Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Pamiętnikarstwo kobiece, czyli wyjątkowe spojrzenia na wiek XIX na przykładzie dzieła Henriety z Działyńskich Błędowskiej „Pamiątka przeszłości. Wspomnienia z lat 1794 – 1832”

Pamiętnikarstwo kobiece, czyli wyjątkowe spojrzenia na wiek XIX na przykładzie dzieła Henriety z Działyńskich Błędowskiej „Pamiątka przeszłości. Wspomnienia z lat 1794 – 1832”

Dodatkowo warto zastanowić się nad wyznaczonymi przez autorkę ramami chronologicznymi. Kierując się zasadami logiki Działyńska zaczyna od dnia swoich narodzin i przedstawienia swojej najbliższej rodziny. Wspomina o starszym rodzeństwie: siostrze i bracie, rodzicach oraz chrzestnych. Przez pierwszą część pamiętnika najważniejszą postacią snutej przez Henrietę opowieści wydaje się jej matka. Koniec natomiast wyznaczony jest przez powrót Błędowskiej do Błudowa dziś znajdującego się na terytorium Ukrainy, a opisywanego w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” w następujący sposób: błędów wieś, pow. łucki, niegdyś własność Sobieskich, potem Błędowskich. Ruiny pałacu, który budował Jakób[11] Sobieski. Fabryka maszyn rolniczych i gorzelnia, 900 mk. Dziś własność hr. Rottermunda[12]. Oczywiście określenie dziś odnosi się do czasów powstawania słownika. Sama autorka wspomina o ruinach pałacu i mających się pod nimi znajdować lochami oraz o pozostałościach po Sobieskich jak np. kwitek własnoręczny Sobieskiego na parę korcy żyta i tatarki, które prosi i rozkazuje wydać[13]. Pozornie zwykły kawałek papieru zdaje się mieć dla Henriety znaczenie, ponieważ zaraz po opisie przedmiotu dopisuje tę pamiątkę chowam[14]. W tym miejscu ujawnia się także kolejna wybitna postać – tym razem należąca do rodziny pierwszego męża Działyńskiej, a mianowicie dziadek Aleksandra – Michał, miecznik nowogródzki, a także pułkownik i kuzyn króla Stanisława Leszczyńskiego, po którym w Błudowie pozostały przedmioty przywiezione przez niego z Paryża[15][16].Na ostatniej karcie pamiętnika Henryki inna osoba dopisała „Koniec tomu pierwszego”. Autorki opracowania nie doszukały się jednak żadnej wzmianki mogącej dawać nadzieję, jakoby istniała druga część wspomnień[17].

Początkowo Henryka z racji młodego wieku nie może opowiadać swojej historii w oparciu o własną pamięć, dlatego posiłkuje się informacjami otrzymanymi od matki, a później gdy matka z bratem wyjeżdżają do Szwajcarii, pozostawiając ją wraz ze starszą siostrą w klasztorze, korzysta z wiadomości przekazanych przez siostrę[18]. U sióstr zakonnych dziewczynki spędziły ok. 3 miesięcy, ucząc się pod okiem zakonnic. Po tym okresie ich życie ponownie zmienia się i tym razem pod opiekę przejmuje je jedna z babć – Woroniczowa[19]. W tym miejscu autorka wybitnie skupia się na szacunku jakim powszechnie otaczano jej krewną oraz szczegółowo opisuje zarówno wystrój i portrety przodków jak i porządek dnia, gości a nawet jedzenie[20]. Autorki opracowania postanowiły wprowadzić dwadzieścia dziewięć rozdziałów, które ułatwiają współczesnemu czytelnikowi zapoznawanie się ze wspomnieniami[21], w pewien sposób dzieląc książkę na logiczne części, jednak nie wprowadziły żadnych zmian w samą kolejność przekazywanych przez Henrykę informacji. W ten sposób np. najpierw dowiadujemy się w jakich warunkach mieszkała babcia dziewczyny, a dopiero w kolejnym rozdziale autorka przybliża postać samej Woroniczowej[22], która ostatecznie umiera 1 kwietnia 1802r, kiedy matka Henryki przebywa na balu u samego cara[23]. To właśnie śmierć babci rozpoczyna okres wspomnień, w którym na pierwszy plan wysuwa się postać matki. Aczkolwiek w pamiętniku w tym samym momencie zaczyna pojawiać się także osoba drugiej z babć – tym razem ze strony ojca, także dość szczegółowo opisana przez autorkę.

Ciekawostką jest, że młoda Działyńska – wydaje nam się dzisiaj dziewczyna z wybitnego i jak moglibyśmy sądzić bogatego rodu – nie była przyzwyczajona do wyjątkowych wygód. Wręcz przeciwnie. Matka od małego przygotowywała swoje dzieci na wypadek pogorszenia się sytuacji ludności polskiej. Henryka w licznych podróżach sypiała z matką i rodzeństwem na gołej ziemi, a w karecie przypadało jej często najgorsze miejsce. Pomimo tego z perspektywy czasu Błędowska widzi, że nie nauczono jej szacunku do przedmiotów materialnych. Zdarzało  się, że celowo niszczyła suknie, które nie przypadły jej do gustu, tylko po to, aby natychmiast otrzymać nowe, które uznała za ładniejsze. Żadna z kobiet z rodziny nigdy nie zwróciła jej na to uwagi[24].

Przez pierwsze kilka rozdziałów chwilami ciężko nadążyć za zmieniającymi się nieustannie miejscami pobytu młodej Działyńskiej. Petersburg, Trojanów, Szumsk, Lwów, Lublin, Piaski[25] to tylko niektóre przystanki na drodze przyszłej Błędowskiej. Sama Henryka opisuje w swoich wspomnieniach jak wiele czasu spędziła w podróży. Oczywiście nie obyło się także bez licznych przygód. W pewnym momencie autorka stwierdza:  „(…) do mego zamążpójścia trzydzieści razy przewróciłyśmy się z karetą, a zagrząźnień w błocie nie naliczę, gdyż zawsze nocą jechałyśmy.”[26].  Przez prawie całą młodość Henrieta podróżowała, bawiła się w najlepszym towarzystwie, zwiedzała i poznawała świat, oczywiście nie ograniczając się do ziem należących kiedyś do Rzeczypospolitej. Dzięki matce udało jej się zobaczyć Niemcy, Akwizgran, Moguncje, Belgię, a ostatecznie także i Francję, gdzie naturalnie  mogła zatrzymać się i zwiedzić Paryż[27], któremu to w swoich wspomnieniach poświęca dość dużo uwagi. Moim zdaniem najciekawsza część dotyczy polskiej elity mieszkającej na stałe w Paryżu m.in. księżnych Jabłonowskiej i Sapieżyńskiej, późniejszej hrabiny Załuskiej, czy Anny Potockiej[28].

Dużym atutem wspomnień Henriety z Działyńskich Błędowskiej jest jej wyjątkowo barwny, opisowy styl pisania. Dość dokładnie przybliża czytelnikowi wygląd wspomnianych już miejscowości, a także wielu innych jak np. Drezno[29],  ale także doskonale pamięta szczegóły ubioru zarówno swojego jak i otaczających ją osób. Stosunkowo często odtwarza na kartach swoich wspomnień całe rozmowy, bądź powołuje się na detale. Przykładem mogą być przytaczane przez Henrykę szczegóły licznych uroczystości czy spotkań towarzyskich. W niektórych momentach autorka kusi się nawet na podanie dokładnych godzin wydarzeń (…). Trwało do kolacji, do której o godzinie drugiej poszliśmy”[30].

Partnerzy



Przewiń do góry