się sprawą polityczną i egzystencjalną.

D.B.: Czy życie rodzinne, w tym poglądy dzieci, mogły zadecydować o karierze członków STASI?

R.H.: Stasi chciała, by mogła na swoich pracownikach absolutnie polegać, wchodziło w to nie tylko ich praca, ale także życie prywatne. Oficer z kontaktami z Kościołem na przykład lub przyjaciółmi czy krewnymi na Zachodzie był niefunkcjonującym poprawnie. Ale te zasady były wprowadzane także żonie, dzieciom, teściom i tak dalej. Więc tak: cokolwiek zrobiło dziecko, mogło to wpłynąć na jego karierę. Szczególnie, jeśli zaangażował się w polityczną opozycję lub próbował opuścić kraj. Z drugiej strony, jeśli rodzina oficera Stasi zachowywała się zgodnie z definicją partii socjaldemokratycznej, to jego szefowie odbierali to jako dowód jego politycznej rzetelności. Bez wątpienie sposób, w jaki wychowywały się dzieci Stasi było częścią częstych raportów w pracy, którzy otrzymywali tam zatrudnieni z informacją taką jak: „Uczy się dobrze w warunkach socjalizmu.” Nawet MfS miało na to oko.

D.B.: Czy swoją książkę poleciłaby Pani tylko Niemcom, czy też innym obywatelom Europy Środkowo-Wschodniej, która znajdowała się pod radzieckim jarzmem?

R.H.: Cóż, nie wiem dużo o ich innych tajnych służbach Europy Wschodniej i warunkach, w jakich żyli ich pracownicy. Ale skoro wszystkie były wprowadzane i formowane przez Sowietów, podejrzewam, że mogłoby być wiele podobieństw. I pomijając sprawy Stasi czy tajnych służb, jestem nieomal pewna, że sposób, w jaki ludzie radzili sobie z sowiecką niewolą, codziennymi opresjami i brakiem wolności był podobny. Być może dla polskiego czytelnika jest nawet łatwiej czuć empatię dla protagonistów mojej książki – dla „Wessis”, jak ich nazywamy, czyli ludzi, którzy dorastali w zachodniej części Niemiec. Jest tak dlatego, że Polacy, Rumuni czy Czesi doświadczyli bardzo blisko wszystkiego tego, co opisałam w książce. Tak więc oczywiście byłabym szczęśliwa znajdując zainteresowanych czytelników w Europie Wschodniej i jestem bardzo, bardzo ciekawa jakiego typu pytania i dyskusje się pojawią. 

Partnerzy



Przewiń do góry