Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Ostatniego Jagiellona konszachty z duchami

Ostatniego Jagiellona konszachty z duchami

Na początku była miłość

Cofnijmy się do roku 1547, kiedy to młody królewicz zapałał afektem do pięknej Barbary Radziwiłłówny, wdowy po Stanisławie Gasztołdzie, wojewodzie trockim. Niegroźne, wydawać by się mogło, uczucie, o którym mówiło się wszędzie na Litwie i prawie wcale w otoczeniu królewskich rodziców zakochanego, miało postawić na nogi nie tylko Wielkie Księstwo Litewskie, ale i Królestwo Polskie. Barbara pochodziła z wpływowej i nad wyraz ambitnej familii Radziwiłłów, jej braciom marzyły się wpływy jeszcze większe, a drogę do nich postanowili wyłożyć małżeństwem siostry. Para królewska w Krakowie była przekonana, że syn zażywa na Litwie przyjemnego życia następcy tronu i raczej nie spodziewali się burzy, jaką wkrótce miał na nich ściągnąć. Być może trudności przewidywała królowa Bona, która przyzwyczajona do uległości syna, zauważała, jak syn zaczyna się wymykać spod jej kontroli i żywo interesować dziedziną, którą wkrótce miał przejąć po ojcu. Wieść o potajemnym ożenku spadła jednak na nich oboje jak grom z jasnego nieba. Na Litwie zawrzało. Krótko potem umarł król Zygmunt, ustępując miejsca synowi Augustowi, zawrzało więc i w Koronie. Oto jedna z Radziwiłłów miała zasiąść na tronie obok króla. Szlachta zwykle tak podzielona zjednoczyła się przeciwko królowi. Oficjalnie. Bo tak naprawdę szlachta wystąpiła przeciwko jednej kobiecie. Taka królowa nie była w smak ani Litwinom, ani Polakom. Litwini nie chcieli, by przez ten ożenek rosły w siłę wpływy Radziwiłłów, Polacy – by w siłę rosły wpływy Litwinów. Szlachta uznała, że król przypuścił zamach na jej swobody żeniąc się według własnego gustu, nie zaś według ich życzenia. Król, uważany do tej pory za niezdarną marionetkę w rękach matki, dość walecznie stanął w obronie małżonki, jak nie przymierzając sto lat wcześniej jego pradziad Jagiełło w obronie trzeciej żony, Elżbiety Pileckiej. Wymógł na sejmie nie tylko zgodę na utrzymanie małżeństwa, ale także na koronację, do której doszło w grudniu 1550 roku. Niestety, krótko przyszło się Barbarze cieszyć z wywalczonej korony, tak jak jej rodzinie z tytułów i zaszczytów. W maju 1551 roku zmarła w męczarniach trawiona ciężką chorobą. Do końca przy jej łożu czuwał mąż, zrozpaczony i wciąż chyba nie mogący uwierzyć, że kobieta, o którą tak walczył, tak szybko zgasła. Marzenie o potomku i dziedzicu znów się oddalało. Po ziemiach, którymi władał, przetoczyło się zbiorowe westchnienie ulgi. Niekochana, a przede wszystkim niechciana, królowa odeszła. Dworzanie już kalkulowali: wystarczyło odprowadzić zmarłą na wieczny spoczynek w katedrze wileńskiej, przetrwać zarządzony przez Augusta czas żałoby i można było wrócić do codziennego kieratu na królewskim dworze. A w niedługim czasie rozpocząć poszukiwania nowej małżonki dla króla, bardziej odpowiedniej niż ta ostatnia, już świętej pamięci Barbara. Co nie okazało się takie proste. Tęsknota króla, być może wzmagana wyrzutami sumienia, nie malała, nawet po trzecim ożenku. Ostatecznie ujście tej tęsknocie miało dać ponowne spotkanie z tą najbardziej ukochaną z małżonek.

Nietypowa żałoba

Śmierć Barbary Radziwiłłówny pędzla Józefa Simmlera, obraz pochodzi z 1860r. Zdj. Wikimedia Commons

Śmierć Barbary Radziwiłłówny pędzla Józefa Simmlera, obraz pochodzi z 1860r.
Zdj. Wikimedia Commons

Opowieść o wywoływaniu ducha Barbary Radziwiłłówny na królewskim dworze do naszych czasów przetrwała w dwóch relacjach i jednej wzmiance. Wzmianka pochodzi z 1710 roku, zaś relacje odpowiednio z roku 1573 i 1624 spisane zostały przez dwie niezależne od siebie osoby. Najbliższa naszym czasom, na tyle na ile bliski dziś nam może być rok 1710, krótka relacja pochodzi od Stanisława Bielickiego, jezuity żyjącego w latach 1657-1718. Jego dzieło zatytułowane Niedziele kaznodziejskie to iest kazania na niedziele całego roku zawiera kazanie na niedzielę po Bożym Narodzeniu, skierowane przeciwko czarom i gusłom, w którym przypisuje panu Twardowskiemu przepowiadanie przyszłości i założenie szkoły czarów w Krakowie. Pośród licznych zarzutów pada w końcu i to interesujące zdanie: Tak przez Twardowskiego Augustowi pierwszemu wszystkich antecesorów jego, królów, i żonę jego, i Barbarę Radziwiłłównę [pokazał], do której gdy chciał król skoczyć, ledwo życia nie postradał. Dalej kaznodzieja przypomina, ze diabeł nie może wskrzesić zmarłych, że jest tylko jeden Pan życia, a także że astrologia, podobnie jak i inne tajemne sztuki, jest zakazana przez Kościół. W swej skąpej relacji Bielicki jednak przywołuje, że Zygmunt August miał okazję spotkania z obiema swoimi żonami, a także z przodkami, o czym, jak można się przekonać, w pozostałych tekstach nie ma mowy. Należy jednak pamiętać, że perspektywa ponad stu lat i wymogi kaznodziejskie pozwalały głoszącym na pewną licentia poetica, jeśli celem było skuteczne przestrzeganie zabłąkanych duszyczek. Niestety, jezuita nie podaje żadnej daty, uznając zapewne, że na potrzeby kazania nie jest konieczne, należy zatem przyjąć, że chodzi o okres między śmiercią Barbary w 1551 roku, a śmiercią Zygmunta w 1572.

Partnerzy



Przewiń do góry