Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Fotografia, czyli siła wspomnienia – Mówi do mnie historia

Fotografia, czyli siła wspomnienia – Mówi do mnie historia

Jak zwykła mawiać Aniela Strzemboszowa, przedwojenna nauczycielka i była więźniarka Pawiaka „…Fotografia to zaklęty świat magii, do którego najchętniej powraca się po wielu latach…” Taki sam stosunek do fotografii ma pan Andrzej Kotwica z Gdyni. W swoim albumie, jaki odziedziczył po swoich dziadkach, skrzętnie uporządkowane są wszystkie zdjęcia rodzinne, które dla niego posiadają nieoszacowaną wprost wartość.

Są tam jak żywi

– Kocham stare fotografie, ponieważ właśnie dzięki nim tak łatwo powracają chwile z mojego dzieciństwa, kiedy to delektowałem się opowieściami z historii mojej rodziny, które snuła mi babcia lub nieżyjący już ojciec – relacjonuje pan Kotwica.

Śladem pradziadka Onufrego

stara fotoNajwcześniejszymi fotografiami, jakie odnajduję w moim albumie są te, które przedstawiają mojego pradziadka Onufrego, który pod koniec dziewiętnastego stulecia zakładał pierwsze organizacje robotnicze, które gromko sprzeciwiały się wyzyskowi tej klasy społeczeństwa. Pradziadek Onufry przekonywał członków swojej organizacji o konieczności śmiałych protestów i wystąpień publicznych, które miały na celu polepszenie losu najuboższych robotników Trójmiasta. Takowe manifestacje rozjuszyły jedynie bogatych przemysłowców, zatrudniających świadomych swej niedoli ludzi. Karą, jaka spotkała upominających się o swoje robotników była kara śmierci przez rozstrzelanie, którą w roku 1905 wykonali ruscy kozacy – opowiada pan Kotwica. Zawsze, gdy przyglądam się tym starym zdjęciom, w tajemniczy wręcz sposób ludzie, którzy zostali na nich uwiecznieni, relacjonują mi swoje życie, które wówczas pozbawione było ojczyzny. Zdjęcia te są mi szczególnie drogie, ponieważ mają już one ponad sto lat, a osoby na nich przedstawione tworzyły niegdyś historię pragnącej swojej niezależności politycznej, drogiej sercom wszystkich patriotów ówczesnej Polski.

Były legionista

Na jednej z fotografii przedstawiony jest były legionista marszałka Piłsudskiego, który brał udział w bitwie warszawskiej, potocznie zwanej Cudem nad Wisłą – dopowiada Andrzej. Tą osobą był mój stryj Alojzy Dujowicz, kapitan jazdy konnej. Przyglądając się tej fotografii można sobie wyobrazić, ile dla ludzi z tamtego okresu znaczyła nasza niepodległość, dla której odzyskania potrafili zrobić wszystko, nawet za cenę własnego życia. Gdy z moim bratem Januszem przeglądam ten stary album, przypominamy sobie dawne opowieści, które przekazywał nam ojciec Cezary, a dotyczyły one lat, w których nasze państwo rodziło się na nowo, po 123 latach zaborczej poniewierki. Zdjęcia te nie stanowią jedynie rodzinnej pamiątki, ale są one niemym świadkiem minionych dni, które wydały z czasem owoc, który nazywa się wolnością. Dzięki właśnie takim fotografiom czuję tę niezwykłą i niewidoczną zarazem nić, która łączy wszystkie pokolenia mojej rodziny, zakochane w tym kawałku ziemi, na którą rzucił nas los. Na kilku fotografiach upamiętnione są siostry mojej babci, które w czasach szalejącej II wojny światowej zmuszone były podzielić los innych Polaków, wywiezionych do Rzeszy celem świadczenia na rzecz tego państwa niewolniczej pracy. Kilka z nich było uwięzionych za drutami obozu oświęcimskiego, gdzie głód, terror i śmierć co dzień zaglądały im w oczy. Siostry mojej babci już nigdy nie zobaczyły wolnej Polski, ale w żaden sposób nie można o nich powiedzieć, że ich młode wówczas życie nie przyczyniło się do tworzenia naszej historii. Jedyną pamiątką, która pozostała właśnie po nich, są te stare fotografie, które gdy patrzę na nie wyciskają mi niejedną łzę – mówi pan Andrzej.

Księga tajemna

stara fotpografiAlbum ten jest pewnego rodzaju księgą tajemną, która jedynie w sobie wiadomy sposób przenosi mnie w miniony świat, który być może dla niejednej osoby jest jedynie bajką. Zwiewne sukienki, jakie wówczas nosiły panie, lekkie kapelusiki z pawim piórkiem, być może sprawiają wrażenie ilustracji do bajki. Dla mnie stanowią one coś zupełnie innego i cenniejszego zarazem. Na kilku fotografiach upamiętniona jest osoba mojego dziadka Władysława, który pracując w komunistycznej Polsce, po raz kolejny doświadczył znaczenia niewoli narodowej. Jego syn, a mój wuj – opowiada Kotwica – brał udział w strajkach w Gdańsku, z których już nigdy nie powrócił do czekającej na niego żony i czteroletniego synka. Do dziś jedyną pamiątką po nim została stara papierośnica i niewielki plik zdjęć, na których pozując z roześmianą twarzą nie przeczuwał tego, co zgotuje mu los. – Jak zatem nie trudno się domyśleć, fotografie umieszczone w moim albumie stanowią pewnego rodzaju lepiszcze, cementujące wszystkich członków mojej rodziny – uważa Andrzej.

Moja duma polega na tym, że jestem potomkiem bohaterów narodowych, którzy w mniejszy czy też w większy sposób budowali przyszłość moją i innych. I choć dzisiaj żyjemy już w wolnej ojczyźnie, to właśnie takie stare fotografie nie pozwalają nam zapomnieć o naszej przeszłości, która doskonale zna, co to okowy niewoli, głodu i pracy ponad ludzkie siły – kończy Andrzej Kotwica.

Ewa Michałowska-Walkiewicz

 

Partnerzy



Przewiń do góry