Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Kryminał w cieniu gotyckiego zamku | wywiad z Krzysztofem Bochusem, autorem powieści „Czarny manuskrypt”

Kryminał w cieniu gotyckiego zamku | wywiad z Krzysztofem Bochusem, autorem powieści „Czarny manuskrypt”

Czarny manuskrypt” dzieje się na pograniczu dwóch światów, różnych kultur, w szczególnym okresie historii, przełomowym nie tylko dla Niemiec, ale także Polski i całego świata. Jak twierdzi autor: Scenerią mojej powieści uczyniłem krzyżackie zamki w Malborku i Kwidzynie, właśnie dlatego, że moim zdaniem nadal nie doceniamy tych gotyckich skarbów. Powieść już w księgarniach.

„Czarny manuskrypt” to Pański literacki debiut. Jest Pan dziennikarzem, więc człowiekiem z pisaniem związany od dawna, jednak kiedy Pan stwierdził, że zwróci się ku twórczości literackiej?

To prawda, przez wiele lat byłem zawodowym dziennikarzem. Mam w swoim dorobku wiele tekstów i artykułów, ale wszystko to były formy krótsze i bardziej ulotne. Od lat nosiłem się z zamiarem napisania rasowego kryminału w scenerii krzyżackich zamków, ale brakowało mi czasu na realizację tego zamierzenia. Zawsze miałem jednak ten plan gdzieś z tyłu głowy: przez kilka ostatnich lat czytałem literaturę fachową, obmyślałem rozwiązania dramaturgiczne, budowałem zręby fabuły. Właściwy moment nadszedł w ubiegłym roku. Postanowiłem napisać gęstą, esencjonalna powieść, w której będę mógł dać wyraz swoim własnym fascynacjom: obracającym się wokół czarnego kryminału i zagadek historii. I książka wreszcie powstała.

Kryminał to gatunek, który w ostatnim czasie zyskał ogromną popularność. Na czym według Pana polega jego fenomen?

Literatura to przede wszystkim dobrze podana opowieść, nieważne czy z elementami kryminału, horroru czy melodramatu. Ważne, aby pisarz potrafił „uwieść” Czytelnika, zabierając go w podróż w głąb swojej wyobraźni. To podstawa. Autorom kryminałów się to często udaje, może także dlatego, że poziom tego gatunku bardzo się podniósł. Pierre Lemaitre na precyzyjnie obmyślaną intrygę nakłada maskę języka artystycznego wysokich lotów. Nic dziwnego, że uhonorowano go nagrodą Goncourtów. Warto pamiętać, że kryminał będący przecież tylko rozrywką, jest jednocześnie – wbrew pozorom – gatunkiem bardzo wymagającym. Autor kryminałów toczy intelektualną grę z Czytelnikiem, ale według ściśle określonych reguł, których musi przestrzegać. Musi być zbrodnia i śledczy, zagadka i rozwiązanie. Czytelnik lubi się bać, rozwiązywać kryminalne szarady, śledzić tok rozumowania detektywa prowadzącego śledztwa. Wyłuskuje fałszywe tropy, oczekuje zaskakującego zakończenia. A jednocześnie obie strony mają świadomość, że w tej dziedzinie napisano już prawie wszystko. Liczba rodzajów zbrodni, narzędzi mordu czy motywów kierujących przestępcami – jest przecież siłą rzeczy ograniczona. W konsekwencji tego faktu pisarz chcący się odróżnić ma ograniczone możliwości. Jedną z nich jest stworzenie charakterystycznego bohatera, wyróżniającego się kilkoma wyjątkowymi cechami. Dlatego tę literaturę zaludnia legion krwistych, wspaniale zarysowanych postaci. Takich jak mały, zarozumiały Hercules Poirot, nadużywający whisky i słuchający muzyki Chaczaturiana Philip Marlowe, smakosz Eberhardt Mock czy wreszcie inspektor Verhoeven, mający metr pięćdziesiąt w kapeluszu i umysł ostry jak brzytwa, i wielu innych. Konkurencja jest szalona, a Czytelnicy korzystają na tej rywalizacji. Inna metoda to wzbogacenie książki o coś, co ja nazywam wartością dodaną. Kryminał jest przecież rodzajem dziurki od klucza, przez którą można ukazać szersze tło i „przemycić” ważne treści społeczne. To na tym polega fenomen kryminału skandynawskiego, poczytność książek Henninga Mankella czy Stiega Larssona. Ktoś powiedział, że o Skandynawii wiemy tyle, ile dowiemy się z kryminałów. To także powód, dla którego ja sam wybrałem właśnie kryminał jako środek własnej ekspresji. Dzięki temu w „Czarnym manuskrypcie – poza intrygą kryminalną – miałem możliwość ukazania interesującego mnie zderzenia dwóch ładów, dwóch światów. Jeden z nich odchodzi w przeszłość, to porządek weimarski. Drugi, ten niszczycielski i w ostatecznym efekcie zwycięski – już świta na horyzoncie.

Czym wytłumaczyć fascynację mocnymi, mrocznymi historiami wśród Czytelników?

Taka jest natura ludzka. Lubimy się bać, kochamy, jak nas straszą. Ale pod warunkiem, że te strachy nie dzieją się naprawdę. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że nie ma takiej zbrodni, takiego bestialstwa, którego ludzie nie popełniliby w tak zwanym realu. Dlatego stale żyjemy w obawie, aby nic złego nie przydarzyło się nam i naszym najbliższym. Zwłaszcza, że świat za oknem jest coraz bardziej wrogi i niezrozumiały. Na co dzień doświadczamy kłamstwa, jesteśmy oszukiwani i krzywdzeni, a przede wszystkim – ulegamy mniejszym i większym strachom. Kryminał pełni rolę swoistego katharsis, oswaja lęki, pozwala je trzymać na dystans. To dlatego – tak sądzę – ta literatura gatunkowa ma tak wielu admiratorów.

Ludzi fascynuje także sama śmierć, owo theatrum mortis. Literatura to dobre medium na opisanie tej fascynującej relacji. Filozofia zresztą też. Dla Platona, który wierzył w nieśmiertelność duszy, śmierć była dobrem. Montaigne, w „Próbach” dowodził, że umieramy dwa razy— za pierwszym razem wtedy, gdy tracimy młodość, a z nią to, co współcześnie nazywamy „jakością” życia. Mój bohater Christian Abell umiera właśnie po raz pierwszy. Kończy się młodość i niewinność. Życie pozbawia go ze złudzeń. Piotr Pytlakowski z „Polityki” napisał, że „Czarny manuskrypt” to nie tylko wciągająca, ale i gorzka powieść. Mam nadzieję, że Czytelnicy podzielą tę opinię, bo mnie, jako autorowi, zależy na takim właśnie odbiorze.

Partnerzy



Przewiń do góry