Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Ostatnich gryzą psy | Recenzja

Ostatnich gryzą psy | Recenzja

Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u?, Naval

Naval – były żołnierz Jednostki Wojskowej GROM. Był na wielu misjach, m.in. w Iraku i Afganistanie, w polskich kontyngentach wojskowych za granicą spędził ponad połowę swojej służby. Po jej zakończeniu w 2013 roku napisał swoją pierwszą książkę Przetrwać Belize. Powstała ona w oparciu o jego codzienne zapiski ze szkolenia w dżungli Belize. Ostatnich gryzą psy to jego druga książka.

W moim plutonie OSTATNICH GRYZĄ PSY! Warto więc być zawsze z przodu!” – słowa niczym najlepszy motywacyjny slogan, tylko co on tak naprawdę oznacza? Warto zawsze być z przodu? Najszybszym? Najlepszym? Najsilniejszym? Jednak najważniejsze jest to, żeby znaleźć pasję i się w niej realizować, aby z każdą chwilą być lepszym. Ci, którzy w tej książce szukają sposobu na przejście owej „selekcji” lub łakną historyjek gromowca – zawiodą się. Nie jest to książka o GROM-ie, a drodze do tej elitarnej jednostki. Historia tu nie zaczyna się na etapie włożenia munduru, a znacznie wcześniej – gdzieś tam na placu budowy, który dla dziecka był niezłym torem przeszkód…

Nie każdy dostanie się do GROM-u, ale każdy powinien szukać swojego miejsca, w którym się odnajdzie. Naval, jako młody chłopak, który ukończył zawodówkę na kierunku ślusarz – spawacz, nie miał wielkich perspektyw. Jako ochotnik zgłosił się więc do wojska, a później już nie wyobrażał sobie życia bez munduru. Miał głowę pełną marzeń, jednak nie było łatwo. Trafił do Samodzielnego Batalionu Szturmowego w Lublińcu, który był wówczas elitarną jednostką. Dopiero późniejsze doświadczenia pokazały mu, że szkolenie, które tam się odbywało było niewystarczające, by zostać komandosem. Poza tym młodzi chłopcy z miejsca stawali się szwejami. Na każdym kroku słyszał, że elewów takich jak on trzeba „je…ć, karać, nie wyróżniać”. Idealną puentą podsumowującą ten etap w życiorysie Navala są słowa jego kolegi-żołnierza, Romana (ciekawskich odsyłam do książki, bo są one niecenzuralne, aby je tu przytaczać).

Na szczęście dowiedział się, że generał Sławomir Petelicki wykorzystując całą swą charyzmę utworzył GROM. W jednej z gazet o wojskowej tematyce pojawiła się informacja o egzaminach wstępnych do GROM-u. Nikt wtedy nie używał słowa „selekcja”. Naval wystukał na maszynie do pisania list motywacyjny i życiorys. Zapakował wszystko co trzeba do koperty i wysłał do Warszawy. W końcu dostał zaproszenie na selekcję.

Selekcja – czytamy na stronie GROM-u – jest procesem doboru kandydatów do służby w komórkach bojowych Jednostki Wojskowej GROM. Formuła ta została zaczerpnięta od elitarnych jednostek amerykańskich i brytyjskich. Zawiera ona w sobie elementy orientacji w terenie, umiejętności przetrwania i marszów wytrzymałościowych. Sprawdzian terenowy to połączenie ekstremalnego wysiłku fizycznego z wyczerpaniem psychicznym. Do tego należy dodać, że szczególnie zwraca się uwagę na rozwiązywanie zadań indywidualnych. Sprawdzana jest również pamięć kandydata w momencie, gdy jest on skrajnie wyczerpany fizycznie i psychicznie. Brak snu i zmęczenie, to prawdziwa próba charakteru. Żeby służyć w GROMie, trzeba naprawdę tego chcieć. „Potrzebni są tam ludzie, którzy nie wymiękają. W Afganistanie podczas operacji marsze były nieporównywalnie cięższe od tych, które musieliśmy wykonać podczas selekcji. I nie było możliwości podwiezienia do bazy. Aby wykonać takie zadania potrzebne jest sito selekcji. Żołnierz musi być pewien siebie, bo walczy w grupie facetów, którzy nie wiedzą, co to znaczy poddać się. Selekcja jest dla nas samych, to my mamy chcieć! Dlatego podczas selekcji do GROM-u nikt nas nie popędzał ani niczego nie kazał, bo na to podczas walki po prostu nie ma czasu!” – tak w krótkich słowach Naval opisuje selekcję.

Marzenie autora książki spełniło się. Usłyszał słowa, na które tak długo czekał: „Witamy w GROM-ie!”. Poznał tam chłopaków takich jak on, którzy potem zostali jego przyjaciółmi. W firmie (tak żołnierze określali jednostkę, w której przyszło im służyć) więzy, które powstają podczas treningu i walki, są jak więzy krwi. Łączą ich podobne charaktery. Tu każdy myśli o tym by być jak najlepszym, aby w razie potrzeby pomóc koledze. To nie jest żadna konkurencja, chociaż wiadomo, że ostatnich gryzą psy.

Nie chcę za dużo zdradzać – bo książkę po prostu należy przeczytać. Jest tam wiele zabawnych historii, które niezwykle ocieplają wizerunek dzisiejszych wojaków – nie są to tytani bez uczuć, choć zdarzy się jeszcze wśród nich jakiś „beton”. Brak w niej też hurapatriotycznych opisów, za co ogromny plus dla autora. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie sposób nie napisać kilku słów o wydaniu – Bellona spisała się na medal. Miękka obwoluta, jakościowo dobry papier, kolorowe (!) zdjęcia i oczywiście okładka, która przyciąga wzrok. Ocena jak najbardziej zasłużona!

Reasumując – najlepszym podsumowaniem recenzji będą słowa Navala, które utkwiły mi w pamięci: „(…) my szkoliliśmy się dla Polski, dla naszych rodzin, dla siebie nawzajem, by w chwili prawdy być gotowym do walki i zwyciężać”.

Ocena recenzenta: 6 / 6

Wydawnictwo Bellona

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry