Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

„Holocaust. Problemy przedstawiania” – Anna Ziębińska-Witek

„Holocaust. Problemy przedstawiania” – Anna Ziębińska-Witek

Czytając tytuł książki Holocaust. Problemy przedstawiania, od razu nasuwają się pewne pytania. Czym ów holocaust dokładnie jest?

Anna Ziębińska-Witek, Holocaust. Problemy przedstawiania, Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2005, ss 153.

Wszak niejednokrotnie słyszeliśmy to określenie w szkołach, bądź telewizji, jednak nikt nie zastanawiał się głębiej nad jego znaczeniem. Kolejnym pytaniem, wynikającym bezpośrednio z tytułu tejże pracy jest: jak go przed stawiać? Czy może mamy dalej płynąć z nurtem typowo polskiej mentalności i przedstawiać do jako nieopisane okrucieństwo, w którym osoby w mundurach są tymi złymi, a ci z sześcioramienną gwiazdą na piersi dobrymi? Czy może nie jest to aż tak czarno-biała sytuacja? Może jest tam też miejsce na pewną szarość? A może mówiąc o holokauście należy się posuwać do prześmiewczego tonu jaki możemy znaleźć w filmach Życie jest piękne Benigniego, lub w Dyktatorze Chaplina? Jako młody nauczyciel, od czasu matury zajmujący się problemem eksterminacji ludności bez wahania sięgnąłem po książkę pani Anny Ziębińskiej-Witek, wierząc, że znajdę w niej odpowiedzi na nurtujące mnie i wielu innych młodych historyków pytania. Pani Ziębińska-Witek jest metodologiem zajmującym się problematyką przedstawiania pamięci o martyrologii żydów, zarówno w filmie jak i literaturze czy muzealnictwie. W roku 200 była stypendystką Fundacji Kościuszkowskiej, natomiast w roku akademickim 2005/2006 zyskała stypendium Fulbrighta. Pełni obecnie funkcję adiunkta w Zakładzie Kul tury i Historii Żydów na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Praca Holocaust. Problemy przedstawiania, jest jej pracą doktorską.

Celem pracy prani Ziębińskiej-Witek jest próba odpowiedzi na pytanie jak przedstawiać holocaust. Jest to próba przedstawienia możliwości językowych w opisywaniu doświadczeń holocaustu. Przedstawia kryzys możliwości ukazywania bolesnych przeżyć osób, które doświadczyły tych bolesnych wydarzeń osobiście, wskazując przy tym na problem estetyzacji historii, który uniemożliwia przedstawianie wydarzeń takimi jakimi były naprawdę. W swojej pracy stara się przedstawić w jaki sposób historiografia radzi sobie z opisywaniem traumy holocaustu. Praca składa się z czterech rozdziałów, wstępu i zakończenia.

We wstępie autorka tłumaczy czym dokładnie jest holocaust, zwraca uwagę również na częściej używane przez środowiska żydowskie określenie Szoa, które w języku hebrajskim oznacza całkowitą zagładę, podczas gdy holokaust z języka greckiego oznacza ofiarę całopalną, co nie oddaje dokładnie specyfiki wydarzenia. Zwraca również uwagę na panujący w sposobie komunikowania o holokauście kryzys przedstawiania traumy, czyli nie tyle samych wy darzeń, co siły doświadczeń z nimi związanych, jako, że każde słowne przekazywanie traumy ją oswaja. Wskazuje też na swoistą estetyzację historii, która stara się nawet najbardziej bolesne doświadczenia ubrać w humanitarne i delikatne słowa, całkowicie zabijając tym rzeczywistość, którą należy przedstawić. Pani Ziębińska-Witek ujawnia pokazuje także różnicę pomiędzy narracją historyczną a doświadczeniem historycznym i doświadczeniem autentyczności wydarzeń. Wypada tutaj również wspomnieć o wyjątkowości holocaustu. Wszak eksterminacja ludności nie jest w historii niczym nowym. Towarzyszy ludziom od samego początku. Wyjątkowością holocaustu jest jego masowość i niespotykane nigdy wcześniej okrucieństwo. Holocaust w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych był zjawiskiem niezrozumiałym. Z racji tego, że nie był wydarzeniem odległym, wciąż pozostawał tematem tabu, stał niejako poza historią. W celu jego wyjaśnienia pojawiły się dwie teorie. Teoria wyjątkowości, która przedstawia go jako zjawisko niespotykane pod względem swego ogromu i okrucieństwa, oraz teoria ludobójstwa, głosząca, że holocaust nie jest niczym nadzwyczajnym, a jedynie jednym z wielu tego rodzajów aktów eksterminacji. Ponadto teoria wyjątkowości przedstawia holocaust jako coś nadzwyczajnego, coś czego nie można wytłumaczyć racjonalnie, tak jak racjonalnie nie można wytłumaczyć wielu kwestii wiary, jak na przykład Zmartwychwstania. W celu uwiarygodnienia tej wypowiedzi, autorka powołuje się na słowa Eckardta, który mówi o transcendentnej wyjątkowości, co oznacza, że wyjątkowość holocaustu jest jeszcze bardziej wyjątkowa. Przytacza również formę świętego holocaustu, jak jest on określany w Stanach Zjednoczonych. Teoria ta przedstawia również, że holocaust nie może, choć powinien, być lekcją dla przyszłych pokoleń, a to z racji ekstremalności samego zdarzenia i skrajności warunków, a jakich do niego doszło. Ponadto kwestię wyjątkowości holocaustu potęgują sami badacze, stawiając dla jego wyjaśniania kryteria, które nie pasują do innych form ludobójstwa. Autorka zwraca też uwagę, że wszelkie dyskusje na temat holocaustu sprowadzają go do porównań z typowymi dla wojen mordami.

Pierwszy rozdział autorka poświęciła funkcji poznawczej metafory w opisywaniu do świadczenia holocaustu. Przedstawia tutaj brak możliwości nazwania zagłady narodu żydowskiego słowami, które nie noszą obciążenia teologicznego, tworzącego je niejako słowami tajemniczymi i nierozpoznawalnymi. Do tych słów należą przede wszystkim szoa (całkowita zagłada) oraz holocaust (ofiara całopalna). Równie wielkim problemem jest nazwanie osób osadzonych w obozach. Czy taktować ich jako jeńców wojennych czy jako więźniów? Dla opisywania tych osób i zdarzeń niezbędna okazuje się metafora, która zmienia historyka-badacza w pisarza lub poetę. Niemożność nie stosowania metafor również stanowi pewne zagrożenie. Każde użycie metafory w opisie martyrologii jest jej wypaczeniem, starając się ubrać w słowa, bądź wygładzić coś, czego opisać się nie da. Drugim zagrożeniem jest również opisywanie samego, najbardziej znanego obozu, Auschwitz, który z racji swojego okrucieństwa nie może być metaforą. Tym bardziej, że samo Auschwitz stawało się metaforą dla osób tam osadzonych, dla pisarzy i uczonych. Jednak to właśnie metafory używane dawniej i obecnie, kształtują wiedzę o holocauście, wraz z przekazywaniem wiedzy o tym zdarzeniu wypaczając ogrom tragedii. Do najczęstszych metafor pomagających nam zrozumieć, bądź przynajmniej zarysowujących zdarzenie należy machina zagłady, efekt spiskowej teorii dziejów, mit, efekt kozła ofiarnego, koszmar… każde z tych słów może wszak zostać zastosowane w zupełnie innym kontekście tracąc sens, który posiadało przy omawianiu problemu holocaustu.

Drugi rozdział pracy Holocaust. Problemy przedstawiania traktuje o stanowisku historiografii wobec traumy. Jak wiadomo trauma nie jest rejestrem zdarzeń, a siłą negatywnych doświadczeń danemu zdarzeniu towarzyszących. Najwierniej zdarzenia holocaustu przedstawiają osoby, które ich doświadczyły, jednak niejednokrotnie i one mają problem ubrać w słowa, to przez co przeszły. Mimo problemów z przedstawieniem, to właśnie ich świadectwa są najwierniejszym przedstawieniem minionych wydarzeń. Jednak osób, które przetrwały holocaust jest coraz mniej, a to z kolei prowadzi do przymusowego zastępowania ich świadectw tekstem pisanym. Nie jest to jednak takie proste. Skoro artyści i pisarze nie potrafią opisać okrucieństwa tego zdarzenia, jak może się to udać naukowcom? Mimo to, historycy wypracowali specyficzny język dla opisywania holocaustu, w sposób narracyjny zdając sprawę z tego jak współcześni radzili sobie poznawczo z przeszłością. Nie można tu jednak zapominać o skrajności zagłady, której katastroficzne zdarzenia wygenerowały nie pasujące do wyobrażeń i znanych schematów doświadczenia, a te z kolei doprowadziły do upośledzonego doświadczenia przeszłości wśród ocalałych. Co za tym idzie, historyk opisując te zdarzenia dokonuje pewnej fabularyzacji, tworząc swoistą opowieść. Bezosobowe wyrażenia stawiają autora poza tekstem, świadcząc o jego obiektywizmie, a cytowanie relacji daje świadectwu autorytet. Jednak i w tym celu, historyk musi sięgać po metafory, ponieważ jego fachowy język nie potrafi oddać realiów. Ponadto sięganie do wspomnień potrafi wypaczyć opowieść, jako że nie ma wspomnień obiektywnych. To z kolei zmusza historyka do szukania prawdziwej prawdy o zagładzie. Historyk nie może również posługiwać się figuratywnością zdarzeń, uogólniając wydarzenia i osoby, jak ma to miejsce w wielu przedstawieniach literackich, gdzie zawsze złym jest Niemiec, a każdy nazista ma na kołnierzyku czarnego munduru trupią czaszkę, a z opisu zewnętrznego jest podobny do setek innych osób o kwadratowej brutalnej szczęce, błękitnych oczach i blond włosach. Uogólniania zaciemnia obraz faktów. Historiografia również musi posiadać miejsce na ową szarość wspomnianą przeze mnie we wstępie. Rzeczywistość obozów i eksterminacji nie była czarno-biała jak mają to w zwyczaju przedstawiać zarówno wszelkiej kategorii nauczyciele jak i środki masowego przekazu. Pomiędzy czernią i bielą jest jeszcze szarość, która w realiach holocaustu zajmowała znacznie większą przestrzeń niż gotowi jesteśmy zaakceptować. Wszak każdy kto przetrwał holocaust jest winien śmierci współtowarzyszy.

Łukasz Nowok

 

Partnerzy



  • Imperium Romanum
  • Fundacja Rodu Przelaskowskich
Przewiń do góry