Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Najstarszy Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata w Polsce

Najstarszy Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata w Polsce

Okres II wojny światowej to czas niezwykłych bohaterów i postaci w mieleckim regionie. Do takich zalicza się najstarszy żyjący obecnie Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata w Polsce, a z pewnością także i najstarszy wyróżniony tym tytułem na świecie. Jest nim 95 letni Eugeniusz Szyfner[1], który w latach 1942-1944 wraz ze swymi rodzicami ukrywał dziewięciu Żydów w majątku chorzelowskim należącym do Karola Stanisława hrabiego Tarnowskiego[2].

Mieszkaniec Chorzelowa

Posiadłości chorzelowskie znalazły się w rękach rodu za sprawą Michała hrabiego Tarnowskiego, który odkupił je na początku lat dwudziestych XIX wieku od rodziny Małachowskich[3]. Postać pierwszego właściciela dóbr chorzelowskich, jako kawalera Orderu Wojennego Virtuti Militari, znana jest z kart historii Księstwa Warszawskiego, a także jako uczestnika powstania listopadowego, w którym walczył jako porucznik szwoleżerów[4].  W okresie międzywojennym Chorzelów słynął z hodowli koni, a dobra hrabiów Tarnowskich należały do najlepiej prowadzonych w regionie. W skład chorzelowskiego majątku wchodziły gorzelnia i browar, których zarządcą był Stanisław Domański[5]. Prawdopodobnie to on w 1939 roku dał pracę młodemu, siedemnastoletniemu Eugeniuszowi Szyfnerowi.

Kim jest ten człowiek, który pracując w chorzelowskich dobrach hrabiów Tarnowskich, gotów był narazić swoje życie i innych, aby ratować innych w okresie terroru hitlerowskiego?

Spalenie mieleckiej synagogi

Nasz bohater urodził się 29 grudnia 1922 roku w Tarnowie jako najstarszy syn z pięciorga dzieci w ubogiej rodzinie Józefa Szyfnera (1903-1981) i Katarzyny Szyfner (1898-1978)[6]. Ukończył w 1939 roku siedmioletnią Publiczną Szkołę Powszechną stopnia III w Spytkowicach. Podczas II wojny światowej, wraz z rodzicami i młodszym rodzeństwem, mieszkał od 1939 roku w Chorzelowie, gdzie pracował jako fornal, a następnie jako dozorca w majątku ziemskim Karola Stanisława hrabiego Tarnowskiego w Chorzelowie[7].  W połowie września 1939 roku, gdy Niemcy wkroczyli do Mielca, doszło do jednej z pierwszych zbrodni nazistowskich na ludności żydowskiej na Podkarpaciu. W dniu żydowskiego Nowego Roku (Rosz Ha-Szana), przypadającego wówczas 13 września, Niemcy podpalili mielecką synagogę, w której spłonęło żywcem kilkudziesięciu Żydów[8].

Młody Eugeniusz Szyfner następnego dnia przybył na miejsce zbrodni i doznał szoku. Jak wspomina: Nie uwierzyłem. Postanowiłem to sprawdzić. Myślałem – jak można ludzi spalić żywcem? Doszedłem do tego miejsca i z przerażeniem stwierdziłem, że to była prawda… Smród. Trudno opisać zapach, który unosił się ze spalonych ciał. Miesza się ze swądem spopielonego drzewa. Wiesz dobrze, że czujesz spalonego człowieka, ale opisać tego zapachu się nie da. Powoduje on jednak, że cały w środku kostniejesz, jakby to, co wdychasz, paraliżowało twoje kości, ciało, i duszę. I tak się wtedy czułem. Ja nie wierzyłem, że można dokonać takiej zbrodni! Nie wierzyłem w to, że można kogoś spalić żywcem. Widziałem tę ruiny spalonej synagogi na własne oczy i zacząłem wymiotować.[9] Widok spalonej synagogi przyczynił się do podjęcia przez niego decyzji, iż ktokolwiek będzie u niego szukał pomocy, znajdzie ją. Na realizację danej obietnicy nie przyszło mu długo czekać. Trzy lata później Niemcy podjęli decyzję o zagładzie Żydów, która w Mielcu rozpoczęła się w marcu 1942 roku[10]. Wówczas naziści postanowili zlikwidować Melitzer sztetl. Wyłapywali żydowskie rodziny i pędzili ich drogą na lotnisko. Niektórym Żydom po drodze udało się uciec. I to właśnie oni szukali schronienia u rodziny Szyfnerów.

Ukrywanie Żydów przez rodzinę Szyfnerów

Eugeniusz Szyfner pamięta 1942 rok, gdy Żydzi zaczęli ukrywać się przed zagładą. W Chorzelowie pracował jako dozorca i mógł pomagać ukrywającym się Żydom. Uznał, że bliska odległość od niemieckiego lotniska w Mielcu oraz autorytet jakim cieszyli się w okolicy hrabiowie Tarnowscy stanowi ochronę dla ukrywanych przez niego Żydów. Eugeniusz Szyfner zrobił Żydom skrytkę w kurniku. Przez dwa lata, aż do  sierpnia 1944 roku i zakończenia okupacji hitlerowskiej w Mielcu, ukrywał wraz z matką Żydów. W kryjówce dr Maksymilian Gross, mający wykształcenie prawnicze i znający pięć języków obcych, uczył pozostałych ukrywających się z nim Żydów języka angielskiego[11].

Ja zdobywałem warzywa dla Żydów na okolicznych plantacjach. Kiedy pracowałem w spichlerzu , to często brałem do spodni pszenicę na mąkę i z niej moja matka robiła chleb dla ukrywających się. Czasem było tak , że oddawałem im swoje jedzenie. Bo wolałem, żeby oni się najedli. Raz w miesiącu organizowałem kąpiel dla ukrywających się w naszym kurniku. Oczywiście wszystko odbywało się w tajemnicy i starałem się, żeby jak najmniejsza liczba osób wiedziała o tym , co się działo u nas w domu – wspomina Eugeniusz Szyfner – Żydom nosiłem jedzenie w specjalnym wiaderku z podwójnym dnem. Na wierzch kładłem obierki, że niby niosę jedzenie świnkom. Góra była oddzielona od dołu, tak że na dnie mieściło się jedzenie dla Żydów[12].

Doskonale pamięta też ukrywające się u niego małżeństwo żydowskie. Trafili do nas też Dawid Zuckerbrodt z żoną Matyldą[13]mówi Eugeniusz Szyfner. Uciekali przed Niemcami. Ale tam gdzie mieszkali zostawili córeczkę. Obiecałem, że ją odnajdę. Szukałem jej pół roku. W końcu z pomocą pieniędzy i różnych prezentów, dotarłem do człowieka, który rzekomo ją zabił. Rzekomo, bo nie przyznał się. Powiedziałem mu: Dam ci duże pieniądze, tylko powiedz, gdzie ją zakopałeś. Umówiliśmy się na drugi dzień. Poprosiłem ojca: Tatuś, zrób mi małą skrzynkę. I z nią poszedłem na spotkanie. Pokazał mi miejsce, odkopałem jej szczątki, zapłaciłem mu i zawiozłem skrzynkę do Krakowa. Zuckerbrodtowie już wtedy się u nas nie ukrywali. To była końcówka wojny, pojawiły się pierwsze rosyjskie patrole. Strasznie wszyscy płakaliśmy[14].

Zagrożenie dla ukrywających się Żydów stanowili Niemcy i granatowi policjanci, którzy jak wspomina Eugeniusz Szyfner, często przychodzili do majątku hrabiego, a i do nas, do mieszkania zaglądali. Przychodzili na kawę. Wszędzie brakowało wtedy cukru, a moja mama gotowała słodki syrop z buraków cukrowym. Kawa z nim bardzo smakowała[15]. Niemcy przybywali z pobliskiego lotniska wojskowego w Mielcu do majątku hrabiego Tarnowskiego, który był właścicielem miejscowej gorzelni. W listopadzie 1943 roku, podczas jednej z imprez, pijany niemiecki żołnierz zniszczył cholewami butów pościel w łóżku Eugeniusza, które udostępniła mu Katarzyna, sam Eugeniusz poszedł spać do szafy. Rano, żołnierz po przebudzeniu, mając wyrzuty sumienia, przyniósł Szyfnerom z magazynu wojskowego nowe prześcieradła. Donos, jaki wpłynął do mieleckiego gestapo, spowodował, że Eugeniusz Szyfner został uwięziony. Przez dwa tygodnie brutalnie przesłuchiwany i bity gumową pałką w tył głowy stracił na pewien okres czasu słuch[16].

Partnerzy



Przewiń do góry