Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Ocaleni z Gułagu | Recenzja

Ocaleni z Gułagu | Recenzja

Ocaleni z Gułagu, Stephen F. Cohen

Od momentu kiedy sowieckie obozy koncentracyjne po raz pierwszy pojawiły się na tak wielką skalę, zarówno ich więźniowie, jaki i później historycy spierali się co do przyczyn, dla których je utworzono. Czy wyłoniły się z chaosu jako skutek uboczny kolektywizacji, industrializacji i innych zachodzących w kraju procesów? Czy też Stalin starannie uknuł rozbudowę Gułagu, planując z góry aresztowanie milionów ludzi? A skoro jest to książka o „ocalonych” – kim są tytułowi bohaterowie?

Po roku 1937 obozy sowieckie na pewien czas przekształciły się w istne fabryki śmierci. Więźniów bezwzględnie zmuszano, by zapracowywali się na śmierć, lub po prostu mordowano ich, i to na zdecydowanie większą skalę niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo iż zmiana ta miała charakter tymczasowy i w 1939 roku panujący w obozach terror nieco zelżał (potem powracał falami – aż do śmierci Stalina w 1953 roku wskaźniki śmiertelności wznosiły się i opadały, odzwierciedlając kolejne wojny i zmiany w ideologii). „Fabryki śmierci” – jak mówiono o Gułagach – odcisnęły się trwale w mentalności zarówno nadzorców, jak i więźniów.

Po śmierci Stalina – część „więźniów politycznych” zwolniono, chociaż ich wyroki nie zostały anulowane. Na rzeczywiste rehabilitacje – oficjalne uznanie przez władze państwowe, że proces i wyrok były pomyłką – czas miał nadejść dopiero później – choć nie zawsze za czasów życia skazańca.

Jak sam autor zaznacza – Ocaleni z Gułagu – to projekt, który w założeniu miał być historią tych, którzy przeżyli stalinowskie łagry i w latach 1953-1964 powrócili n łono państwa radzieckiego rządzonego przez następcę Stalina, Nikitę Chruszczowa. I co ważne – temat osób, którzy przeżyli Gułag, nadal jest mało znany, szczególnie w porównaniu z kwestią Żydów ocalałych z Holokaustu. Do owej publikacji należy podchodzić z dużą rezerwą, gdyż nie jest to monumentalne dzieło, a jedynie przegląd politycznych i społecznych wymiarów zjawiska powrotów z Gułagu – które nic a nic nie traci na wartości. Ponadto, jak zaznacza Cohen – jego podejście jest nieco inne niż pozostałych pisarzy, zapewne dlatego, że wstępne badania prowadził w bliskim sąsiedztwie rzeczywistych wydarzeń, kiedy sporo ofiar (i ich oprawców) nadal żyło.

Cohen rozmawiał z wieloma osobami. Piotr Szelest – więzień Gułagu – stwierdził, że to, co zobaczył w obozach, i to, czego się dowiedział, zostało w nim do końca życia. Lew Gumilow powiedział, że lata w łagrze się dla niego nie liczą, uznaje, że ich wcale nie przeżył – i na wolności, z determinacją nadrabiał stracony czas. Po przeżyciu Gułagu – jak obaj stwierdzili – reszta to już łatwizna. Jednak autor zauważył też jeden z ważniejszych skutków „lat po Gułagu”: zrobiono z nich uległych obywateli radzieckich, a strach przed własnymi myślami i lęk przed ponownym aresztowaniem przygniatały ich do tego stopnia, że zdawali się tkwić w więzieniu bardziej niż wcześniej, kiedy przymusowo pracowali w łagrach.

W książce znajdziemy bardzo dużo spisanych relacji tych, którzy przeżyli Gułag – oraz ich rodzin. Są to wspomnienia niekiedy bardzo bolesne, dramatyczne, co z pewnością przykuwa uwagę czytelnika. Spora ilość fotografii i ilustracji wykonanych przez samych więźniów również przemawia na plus. Wartym zaznaczenia jest fakt, iż jest to jedna z niewielu pozycji, która skupia całą swoją uwagę nie tylko na samych więźniach i ich czasie spędzonym za drutami – ale pokazuje co było dalej… Opowieść się nie urywa, ale trwa nadal.

Co do technicznej strony książki, jedynym – jak dla mnie – mankamentem jest to, że brak jest przypisów u dołu strony (w czasie czytania tekstu, należy przerwać na chwilę daną opowieść i przenieść wzrok na koniec książki, w poszukiwaniu odpowiedniego odnośnika). Dobrej jakości papier, odpowiedniej wielkości czcionka – książkę można zabrać ze sobą wszędzie.
Polecam

Ocena recenzenta: 5/6

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry