Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Jeremi Wiśniowiecki doświadczony wódz czy rębajło szlachecki?

Jeremi Wiśniowiecki doświadczony wódz czy rębajło szlachecki?

Dnia 20 (sierpnia) książę Wiśniowiecki Jeremi Korybut mąż i sprawca wojskowy, rycerz doświadczony w boju […] umarł w obozie pod Pawołoczą, po którym wszystkie Rycerstwo żałosne było jako dzieci małe po matce, gdyż był to pan dobrotliwy nie poważny. 

W takich słowach opowiedział o śmierci księcia Jeremiego Joachim Jerlicz w Latopiścu. Natomiast kanclerz litewski Albrycht Radziwiłł nie omieszkał ocenić księcia bardzo pozytywnie. Zanotował on, że z dużą szkodą Rzeczypospolitej zmarł jeden z najbardziej wojowniczych bohaterów, wojewoda ruski Wiśniowiecki […] godny najlepszej i nie zmazanej pamięci.

Czym zasłużył sobie na takie opinie najbogatszy magnat Rzeczypospolitej; człowiek, który dla własnej korzyści nie zawahałby się użyć siły nie tylko przeciw sąsiadowi, ale i senatowi? Burzliwe życie księcia zjednało mu tyluż przeciwników, co zwolenników. Zarzucano mu tchórzostwo, okrucieństwo, inni znowuż dostrzegali w nim same dobre cechy, sławili za talenty wojskowe i organizacyjne. Rzucony w wir wydarzeń, które zmieniły oblicze środkowo-wschodniej Europy, spędził ostatnie cztery lata swojego krótkiego życia na tułaczce i wojnie. Właśnie ten okres – lata buntu kozackiego, jest najbardziej znany w życiu Jeremiego i wzbudza najwięcej kontrowersji.

Marsz z Zadnieprza

Jeremi Wiśniowiecki  Wikimedia Commons

Jeremi Wiśniowiecki
Wikimedia Commons

Po bitwach żółtowodzkiej i korsuńskiej Rzeczpospolita pozostała bez dowódców i armii. Jednakże znajdujący się na Zadnieprzu Jeremi, wierzył że chociaż chorągwie hetmańskie zostały rozbite, to żołnierze powinni kręcić się po okolicy. Postanowił przejść na prawy brzeg Dniepru, zebrać rozproszone oddziały i wzmocniwszy się w ten sposób, uderzyć na Chmielnickiego.
Rozumiał to dobrze również buntowniczy hetman. Kozacy zagarnęli i zniszczyli promy oraz łodzie. Na ruskim brzegu Dniepru krążyły kozackie sotnie, by bronić przeprawy. Niezrażony tym Jeremi postanowił przejść rzekę w jedynym możliwym miejscu, kierując się na położony na północy Czernichów. Zaczynał się marsz, który nazwano podobnym gdzieś z Egiptu Mojżeszowym torem. Oprócz Jeremiego i jego chorągwi Zadnieprze żegnały rodziny szlacheckie i żydowskie. Kiedy jeszcze Wiśniowiecki nie opuścił swojego “państwa”, powstawały zachęcone powodzeniem buntu masy chłopskie na samym Zadnieprzu. Położenie księcia wydawało się być straszne. Odcięty od serca Rzeczpospolitej przez tryumfujących Kozaków, siedział na swoim Zadnieprzu jak na beczce z prochem. Wystarczyła tylko iskra, by rozbudzić gorącą krew ukraińskich chłopów. A wobec dzikich mas nawet dobrze zorganizowana karna dywizja mogła nie wystarczyć. Trzeba było nie tylko myśleć o tym, jak poskromić Chmielnickiego, ale przede wszystkim, jak wyprowadzić jedyną, jak sądził książę, wartościową jednostkę w Koronie w bezpieczniejsze kraje. Rozumiał też, że kiedy hetmani dostali się do niewoli, należało wybrać wodzów, wokół których rozpocznie się organizacja nowego wojska.
Na razie jednak należało myśleć o bezpiecznym wycofaniu się z zagrożonych okolic. Idąc na północ przez nieprzebyte lasy, atakowany przez Kozaków dotarł Jeremi do Czernichowa. Tam przeprawił się przez Desnę i ruszył ku Dnieprowi. Przekroczywszy rzekę, wstąpił w krainę bagien poleskich. Liczne strumyki, rzeczki i błota nie zatrzymały księcia. Owszem, opóźniły jego dywizję. Niemniej, z końcem czerwca wszedł książę w kraj objęty wojną.

Tymczasem wybrano regimentarzy: Władysława Dominika Zasławskiego, Mikołaja Ostroroga i Aleksandra Koniecpolskiego, trzech pozbawionych koncepcji wojny wodzów. Pierzyna, łacina i dziecina, jak określił ich Chmielnicki odpowiadały polityce kanclerza Ossolińskiego, który dążył do ugody ze zwycięskim hetmanem zaporoskim.
Odsunięcie Wiśniowieckiego od regimentarstwa miało, zdaniem Zbigniewa Wójcika, zapobiec zaprzepaszczeniu jakiejkolwiek rozsądnej polityki wobec powstańców ukraińskich. Komfort poczynań mógł sobie zapewnić kanclerz tylko w przypadku nominacji osób miernych, pozbawionych inicjatywy i spełniających jego rozkazy. Automatycznie więc odpadły kandydatury hetmanów litewskich Janusza Kiszki i Janusza Radziwiłła, jak również Andrzeja Firleja czy Janusza Tyszkiewicza. Powyższe warunki spełnili natomiast Zasławski, Ostroróg i Koniecpolski. Ten triumwirat gwarantował, zdaniem Tomkiewicza, niezgodę, niezdecydowanie… i swobodę działań kanclerza. Droga do ugody wydawała się otwarta. Lecz…

Wiktoria konstantynowska

Pominięty w regimentarstwie Jeremi, pozbawiony posiłków, których niechybnie spodziewał się od Rzeczypospolitej, nie mógł rozpocząć walki z liczniejszym i silniejszym przeciwnikiem. Pozostawało wycofać się do Zbaraża i w gnieździe rodzinnym doczekać pomyślniejszych czasów. Napotkane oddziały kozackie znosił sam lub przy pomocy swoich pułkowników. Szedł więc za nim lament chłopski i dziękczynne głosy ratowanej szlachty i Żydów. Pod Konstantynowem po dwakroć rozgromił Kozaków pułkownika Krzywonosa, szarżą, którą według Pawła Jasienicy, mógł się zadziwić tylko słabo rozgarnięty oficer, rębajło szlachecki lub mówca odpustowy. Lecz bitwa zakończyła się patem, a to z przyczyny niezdecydowania wojewody Janusza Tyszkiewicza. On bowiem odradzał księciu zdobycie taboru. Wzięci jeńcy kozaccy przyznawali, że gdyby szturm na tabor miał miejsce, złamałby opór Kozaków, którzy dla ratowania własnej skóry pewnie oddaliby i Krzywonosa. Niemniej, to Kozak pozostał na placu boju, książę szedł na zachód do Zbaraża.
Bitwa konstantynowska pokazała, że liczniejsze wojska kozackie nie mogły sprostać ćwiczonym w sztuce wojennej żołnierzom. Ta krytykowana przez Jasienicę szarża nastąpiła po wpuszczeniu jazdy kozackiej na błonie odgrodzone od głównych sił Krzywonosa wąską przeprawą na Słuczy. Zaraz potem Jeremi rozkazał piechocie i działom ostrzeliwać bród tak, by nie przepuściły więcej mołojców. Na tych, którzy byli po “polskiej” stronie rzeki uderzył Jeremi całą jazdą. Krzywonos dał się zaskoczyć w ten sposób jeszcze dwukrotnie. Za ostatnim razem jazda Jeremiego dotarła aż do taboru, przy którym gdyby nie wojewoda Tyszkiewicz, doszło by do rzezi Kozaków.

Partnerzy



Przewiń do góry