Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Muzułmańskie przedmurze Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Muzułmańskie przedmurze Rzeczypospolitej Obojga Narodów

Znany dziewiętnastowieczny etnograf i archeolog Zygmunt Gloger w czasie swej peregrynacji po pięknej nadniemeńskiej krainie opisał w swym dzienniku spotkanie z nietypowym mieszkańcem Birsztan nad Niemnem: „Zdziwiłem się, że na moje chrześcijańskie pozdrowienie przy wejściu, gospodarz odpowiedział tylko ukłonem, a na ścianach Litwina nie było nigdzie ani krzyża, ani wody święconej u progu, ani Bogarodzicy Ostrobramskiej. Zagdaka się wyjaśniła, gdy z kipiącym samowarem weszła z herbatą, cukrem i pieczywem gosposia o śniadym licu, kruczych włosach i rysach, właściwych ludom Dżyngis-Chana. Z typowo polskiej twarzy ojca rodziny nie odgadłem, że byliśmy w domu litewskich Tatarów, uprzejmych, gościnnych i zacnych, jak oni wszyscy”. Przy herbacie Zygmunt Gloger dowiedział się, że jest gościem Stefana Aleksandrowicza, muzułmanina z wyznania, a szlachcica powiatu trockiego, do którego należały Birsztany. Aleksandrowicz gospodarował na gruncie czynszowym i posiadał, jako myśliwy, własną strzelbę. To ostatnie było o tyle istotne, że gdy „Ojczyzna zawoła”, myśliwy mógł szybko zmienić się w żołnierza – dobrego żołnierza, bo jego muzułmańscy przodkowie od wieków bronili granic Rzeczypospolitej.

Taniec tatarski (mal. Juliusz Kossak) Wikimedia Commons

Taniec tatarski (mal. Juliusz Kossak)
Wikimedia Commons

Od XIV wieku na Litwie osiedlał Tatarów, jako jeńców, lub pozwalał się osiedlać, jako emigrantom, wielki książę Witold, czyniąc z nich zbrojne „przedmurze” zarówno przeciwko swym wrogom na wschodzie, jak i na zachodzie. Największe ich skupiska były w okolicach Wilna, Grodna, Kowna i Trok, a w późniejszych wiekach znaleźli się także w Koronie – na Wołyniu, Podolu i na Suwalszczyźnie. W Rzeczypospolitej nazywano ich Muślimami lub Lipkami od tureckiej nazwy Litwy. W Polsce pierwsze wzmianki o Tatarach na służbie książąt litewskich związane są z objęciem tronu polskiego przez Jagiełłę. Marcin Bielski odnotował w swej kronice, że 12 lutego 1386 roku okazale wyposażeni wojownicy tatarscy wystąpili w orszaku koronacyjnym Władysława Jagiełły jako doborowy oddział przyboczny. Także Jan Długosz w swych Annales pod rokiem 1397 pisał, że po wielkiej wyprawie Witolda przeciwko Ordzie przywiódł on sporo tatarskich jeńców, łącznie z kobietami i dziećmi. Połowę z nich podarował królowi Jagielle oraz panom polskim. Ci, osiedleni na ziemiach polskich, przyjęli chrześcijaństwo i „stworzyli jednolity naród z Polakami”. Natomiast ta część, która została osiedlona na Litwie, według Długosza, pozostała przy swej wierze w Mahometa i „w jednym zakątku ziemi litewskiej żyją według swoich obyczajów i swej bezbożnej religii”. Jednak największą reklamę (a raczej antyreklamę) Tatarom na służbie władców polskich i litewskich zrobili w Europie Krzyżacy. Oddziały tatarskie liczące prawdopodobnie 2000–3000 ludzi, które walczyły u boku Witolda pod Grunwaldem, powiększyli oni w swych skargach do papieża do liczby 30 tysięcy „dzikich wojowników żywiących się ludzkim mięsem”! Przez całe lata po klęsce grunwaldzkiej dyplomaci zakonni oskarżali neofitów Jagiełłę i Witolda wobec książąt i biskupów zachodnioeuropejskich, że są fałszywymi katolikami, bo w rzeczywistości sprzymierzają się ze schizmatykami i Tatarami przeciwko prawdziwej wierze. Skutecznie dała temu odpór delegacja polska na soborze w Konstancji, dowodząc, że Zakon Krzyżacki także współdziała z poganami (Prusami), schizmatykami (Rusinami), a nawet prowadzi negocjacje z Tatarami na Krymie przeciwko Polsce. Natomiast Tatarzy pokojowo osiedlani na Litwie mieli być stopniowo chrystianizowani, przez co w perspektywie mogli osłabić napór islamu na granice chrześcijańskiej Europy. O respekcie, jaki czuli Krzyżacy wobec tatarskich wojowników w armii polsko-litewskiej, świadczy między innymi również to, że niewielkie zwycięstwo jazdy krzyżackiej nad Tatarami pod Reszlem z 24 sierpnia 1520 roku urosło w zakonnych przekazach i pieśniach do wielkiej zwycięskiej bitwy, w której miało paść sześciuset niewiernych, a ich koni miano zdobyć przeszło osiemset. W rzeczywistości Krzyżacy zaskoczyli (24 sierpnia było święto muzułmańskie) oddział liczący najwyżej dwustu pięćdziesięciu ludzi i zagarnęli tabun około dwustu koni. Natychmiast ruszył za nimi pościg, który nie dość, że odebrał łupy i konie, to jeszcze dotkliwie pobił krzyżackich jeźdźców.

Lipkowie okazali się też skutecznymi wojownikami w wojnach z innymi licznymi wrogami Rzeczypospolitej, nie wyłączając swych pobratymców z Krymu czy Turcji. Podczas jednego z najazdów Tatarów krymskich w 1508 roku Tatarzy znad Niemna wystosowali do nich taki list: „Ani Bóg, ani Prorok nie każą wam rabować, my zaś was mamy za rabusiów, a naszą szablą was pokonując, zabijamy hultajów, a nie braci naszych”. W prośbie złożonej do Zygmunta I Starego, by pozwolił im na budowę meczetu, jego muzułmańscy poddani przypominali i deklarowali: „Na szable nasze przysięgaliśmy, że kochamy Litwinów, kiedy w wojnie mieli nas za jeńce, a wstępującym na tę ziemię powiedzieli, że ten piasek, ta woda i te drzewa są nam wspólne… My w naszym kraju nie jesteśmy cudzoziemcami”. Z czasem jazda tatarska (zwana też wołosko-tatarską lub lekką) stała się obok husarii czy pancernych jedną z podstaw staropolskiej sztuki wojennej. Na rozległych południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej samodzielna w działaniu, zdolna do głębokich manewrów taktycznych jazda tatarska niejednokrotnie gasiła „pożary wojenne” wywoływane przez Moskwę czy Wielką Ordę.

Partnerzy



Przewiń do góry