Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Łowcy głów

Łowcy głów

Sprzeczne uczucia targały dwoma amerykańskimi lotnikami. Oto stali pośrodku niewielkiej wioski zagubionej w oceanie dżungli otoczeni przez kilkadziesiąt półnagich kobiet i dzieci wrzeszczących coś w niezrozumiałym języku. Mężczyźni zebrali się koło największej chaty i zawzięcie o czymś dyskutowali.
Co z nimi zrobią? Oddadzą w ręce Japończyków? To już chyba lepiej, żeby ich zjedli na obiad…
Z chaty wyszedł pomarszczony starzec, jednym gestem rozpędził wrzeszczącą hałastrę i skinął na Amerykanów, by szli za nim.
Z trudem wdrapali się do stojącej na wysokich palach chaty po ustawionym ukośnie pniu drzewa, w którym wycięto coś w rodzaju schodków. 
Powietrze wewnątrz długiego, zbudowanego z bambusowych pni domostwa było przesycone dymem z kilku ognisk, których ślady były doskonale widoczne na podłodze pokrytej matami uplecionymi z traw. Podobne maty wisiały tu i ówdzie na ścianach. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do panującego wewnątrz mroku Amerykanie zaczęli rozglądać się z ciekawością dookoła.
Nagle Dan poczuł jak Phil trąca go łokciem w bok.
– Patrz… – powiedział zduszonym głosem Phil.
Dan podążył za wzrokiem przyjaciela i spojrzał w górę. Pod sufitem wisiał rząd sczerniałych od dymu i starości okrągłych przedmiotów. 
Ludzkich głów.

W pierwszej połowie XIX wieku dwie kolonialne potęgi – Wielka Brytania i Holandia zawarły porozumienie w sprawie stref wpływów na Borneo – trzeciej co do wielkości wyspie świata. Brytyjczycy zajęli jej północną część, zaś Holendrzy środkową i południową.
Brytyjska część Borneo to dzisiejsze terytorium Malezji, zaś dawna część holenderska wchodzi w skład Indonezji.
Krótko po ataku na Pearl Harbor Japończycy ruszyli z gwałtowną ofensywą na Malajach. Borneo, a zwłaszcza pola naftowe w północnej części wyspy były jednym z głównych celów. 1 kwietnia 1942 roku oddziały brytyjskie skapitulowały i Borneo wpadło w ręce japońskie. Wkrótce ponad połowa ropy zużywanej przez wojska cesarskie pochodziła z tej wyspy.
Kiedy Stany Zjednoczone odzyskały inicjatywę w wojnie na Pacyfiku japońskie tankowce transportujące ropę z Borneo stały się celem regularnych ataków amerykańskiego lotnictwa. Startujące z wysp południowego Pacyfiku bombowce poważnie ograniczyły strumień tego surowca płynący do Japonii.
Rankiem 16 listopada 1944 roku z lotniska Wama na wyspie Morotai w archipelagu Moluków wystartowało kilkadziesiąt bombowców B-24 „Liberator” z 33 Dywizjonu Bombowego i skierowało się do Zatoki Brunejskiej. Ich celem miał być japoński krążownik eskortujący flotę tankowców.

 

Bombowce B-24 „Liberator”. Fot. USAAF (Zdj.www.blogbishopa.pl)

Bombowce B-24 „Liberator”. Fot. USAAF
(Zdj.www.blogbishopa.pl)

Wśród nich jest jedenastoosobowa załoga Liberatora o nazwie „Lucky Strike”. Latają ze sobą już od sześciu miesięcy i są świetnie zgrani. Stanowią doskonałą mieszankę amerykańskiego społeczeństwa – są wśród nich zarówno synowie bogatych prawników i biznesmenów, jak i chłopaki pochodzące z rodzin farmerskich i robotniczych. Wszyscy są ochotnikami, a najstarszy z nich ma zaledwie 22 lata. To ich ósma misja bojowa. Właściwie to czekali na nią z niecierpliwością. Zwyczajowo bowiem po ośmiu misjach załoga dostawała kilkudniową przepustkę. Chłopaki z „Lucky Strike” zaplanowali, że spędzą urlop razem w Australii.
Po pięciu godzinach lotu zbliżają się do brzegów Borneo. Przelatują nad zatoką, w której stacjonuje grupa japońskich okrętów. Widząc amerykańską armadę marynarze otwierają ogień z dział przeciwlotniczych. Pomiędzy Liberatorami zaczynają wykwitać czarne obłoczki rozrywających się pocisków.
Lucky Strike” zaliczył kilka trafień, które uszkodziły jeden z silników, wyrwały dziurę w zbiorniku paliwa i poraniły załogę. Nawigator zginął na miejscu, obaj piloci byli ciężko ranni, reszta załogi odniosła mniejsze obrażenia. Liberator natychmiast opuścił szyk i zawrócił na Morotai.
Podczas lotu nad dżunglą stało się jasne, że nie zdołają dotrzeć do domu. Chwycili spadochrony i zaczęli przygotowywać się do skoku.
Radiooperator Dan Illerich podszedł do otwartych drzwi luku bombowego, przeżegnał się i skoczył. Podobnie postąpili jego koledzy. Nad pokrytymi dżunglą górami wykwitło kilka białych czasz.
Dan wylądował bez szwanku. Kiedy wyplątywał się z linek spadochronu usłyszał jakiś trzask. To bombardier Phil Corrin zawisnął na pobliskim drzewie. Na szczęście i on nie był ranny. Po pozostałych członkach załogi zaginął ślad – nie było ich słychać ani widać.
Znajdowali się na zboczu jakiejś góry. To była sprzyjająca okoliczność – powietrze w górach było nieco chłodniejsze i dżungla była nieco rzadsza, niż na równinach. Przede wszystkim – było tu mniej krzaków, które mogły utrudnić wędrówkę. Dwaj lotnicy ruszyli w dół zbocza.
Postanowili dotrzeć do wraku Liberatora, by wziąć z niego przedmioty, które mogły im pomóc w przetrwaniu w dżungli.
Samolot zapalił się przy uderzeniu o ziemię i dym ułatwił lotnikom odnalezienie go.
Kiedy do niego dotarli wrak się właśnie dopalał. W jego wnętrzu zobaczyli zwęglone ciała nawigatora i jednego z pilotów…
Zdając sobie sprawę z tego, że Japończycy mogli zauważyć katastrofę i wysłać na miejsce jakiś patrol szybko przeszukali maszynę. Znaleźli nadmuchiwaną tratwę i zestaw survivalowy wraz z instrukcją, która okazała się niewiele warta.

Partnerzy



Przewiń do góry