Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Marcin Ogdowski, „Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji”

Marcin Ogdowski, „Z Afganistanu.pl. Alfabet polskiej misji”

„O polskiej misji wojennej w Afganistanie można pisać na różne sposoby. Ja od sierpnia 2009 roku robię to nie tylko jako reporter, który spędził z polskimi żołnierzami wiele tygodni, ale również jako autor blogu zAfganistanu.pl. Podstawą książki są zamieszczone tam wpisy, poszerzone i usystematyzowane w postaci alfabetu ułożonego z haseł, które w mojej ocenie tworzą w miarę pełny i rzetelny obraz misji”. Te dwa zdania autorstwa Marcina Ogdowskiego – autora książki – dają nam najlepszy obraz tego, czym ona jest – wojennym alfabetem.

Marcin Ogdowski, urodzony w 1976 roku – dziennikarz i korespondent wojenny. Jak sam o sobie mówi: „Myślę, że byłbym złym żołnierzem. Nienawidzę ścisłej hierarchii i bezwzględnego podporządkowywania. Pewnie dlatego zamiast armii wybrałem studia socjologiczne, a później zawód dziennikarza” – Alfabet… jest jego pierwszą książką – odnajdujemy w niej świeże spojrzenie na udział polskich żołnierzy w misji stabilizacyjnej – jest to zupełnie odmienna relacja niż inne, być może dlatego, że pisze ją człowiek, który tam był, widział lądujący MEDEVAC z rannym żołnierzem, a od samego słowa: „ajdik”, dostawał gęsiej skórki?

Ogdowski w swoim wojennym alfabecie porusza wiele kontrowersyjnych spraw – i chwała mu za to! W końcu ktoś otwarcie opowiada jak jest naprawdę, a nie mydli nam oczy pięknymi frazesami. Już na samym początku swojej działalności blogowej – jak i w książce – porusza temat „misji stabilizacyjnej”: „My tutaj jesteśmy na wojnie. I wk…a nas, gdy słyszymy polityków, mówiących o misji stabilizacyjnej…” – takich głosów słyszałem w Afganistanie wiele. Są prawdziwe, do bólu, o czym przekonaliśmy się wszyscy, w ciągu niespełna trzech tygodni grzebiąc trzech naszych żołnierzy. Wokół konfliktu w Afganistanie narosło wiele przekłamań, nieporozumień i mitów. Ten o charakterze naszego zaangażowania, był kreowany przez polityków i wojskowych decydentów. Czas z tym skończyć – otwarcie przyznać, że jesteśmy na wojnie. I dać armii wszystko, czego do prowadzenia wojny potrzebuje. Albo się wycofać”.

Jest to jedna z wielu kontrowersyjnych spraw, jakie porusza autor. Pod każdą literą tego wojennego alfabetu: A jak ajdik, D jak dom, H jak hołd, T jak trauma oraz wiele innych – razem dokładnie 22 litery – kryją się nie tylko wojenne opowieści, piękne zdjęcia, ale przede wszystkim ludzie i ich osobiste historie – i błędem jest tu zakładanie, że główną rolę odgrywają tu jedynie polscy misjonarze. Oni są co prawda na pierwszym planie tej historii, ale drugi i trzeci plan jest równie atrakcyjny. Cywile, którzy do wojny przywykli jak do deszczu – „nie zakopują się pod ziemię z intencją, by wygrzebać się po wszystkim; próbują jakoś żyć”. Żony czekające na swych mężów w kraju – z ufnością wierzące, że ich historia będzie miała szczęśliwe zakończenie. Malownicza okolica, która gdyby nie te wszystkie wojskowe bazy, sprzęty itp., byłaby naprawdę interesującym miejscem dla turystów. Ciekawą historię posiada również Saddam – pies jednego z żołnierzy.

Marcin Ogdowski w zAfganistanu. pl. Alfabet polskiej misji pozwala przeciętnemu czytelnikowi zobaczyć całkowicie odmienny obraz niż ten, który jest ukazywany przez media w kraju (nieraz szczątkowy i z bardzo subiektywnym komentarzem). Czytając ową książkę pytałam się znajomych, co wiedzą na temat polskiej misji w Afganistanie – która de facto trwa od 2002 roku. Otóż okazało się, że ich wiedza jest szczątkowa, albo że powtarzają utarte schematy zasłyszane gdzieś w radiu czy telewizji. Pojawiają się głosy, że udział Polaków jest niepotrzebny, a przemawiają za tym informacje o kolejnych rannych bądź zabitych na afgańskiej ziemi. Jednak jak jest naprawdę – przedstawia w swoje książce Ogdowski.

Ogdowski, jako korespondent wojenny, który dzięki kontaktom z szeregowymi żołnierzami z tzw. „bojówki” i własnym doświadczeniom (dziennikarz był bowiem w konwoju, w ataku na który zginął plut. Marcin Poręba, a pięciu Polaków zostało rannych) przedstawia czytelnikowi zupełnie inny świat misji niż ten przedstawiany w oficjalnych komunikatach Ministerstwa Obrony Narodowej.

Wartość książki wzbogacają również liczne fotografie, dzięki którym jeszcze lepiej możemy zrozumieć to, co dzieje się tysiące kilometrów stąd – w odległym i wciąż niebezpiecznym Afganistanie. Barwne fotografie ukazują nam nie tylko żołnierzy w czasie pracy, ale również piękno okolicy, w jakiej przyszło im stacjonować. Plusem wydania jest również wyjaśnienie terminologii wojskowej, która dla przeciętnego laika mogłaby stanowić nie lada trudność.

Wzrok czytelnika przyciąga również sama okładka. Polski żołnierz w mundurze i z karabinem w dłoni, za plecami ma Rosomaka – „zielonego diabła” jak go zwykli nazywać talibowie. Wszystko otoczone piaskami Afganistanu.

Książkę czyta dobrze się również ze względu na jakość wydania, którea stoi na wysokim poziomie. Dobry gatunkowopapier, odpowiednia czcionka nie męcząca wzroku oraz szata graficzna dają poczucie słusznie wydanych pieniędzy, bo za ową przyjemność musimy zapłacić 36,90 zł.

Debiutancką książkę Marcina Ogdowskiego polecam każdemu. To bardzo dobra lektura nie tylko dla żołnierzy, czy maniaków wojskowości. To pozycja dla tych, którzy chcą się dowiedzieć coś więcej o wojnie XXI wieku, w którą zaangażowana jest Polska i jej obywatele.

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry