Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Kryminał w cieniu gotyckiego zamku | wywiad z Krzysztofem Bochusem, autorem powieści „Czarny manuskrypt”

Kryminał w cieniu gotyckiego zamku | wywiad z Krzysztofem Bochusem, autorem powieści „Czarny manuskrypt”

Dlaczego w Pana przypadku kryminał retro?

Ponieważ ten rodzaj kryminału najlepiej odpowiadał moim zainteresowaniom i upodobaniom. Szukałem własnej ścieżki, niebanalna sceneria to jeden ze sposobów na wyróżnienie mojej powieści. Podobne próby podejmowali inni. Dlatego pojawiają się kryminały dziejące się w starożytnej Grecji, autorstwa Jakuba Szamałka, w starożytnym Rzymie (Steven Saylor, Robert Harris) w Egipcie, (Christian Jacq), w czasach hiszpańskiej inkwizycji, czy chociażby w czasach milicji obywatelskiej i PRL. Ja postanowiłem umieścić akcje książki na niemieckim Pomorzu w fascynujących i brzemiennych jednocześnie latach 30. ubiegłego stulecia. Okres ten, będący swoistym preludium do czasów nazizmu, zawsze fascynował mnie bowiem w sposób szczególny.

Dzięki kostiumowi, w jaki ubrałem swoją powieść, zyskałem możliwość ukazania szerszego tła tamtej epoki, a także dodania wspomnianej wcześniej wartości dodanej, jaką – mam nadzieję – będą dla moich Czytelników – wątki dotyczące sztuki i zagadek historii.

Ludzie coraz częściej całą wiedze o otaczającym ich świecie czerpią z internetu, ulegają dyktaturze cywilizacji obrazkowej, czytają coraz mniej książek. Jeśli dzięki erudycyjnym kryminałom uda się ten niepokojący proces choćby na trochę spowolnić – to tylko przyklasnąć kryminałom!

Zabójstwa duchownych, podziemia krzyżackich zamczysk, fanatyzm, czarne karty historii Niemiec – takie połączenie tworzy tajemniczy i niepokojący klimat.

I oto właśnie chodziło: żeby zaciekawić Czytelnika, fundując mu dwa, trzy wieczory relaksu i ucieczki od szarzyzny za oknem. Wciągnąć go w podróż po kartach powieści tak, aby zafrapowała go kryminalna intryga i aby nie chciał odłożyć książki na bok, zżerany ciekawością, co będzie na następnej stronie. Kostiumy historyczne się zmieniają. Ludzie – ze swoją mroczną naturą i słabościami – pozostają ciągle tacy sami. Podobnie wieczna i nieprzemijająca jest żądza władzy i pieniądza czy też fascynacją obłąkańczymi ideami. O tym także jest ta książka.

Pochodzi Pan z Kwidzyna i tu m.in. dzieje się akcja „Czarnego manuskryptu”. Kiedy uznał Pan, że to dostatecznie atrakcyjne tło dla umieszczenie fabuły kryminału?

W „Czarnym manuskrypcie” nieustannie przewijają się moje ulubione wątki: mroczne strony natury ludzkiej, gotyckie tajemnice, zagadki historii i dzieła sztuki. Jeśli ktoś lubi te klimaty, tak jak ja – to „Czarny manuskrypt” go zaciekawi, niezależnie od tego czy pochodzi z Kwidzyna, Krakowa czy z Warszawy. „Czarny manuskrypt dzieje się na pograniczu dwóch światów, różnych kultur, w szczególnym okresie historii, przełomowym nie tylko dla Niemiec, ale także Polski i całego świata. Marek Krajewski sportretował już niemiecki Breslau, powstały kryminały dziejące się w niemieckim Danzig. Ja swój literacki mikrokosmos znalazłem w mniejszych miastach. Zawsze z zainteresowaniem czytałem wspomnienia ludzi, którzy po wojnie, przywędrowali z kresów i zasiedlali opustoszałe niemieckie miasteczka. Niektórzy, pochodzący z kresowych wsi musieli się czuć trochę jak – zachowując odpowiednie proporcje – barbarzyńcy zasiedlający upadły Rzym. I nie chodzi tu tylko o duże metropolie, a właśnie o te małe zamożne niegdyś miasta z ich harmonijną zabudową, ratuszem, zwartą starówką, studnią pośrodku rynku. Przeczytałem kiedyś wspomnienia jednego z pierwszych mieszkańców Kwidzyn, który przybył do tego miasta po zakończeniu działań wojennych. Na głównej ulicy zauważył szyby, jakich nigdy nie widział: ze szlifowanymi rantami, przypominające kryształowe lustra. Wtedy zamarzyło mi się umieszczenie akcji w takim małym miasteczku, ze świata, którego już nie ma.

Skąd pomysł, aby w tak ogromnym stopniu scenerią wydarzeń stały się zamki krzyżackie w Malborku i Kwidzynie oraz historia sięgająca średniowiecza? Uważa Pan, że nie doceniamy tego okresu w naszej historii jak i historii Pomorza, kultury materialnej tego regionu?

Dokładnie tak. Uważam, że nie doceniamy skarbów kultury materialnej pozostawionych na naszych ziemiach przez Krzyżaków. Zamek w Malborku, to przecież najwspanialszy kompleks ceglanej architektury średniowiecznej na świecie. O Carcassonne słyszeli w Europie wszyscy. Czy o Malborku także? Śmiem wątpić. Czy wiedza o tym, że w kwidzyńskiej katedrze, w 2007 roku, odkryto groby trzech mistrzów krzyżackich: Heinricha von Plauena, Wernera von Orselna i Ludolfa Koeniga von Wattzau jest powszechna? Są to przecież jedyne odnalezione szczątki wielkich mistrzów na świecie! Słowem, cudze chwalicie – swoje nie do końca nie znacie… Scenerią mojej powieści uczyniłem krzyżackie zamki w Malborku i Kwidzynie, właśnie dlatego, że moim zdaniem nadal nie doceniamy tych gotyckich skarbów.

Uważam, że nadal częściowo zakłamana i niepełna jest także wiedza o dziejach zakonu krzyżackiego. I to po obu stronach: polskiej i niemieckiej. Tymczasem historia nigdy nie jest zero – jedynkowa. Rycerze z krzyżami na płaszczach byli przez dziesiątki lat instrumentalizowani przez aparat propagandy PRL-u. Mimo wielu nowych opracowań naukowych coś z tej niechlubnej spuścizny pozostało w powszechnym odbiorze do dzisiaj. Ciągle pokutuje mit o feralnym roku 1226 i nieszczęsnym Konradzie Mazowieckim oszukanym przez zdradzieckich Krzyżaków. Tymczasem prawda była bardziej zniuansowana, tropy wiodą aż do Henryka Brodatego. Skłonność do mitologizowania przeszłości dostrzegam także po drugiej stronie granicy, gdzie rycerze zakonni przedstawiani są często jako herosi bez skazy i zmazy. „Czarny manuskrypt” to oczywiście fikcja literacka z elementami historii w tle. Mam nadzieję, że podważenie na kartach książki jednego z tych apokryfów, mitu założycielskiego zakonu – oczywiście w ramach konwencji literackiej – spotka się z zainteresowaniem Czytelników.

Partnerzy



Przewiń do góry