Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Najgorsza ze zbrodni – królobójstwo

Najgorsza ze zbrodni – królobójstwo

Do ostatniego głośnego na cały świat zabójstwa króla doszło 1 czerwca 2001 roku w stolicy Nepalu, Katmandu. Syn władcy i następca tronu książę Dipendra w do dziś niejasnych okolicznościach, zmasakrował własną rodzinę zabijając z karabinu i pistoletu maszynowego rodziców – króla Birendrę i królową Aishwaryę, rodzeństwo oraz innych członków rodziny, w sumie 9 osób, a następnie strzelił sobie w skroń. Jak się okazało książę zamachowiec przeżył i zgodnie z nepalskim prawem, przy oburzeniu świata został ogłoszony królem. Był nim jednak tylko w teorii, gdyż cały czas pozostawał w śpiączce, a trzy dni później – 4 czerwca zmarł. W ten sposób książę sam wymierzył sobie karę, choć skutki jego czynu miały dalsze konsekwencje. Na tronie zasiadł stryj Dipendry, król Gyanendra, nieobecny podczas feralnego spotkania w pałacu. Od początku był on podejrzewany o udział, a nawet zaplanowanie zamachu, co nie przysporzyło mu sympatii. Sam zamach znacząco osłabił też autorytet monarchii, co w połączeniu z krytyką posunięć nowego władcy doprowadziło do decyzji Zgromadzenia Konstytucyjnego Nepalu w 2008 roku o zmianie ustroju na republikę.

Nieudane zamachy ukarane śmiercią

Również nieudane zamachy na koronowane głowy stawiano zwykle na równi z królobójstwem, a ich wykonawców traktowano z równie zajadłą brutalnością. Prawdopodobnie jednym z najlepiej obrazujących to przykładów jest zamach na życie węgierskiego króla Karola Roberta 17 kwietnia 1330 roku. Niejaki Felicjan Zach, miejscowy magnat, postanowił, zgodnie z przekazami źródłowymi pomścić w ten sposób gwałt na swej córce Klarze, którego dokonać miał brat królowej Elżbiety, późniejszy władca Polski Kazimierz Wielki. Jako, że królewicz zdążył już opuścić Węgry, gniew Felicjana skupił się na jego rodzinie. Wtargnął zatem na dwór królewski z mieczem i zaatakował parę monarszą. Udało mu się odciąć królowej cztery palce u dłoni, po czym został zabity przez straż królewską, a jego poćwiartowane ciało porozsyłano do miast węgierskich. Karol Robert rozwścieczony tym atakiem, nakazał też okaleczyć Klarę, obcinając jej nos, wargi i palce u dłoni oraz obwozić ją po kraju, pokazując co czeka tych którzy odważą się porwać na życie monarchy. Nie był to jednak koniec, Klarę ostatecznie zabito, tak jak niemal wszystkich członków rodu. Syna Felicjana i jego sługę, którzy mieli towarzyszyć zamachowcowi podczas ataku, zabito z pomocą koni, zaś ich ciała rzucono psom na pożarcie. Dalszą rodzinę wygnano i skonfiskowano ich majątki. Choć nie ma pewności czy czyn polskiego następcy tronu był rzeczywistym modus operandi, to zwykle przyjmuje się go za wysoce prawdopodobny.

XIX-wieczny obraz ukazujący zamach na życie Karola Roberta

XIX-wieczny obraz ukazujący zamach na życie Karola Roberta

Nieudanego, lecz bliskiego powodzenia zamachu dokonał też Juan de Cañamares, kataloński chłop, przypuszczalnie chory psychicznie. 7 grudnia 1492 roku zaatakował on króla Hiszpanii Ferdynanda Aragońskiego, poważnie raniąc władcę w szyję (przed głębszymi ranami monarchę ochronił wysoki kołnierz i zawieszony na szyi gruby łańcuch). Królewska straż zadała mu na miejscu kilka ciosów nożami lecz król rozkazał pozostawić go przy życiu, by móc przesłuchać zamachowca. De Cañamares twierdził, że chciał zabić króla, by móc zająć jego miejsce (był rolnikiem), uznano go więc za niepoczytalnego i król podjął decyzję o ułaskawieniu. Własny wyrok wydała jednak Rada Królewska, skazując szaleńca na śmierć. Przytwierdzonego do wozu nieszczęśnika przewieziono ulicami Barcelony, pozwalając motłochowi na torturowanie i okaleczanie skazańca. Na koniec został on ukamienowany przez lud, poćwiartowany i spalony.

Ukarany z podobną zajadłością został również, bez wątpienia najsłynniejszy nieudany zamach na życie króla – dzieło Guya Fawkesa. W rzeczywistości to nie on był głównym pomysłodawcą zamachu, a jedynie stanowił jego wykonawcę. Grupa katolickich spiskowców postanowiła zabić króla Anglii i Szkocji Jakuba I (VI), wysadzając w powietrze budynek parlamentu. W tym celu w piwnicy pod obiektem zgromadzono beczki z prochem. By jednak nie pozbawiać życia katolickich oficjeli, ktoś ostrzegł Lorda Monteagle, wysyłając mu list z ostrzeżeniem, ten przekazał jednak wiadomość królowi. Przeszukując piwnice znaleziono Fawkesa z lontem i zegarkiem. Po torturach w końcu przyznał się od wszystkiego i ujawnił nazwiska towarzyszy. Ośmiu spiskowców skazano na śmierć przez powieszenie. Wyrok został wykonany, ciała następnie rozcięto, wyrwano trzewia i poćwiartowano, rozsyłając fragmenty na krańce królestwa jako przestrogę, głowy skazańców umieszczono z kolei na London Bridge. Jedynie Fawkes zdołał zeskoczyć z szubienicy, lecz w wyniku upadku złamał sobie kark. Jego zwłoki potraktowano tak jak współtowarzyszy. Tzw. spisek prochowy z 5 listopada 1605 roku został uczczony w formie święta, zwanego Dniem Guya Fawkesa, podczas którego Brytyjczycy corocznie bawią się na festynach i tradycyjnie palą kukły przedstawiające nieszczęsnego patrona owego dnia.

Rycina z 1606 roku przedstawiająca egzekucję Guya Fawkesa

Rycina z 1606 roku przedstawiająca egzekucję Guya Fawkesa

Warto szczególnie wyróżnić jeszcze jeden zamach, ze względu na wręcz znikomy uraz zadany monarsze, ukarany jednak z największą zajadłością. Robert-François Damiens 5 stycznia 1757 roku zaatakował króla Francji Ludwika XV i delikatnie zranił go nożem. 28 marca został stracony, uprzednio poddano zamachowca jednak brutalnym torturom. Najpierw nagiego przewieziono wózkiem przez ulice Paryża, gdzie przed kościołem przyznał się do winy i prosił boga o wybaczenie (ten zwyczaj był często praktykowany u skazańców), dopiero po tym zawieziony został na miejsce egzekucji. Rękę w której trzymał nóż umieszczono nad ogniem, lecz tak by spalała się powoli. Ciało przywiązano do drewnianego podestu, obdarto brzuch ze skóry oraz polano roztopioną mieszaniną wosku, ołowiu, smoły i żywicy, tak samu uczyniono z kończynami, następnie rozerwano ciało czterema końmi. Ten ostatni zabieg okazał się jednak trudny do przeprowadzenia, gdyż mimo wyrwania rąk i nóg ze stawów, ciało pozostało w jednym kawałku. Kat sam ponacinał więc ścięgna i przy jednej z kolejnych prób konie rozczłonkowały nieszczęśnika. Te niebywałe katusze trwały ok. 2,5 godziny, a co szczególnie przerażające, Damiens niemal do ostatniej chwili pozostawał żywy. Relacja jednego ze świadków poświadcza, iż nawet po oderwaniu skazańcowi nóg i jednej ręki ten nadal był żywy, umarł dopiero tuż po utracie ostatniej kończyny. Na koniec pozostałości spalono i rozrzucono prochy na wietrze. Choć przyglądający się egzekucji tłum krzyczał, iż Damiens jest „potworem wyrzyganym przez piekło” i z aprobatą przyjmował zadawane mu cierpienia, to ze strony światlejszych przedstawicieli społeczeństwa spadła fala krytyki za niestosowane od 150 lat tortury tego rodzaju.

Partnerzy



Przewiń do góry