Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Nieudana mistyfikacja i skuteczna psychoza. Rzecz o operacji „Greif” Otto Skorzeny’ego

Nieudana mistyfikacja i skuteczna psychoza. Rzecz o operacji „Greif” Otto Skorzeny’ego

Pod koniec 1944 roku wiadomo już było, że armię niemiecką od klęski może uratować tylko jakiś niespodziewany przełom na froncie, by nie powiedzieć – cud. Hitler uznał, że jest to możliwe na froncie zachodnim, w miejscu, gdzie jego pancerniacy dokonali już raz „cudu” – przejeżdżając w 1940 roku czołgami przez niedostępne dla broni pancernej, według francuskich sztabowców, Ardeny. Tym razem z gór ardeńskich miały spaść na zaskoczonych Amerykanów potężne pantery i tygrysy, by, wykorzystując zimową aurę niwelującą przewagę lotnictwa, zadać im decydujący cios i szybko wrócić na front wschodni…

Otto Skorzeny Fotograf: Walter Fren

Otto Skorzeny
Fotograf: Walter Fren

W tym śmiałym planie pancerniaków miały wesprzeć oddziały specjalne. I tutaj też sięgnięto do sprawdzonych metod z początku wojny, gdy żołnierze jednostki dywersyjnej „Brandenburg” zdobywali z zaskoczenia ważne strategicznie punkty, przebrani w mundury nieprzyjacielskich armii. Tym razem miała to być cała brygada pancerna – przebrana w amerykańskie mundury, posługująca się „jankeskim slangiem” i wyposażona w amerykański sprzęt, w tym czołgi i samochody. Na czele Panzer-Brigade 150, jak ją oficjalnie nazwano, führer osobiście postawił swego człowieka do zadań specjalnych – SS-Obersturmbannführera Otto Skorzeny’ego.

W dniu 26 października 1944 roku o godzinie 13.00 do sztabu Grupy Armii B feldmarszałka Modela dotarł rozkaz z kwatery głównej Hitlera: „Führer nakazał sformowanie specjalnej jednostki w sile około dwóch batalionów do wykorzystania na froncie zachodnim w operacjach specjalnych i zwiadowczych”. Rozkaz zalecał wyselekcjonowanie we wszystkich rodzajach sił zbrojnych (wojskach lądowych, marynarce i lotnictwie) ochotników o bardzo dobrych warunkach fizycznych, umiejących walczyć wręcz i posługujących się językiem angielskim – jeśli to możliwe „dialektem amerykańskim”. Do listopada 1944 roku udało się zebrać około 2500 kandydatów, z których jedynie 200 mówiło płynnie po angielsku (byli to głównie marynarze). Z najlepszych pod względem fizycznym i językowym sformowano kompanię dywersyjną, którą nazwano od nazwiska jej dowódcy – kompanią Steilaua. To jej żołnierze mieli w pierwszej kolejności siać zamęt na tyłach wroga, udając Amerykanów. Nieoficjalnie nazywali się „komandem wniebowstąpienia”, mieli bowiem świadomość, że walcząc w obcych mundurach, są pozbawieni praw wojskowych, a w razie wzięcia do niewoli, grozi im rozstrzelanie.

Wszyscy ochotnicy, których ostatecznie zebrało się około 3500, zostali przewiezieni na poligon czołgowy w Gräfenwöhr koło Norymbergii. Na miejscu zostali od razu odizolowani od reszty obozu, zabrano im książeczki wojskowe i zabroniono, pod groźbą kary śmierci, zdradzania wszelkich szczegółów szkolenia. Izolacji przestrzegano tak rygorystycznie, że chorych nie odsyłano do szpitala, a w ramach przeciwdziałania pozostali byli szpikowani lekami przeciwko przeziębieniu i grypie. W czasie pięciotygodniowego szkolenia rozstrzelano jednego żołnierza za zbyt szczegółowe opisanie obozowego życia w liście do domu.

Gen. Alfred Jodl

Gen. Alfred Jodl

Jednak Otto Skorzeny miał znacznie większe problemy niż niedyskrecja swych podwładnych. Pierwszym było wyposażenie. Mundury udało się jako tako skompletować, ale z pojazdami było już znacznie trudniej. Generał Alfred Jodl wydał rozkaz, by wszystkie zdobyte amerykańskie pojazdy odsyłać do specjalnie powołanej centrali, która miała je oddawać Skorzeny’emu. Odzew z jednostek frontowych był mizerny, gdyż ich oficerowie i żołnierze niezwykle cenili sobie szybkie i wytrzymałe jeepy i rozkaz Jodla zwyczajnie sabotowali, ukrywając samochody. Doszło do tego, że Skorzeny musiał wysłać na rekonesans swych ludzi, którzy, często prawie przy użyciu siły, uzbierali 28 jeepów (większość przekazano kompanii Steilaua). Z czołgami było jeszcze gorzej – skompletowano jedynie dwa shermany (w tym jeden zepsuty) i 10 transporterów opancerzonych. Postanowiono więc, że resztę uzbrojenia będą stanowić pojazdy niemieckie ucharakteryzowane na alianckie (np. pantery miały udawać amerykańskie niszczyciele czołgów M10 Wolverine). Również broń ręczna była deficytowa i cały jej zapas praktycznie przypadł żołnierzom kapitana Steilaua.

Partnerzy



Przewiń do góry