Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

„Marcin Luter pozostanie na zawsze symbolem ruchu reformacyjnego” | Wywiad z prof. Sławomirem Kościelakiem

„Marcin Luter pozostanie na zawsze symbolem ruchu reformacyjnego” | Wywiad z prof. Sławomirem Kościelakiem

10 listopada 1483 roku urodził się Marcin Luter, teolog i postać kojarzona bezpośrednio z reformacją. Jego wystąpienie, 95 słynnych tez i spalenie bulli papieskiej uznaje się za początek całego procesu reformacji, która nie tylko spowodowała rozłam w Kościele, lecz także wieloletnie wojny  religijne, zmiany społeczne, gospodarcze i kulturalne. Kim był pierwszy reformator Kościoła, bohater wiary i zwolennik odnowy Kościoła? Na pytania o tę postać odpowiedział dla portalu Historykon.pl prof. Sławomir Kościelak. 

Mimo tego, że Marcin Luter nie urodził się w bogatej rodzinie, a jego ojciec dopiero później polepszył sytuację materialną rodziny, stając się posiadaczem pieca hutniczego, to jego ojciec pragnął, aby zdobył on wyższe wykształcenie. Jego relacje z ojcem wydają się być nieco skomplikowane, gdyż Hansa cechowały surowe podejście i dyscyplina. Mimo tego, Marcin szanował ojca, czemu towarzyszyły także lęk i strach, niczym stosunek do Boga, który jest surowy, ale i sprawiedliwy. Czy stosunek ojca do syna w dzieciństwie, mógł, Pana zdaniem, odbić się na późniejszych poglądach Marcina Lutra?

Na pewno odbił się na jego poglądach na wychowanie dzieci, własnych dzieci. Marcin Luter, już jako reformator Kościoła, po założeniu rodziny, kilka razy wypowiadał się w swoich pismach w tej sprawie, podkreślając, że nie należy być nazbyt surowym w wychowaniu potomstwa, by nie utracić z nim kontaktu. Wcale nie oznaczało to jednak, że sam nigdy nie stosował wobec swoich synów kar cielesnych. Nie przeceniałbym tego wątku. Marcin Luter odebrał typowe wychowanie swojego czasu. Szanował rodziców, głosił, że to przykład ich bogobojnego życia skłonił go do wstąpienia do klasztoru. Cały czas otrzymywał od nich wsparcie. Dzięki nim uczył się, studiował, co było, jak na tamte czasy, wielkim wyróżnieniem. Nie zerwał z nimi kontaktu także i później, gdy przeciwstawiając się woli ojca wstąpił do klasztoru. To były całkiem dobre relacje.

Tak, jak późniejsi reformatorzy, Luter był człowiekiem wykształconym, studiował na uniwersytecie erfurckim. Czy uczelnia ta faktycznie wprowadziła jakieś novum względem innych uniwersytetów? Jaki wpływ mogły mieć prowadzone tam zajęcia na późniejsze poglądy Lutra?

Erfurcka uczelnia należała do najstarszych i największych uniwersytetów w całej Rzeszy. Co do liczby studentów stawiano ją na trzecim miejscu w Niemczech, po Kolonii i Lipsku. W Erfurcie na wysokim poziomie stał zwłaszcza wydział sztuk wyzwolonych, tzw. atrium, propagujący w zakresie filozofii via moderna, „nową drogę” i preferujący nominalizm. Nominalistów głoszących, że pojęcia ogólne są wynikiem abstrakcji, a nie samodzielnymi bytami realnymi często postrzegano, jako sceptyków, kwestionujących „uniwersalne rzeczywistości”. Ale to właśnie tacy ludzie mogli być skłonni do postawienia kilku odważnych pytań. Luter kończąc erfurcką uczelnię stał się nominalistą. To tu doszedł do przeświadczenia, że słowo Boże, rozum i doświadczenie tworzą jedną całość. Stąd już niedaleko było do powiązania zbawienia z wiarą opartą na czystym Słowie Bożym – Piśmie Świętym.

W wieku dwudziestu kilku lat Luter wstąpił do klasztoru, jak sam twierdził, w wyniku wypadku w Stotterheim, gdzie uniknął śmierci od porażenia piorunem. Istnieją jednak spekulacje o innych motywacjach Lutra. Jakie inne rozterki mogły więc nim kierować?

W świadectwo o uczynionym ślubie o wstąpieniu do klasztoru, po tym, jak o mało nie zabił go na drodze w Stotternheim piorun wątpić nie należy. Marcin Luter A.D. 1505 to prawowierny katolik, dla którego tego rodzaju śluby uczynione wobec Boga i Jego świętych mają wielką moc, która niweczyć musi przyrzeczenia złożone ziemskim rodzicom. Nie należy też wątpić w jego czyste intencje, w szczególny rodzaj życiowego „nawrócenia”. Luter nie musiał uciekać, jak św. Franciszek z Asyżu od uciech tego świata, bo był wychowany „surowo i porządnie”. W klasztorze szukał – co sam podkreślał po wiele razy – łaski Bożej – Boga łaskawego i miłosiernego. Być może więc wstrząs wywołany uderzeniem pioruna uzmysłowił mu, jak kruche jest ludzkie życie, jak niewiele brakuje, by je utracić. Nie był to zresztą pierwszy raz, gdy jego życie zawisło na włosku. Przypomnę chociażby incydent z jego młodości, gdy zranił się przypadkowo mieczem w stopę i omal nie wykrwawił na śmierć. Wtedy też kierował swoje myśli ku Niebu, ofiarowywał się Maryi. W obliczu śmierci pojawia się dylemat jeszcze większy – jak nie utracić życia wiecznego. Myślę, że to solidna motywacja, adekwatna do trudnych czasów, w jakich przypadło Marcinowi Lutrowi żyć. Wszelkie inne przypisywane mu motywy, to już naprawdę tylko spekulacje, albo nawet i insynuacje. W „czarnej” legendzie Lutra, która pojawiła się natychmiast po jego odstępstwie, głoszono na przykład, że musiał chronić się do klasztoru, bo zabił człowieka. Trudno jednak traktować z powagą tak jednostronną informację.

Oprócz wpływów erfurckich, na jakie inne, o charakterze politycznym, należy zwrócić uwagę, które można by zaobserwować w późniejszych działaniach Lutra?

Marcin Luter od samego początku korzystał ze swoistego „parasola ochronnego”, jakim była protekcja elektora saskiego, Fryderyka III Mądrego. Warto przy okazji dodać, że kojarzony dziś powszechnie z początkami luteranizmu Fryderyk III Mądry przystąpił do nowej formuły wiary dopiero na łożu śmierci, w 1525 r. Chronił jednak Marcina Lutra przed atakami ze strony hierarchów Kościoła, bo uważał, że ten występuje w obronie partykularnych praw książąt Rzeszy, zwalcza nadmierny kościelny fiskalizm, a w sprawie odpustów ma po prostu rację. Z elektorem saskim w tym czasie liczyli się nie tylko cesarze, ale i papieże. Protekcja książąt Rzeszy (mam na myśli nie tylko Fryderyka III Mądrego i jego następców) zapewniła luteranizmowi sukces, przetrwanie i nieustający progres w pozyskiwaniu zwolenników. Z drugiej strony, po smutnych doświadczeniach wojen chłopskich 1524-1525 Marcin Luter uznał, że nie można pozwolić na żywiołowe tworzenie autonomicznych kościołów „ludowych” i po 1525 r. stał się zwolennikiem podporządkowania organizacji kościelnej zwierzchnictwu poszczególnych władców terytorialnych. Tak powstawały kościoły krajowe w Saksonii, Hesji, Brandenburgii, a najwcześniej – w lennym w stosunku do Korony Polskiej Księstwie Pruskim.

Partnerzy



Przewiń do góry