Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Ostatniego Jagiellona konszachty z duchami

Ostatniego Jagiellona konszachty z duchami

Jeśli od czasów Bielickiego cofniemy się o osiemdziesiąt lat, trafimy na dwór królewski Zygmunta III Wazy, siostrzeńca Zygmunta Augusta, który został królem w drodze wolnej elekcji w 1587 roku, po śmierci Stefana Batorego. O tę elekcję zabiegała Anna Jagiellonka, marząca o potomku Jagiellonów na tronie polskim i to właśnie ciotce młody Zygmunt zawdzięczał królewską koronę. Wśród dworzan Wazy znalazł się Joachim Possel. Pochodził z Meklemburgii. Studia rozpoczął w Wiedniu, a kontynuował w Padwie i Bolonii, gdzie uzyskał stopień doktora medycyny. Wiele podróżował, odwiedził między innymi Francję, Hiszpanię oraz Anglię. Po przyjeździe do Polski został lekarzem na dworze Zygmunta III i dziejopisem królewskim. Zmarł w 1624 roku w Gdańsku. Zajął się spisaniem dziejów Polski, a jego dzieło znane jest dziś pod dwoma tytułami: Historia rerum polonica rum et pruthenicarum ab anno 1388 ad 1623 lub Historia Poloniae. Compendium historiae Posselinae. Datowane jest na 1624 rok. Possel w swym kompendium pod rokiem 1551 zamieszcza opis wywołania ducha, które miało odbyć się w Krakowie na Wawelu. Zgodnie z nim po stracie ukochanej król miał szukać różnych możliwości ujrzenia jej. Ponieważ, jak pisze Possel, wychowanie, które otrzymał, dawało mu sposobność wiary w takie rozwiązanie, dlatego król szukał raczej wykonawcy niż potwierdzenia możliwości. Na królewski dwór mialo przybyć wiele osób biegłych w czarodziejskich sztukach, nikt jednak nie chciał się zadania podjąć. Nikt poza panem Twardowskim. Historyczność jego postaci do dziś jest podawana w wątpliwość, skoro jednak pojawia się on w relacji Possela, na potrzeby niniejszego wywodu przyjąć należy za pewnik fakt istnienia alchemicznego mistrza. Twardowski miał posadzić króla na krześle, przestrzegł, by pod żadnym pozorem nie raczył z niego wstawać, i przywołał dla udręczonego króla zjawę. Jak można było przewidzieć, król na widok ukochanej żony poderwał się z miejsca, chcąc zjawy dotknąć choć przez moment. Jedynie powstrzymany przez Twardowskiego nie wyszedł zjawie na spotkanie, co podobno mogło się dla niego skończyć tragicznie. Possel datuje to wydarzenie na rok śmierci Barbary, co wydaje się logiczne, ból po świeżej stracie mógł pchnąć króla w kierunku tak ekstremalnego rozwiązania, jakim była próba przywołania małżonki. Krótko cieszył się życiem z nią, dlatego potrzeba ujrzenia królowej wydawała się zrozumiała, a jednak nie sposób uniknąć pytania, po co? Owszem, tęsknota była silna, ból nie do wytrzymania, władca żył otoczony portretami i pamiątkami po Radziwiłłównie, tymczasem żaden z dworzan nawet nie próbował powstrzymywać króla przed seansem, który mógł jedynie pogorszyć sytuację. Niemożliwym jest przecież, by król wierzył w możliwość zatrzymania ducha u swego boku.

W kontekście takich wątpliwości najciekawszą, a przy tym odartą z całej magii, jest relacja Jana z Gizy, zwanego Ghysaeusem, poety współczesnego Zygmuntowi Augustowi. Datowana jest na rok 1573, a więc rok po odejściu króla. Rękopis znany jest dziś jedynie z odpisów. Odkryty przez Przybysławskiego w postaci kilkunastu zachowanych kartek, do naszych czasów przetrwał w relacji Tadeusza Kutza, który podjął się rekonstrukcji opisywanych przez Ghysaeusa wydarzeń. Dla lepszego zrozumienia całości, należy jednak wprowadzić kilka dodatkowych postaci. Mikołaj i Jerzy Mniszech, bracia przebywający na królewskim dworze, w bliskim otoczeniu Zygmunta, którzy wciąż szukali okazji do wzbogacenia się i podniesienia własnego prestiżu. Franciszek Krasiński, wpływowy podkanclerzy koronny i Barbara Giżanka, piękna mieszczka przebywająca chwilowo w klasztorze bernardynek, dodatkowo łudząco podobna do Barbary Radziwiłłówny. W jaki sposób te wszystkie osoby mogły brać udział w wywołaniu dla Zygmunta żony?

Uwierz w ducha czy nowa miłość?

Zaczeło się od Mikołaja Mniszcha, który miał wypatrzeć w klasztorze Barbarę Giżankę. Sam darzył ją uczuciem, nie mógł jednak zaprzeczać jej podobieństwu do zmarłej królowej, która patrzyła na niego z tak wielu portretów na Zamku. Wpadl zatem na pomysł, by owo podobieństwo wykorzystać: podsunąć królowi Giżankę, a poprzez nią wywierać wpływ na wdzięcznego króla i czerpać zeń korzyści. Nie było to proste. Król nie dość, że gdzieś tam daleko miał żonę, to w dodatku miał kochankę, a nawet dwie: Zuzannę Orłowską i Annę Zajączkowską, wprowadzenie zatem trzeciej mogło doprowadzić do wojny między paniami, a sam król mógł poczuć się urażony takim nachalnym podsuwaniem mu nieznajomej kobiety. Mniszech wiedział, że należy podejść do sprawy delikatnie. Postanowił użyć nie tylko tęsknoty Zygmunta za żona, ale także wykorzystac jego zabobonne usposobienie. Przy najbliższej okazji napomknął do królewskiego ucha, że istnieje możliwość wywołania ducha Barbary, i czekał. A pomysł w głowie Zygmunta rósł i rósł, aż wreszcie król zaczął zasięgać informacji o seansie. Na taki ruch czekał tylko Mniszech ze swymi współspiskowcami. Suknie Barbary Radziwiłłówny skopiowano i ukryto w zamku. Giżanka o całym planie została poinformowana i wyraziła nań zgodę, zwłaszcza że znała plany Mniszchów przewidujące późniejsze wprowadzenie jej na stałe do królewskich komnat. Relacja Ghysaeusa wspomina także o epizodycznym udziale baby czarownicy z Błonia, która uczyła króla kilku magicznych zaklęć potrzebnych w czasie seansu. Król czekał sam w komnacie przy zapalonej świecy, czekała też Giżanka, przebrana i lekko ucharakteryzowana, na znak, kiedy powinna stanąć w drzwiach. W ostatniej chwili chciała się wycofać, jednak nie pozwolił jej na to Mikołaj wpychając ją bezceremonialnie do komnaty. Radość Augusta była niepomierna. Już podnosił się, by do niej podbiec, gdy nagle… Reszta wydarzeń potoczyła się błyskawicznie. Ktoś zgasił świecę, zapadły ciemności, wyciągnięto Giżankę z komnaty, do rozgorączkowanego króla sprowadzono lekarza, a „zjawę” odtransportowano do klasztoru. W jakiś czas później do króla dotarła informacja, że jest w Warszawie kobieta nosząca rysy do złudzenia podobne do jego żony. Będąc wciąż pod wrażeniem seansu, król zapragnął się o owym podobieństwie przekonać. Wezwano Giżankę, król się przyjrzał i najwidoczniej dał się przekonać, skoro Barbara wymieniana jest jako jedna z ostatnich towarzyszek życia króla, zaraz po Zajączkowskiej i Orłowskiej. I to w dodatku taka, która rzekomo urodziła mu potomka. Niestety, córkę. Ale to wystarczyło, by nadzieje Zygmunta na dziedzica obudziły się na nowo, zwłaszcza gdy przepowiedziano mu, że jego następca będzie owocem czwartego małżeństwa. Król zapomniał zapewne, że już był żonaty, a pomysł kolejnego ożenku króla doprowadzał do szewskiej pasji jego siostrę, Annę Jagiellonkę.

Partnerzy



Przewiń do góry