Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Powstanie listopadowe – „powstanie, które nie zdołało pozbawić carów władzy” | Wywiad z prof. Anną Barańską

Powstanie listopadowe – „powstanie, które nie zdołało pozbawić carów władzy” | Wywiad z prof. Anną Barańską

W nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku wybuchło powstanie listopadowe. Powstanie, które nie zdołało pozbawić carów władzy nad ziemiami polskimi, ale które odebrało im polską koronę. Jakie były jego faktyczne motywy? Jak reagowało społeczeństwo polskie na jego wybuch, a jak reszta Europy? Jaki był stosunek wielkiego księcia Konstantego do Polaków? Na te i inne pytania odpowiedziała dla portalu Historykon.pl prof. Anna Barańska z KUL-u.

Warszawa, wieczór 29 listopada 1830 roku. Grupa spiskowców, na czele których stał Piotr Wysocki, rozpoczyna powstanie listopadowe. Czy aby na pewno chodziło o zryw niepodległościowy? Czy też może Wysocki wraz ze swoimi kolegami rozpoczął powstanie z prywatnych pobudek? Tajna policja miała bowiem wpaść na trop sprzysiężenia, na czele którego stał właśnie Wysocki.

Zarzut, że decyzja o rozpoczęciu walki została podjęta przez Podchorążych z obawy przed aresztowaniami, był wysuwany już przez dziewiętnastowiecznych przeciwników powstań. Ksiądz Hieronim Kajsiewicz – w 1831 r. dziewiętnastoletni ochotnik w 3. pułku ułanów – pisał trzydzieści dwa lata później w głośnym liście Do braci księży grzesznie spiskujących: „Jest jedną z wad praktycznych sprzysiężeń tajnych, iż jak skoro są zagrożone odkryciem, popychają kraj choćby najbardziej nie w czas do wybuchu”. Istnieją także hipotezy podważające samodzielność działań Sprzysiężenia Wysockiego. Wedle jednej z nich, wybuch powstania został sprowokowany przez czynniki rosyjskie, zainteresowane likwidacją autonomii Królestwa Polskiego. Istotną rolę miał w tym odegrać cesarski komisarz pełnomocny w Warszawie, Nikołaj Nowosilcow. Do przyjęcia takiej hipotezy skłaniał się między innymi gen. Ignacy Prądzyński, zdaniem którego: „Nowosilcow sam jeden nigdy by nie był dozwolił tajemnym związkom upaść i pójść w zapomnienie, ponieważ ich nadto potrzebował. Prócz tego był on w Polsce i w radzie cesarskiej głównym reprezentantem stronnictwa staromoskiewskiego i antypolskiego […], to zaś stronnictwo chciało wciągnąć Polaków do nierozważnych, do porywczych kroków, ażeby ich i skutki takowych nie minęły”. Inna teoria decydujący wpływ na wystąpienie Sprzysiężonych przypisywała francuskim karbonariuszom, którym chodziło o uniemożliwienie Rosji zbrojnej interwencji nad Sekwaną. Tego zdania był na przykład historyk wojskowości gen. Marian Kukiel. Większość badaczy, nie negując wpływu różnych okoliczności zewnętrznych, uważa jednak, że decyzja o rozpoczęciu powstania była samodzielna i miała przede wszystkim pobudki patriotyczne.

Istota sprawy wydaje się leżeć gdzie indziej. O tym, że Noc Listopadowa stała się początkiem zrywu niepodległościowego, nie zadecydowały takie czy inne motywacje jego inicjatorów, ale poparcie, jakiego udzielił ich wystąpieniu najpierw lud Warszawy, a potem Polacy z Królestwa, ziem litewsko-ruskich i innych dzielnic zaborowych. Bez pomocy mieszkańców stolicy, którzy spontanicznie odpowiedzieli na apel Podchorążych „Do broni!”, ich wystąpienie zakończyłoby się w ciągu kilku godzin lub najwyżej kilku dni. Bez oddolnej akceptacji powstania w różnych kręgach społeczeństwa polskiego, wśród żołnierzy i oficerów, prowincjonalnej szlachty, mieszkańców miast, przedstawicieli inteligencji, urzędników i studentów, ograniczyłoby się ono do niefortunnej próby politycznego przewrotu. Elity polityczne i wojskowe Królestwa Polskiego, obejmując kierownictwo nad zrywem powstańczym, działały pod presją opinii publicznej. W sposób formalny legitymizacji działań Podchorążych dokonał sejm, który – mimo że został zwołany w składzie przedpowstaniowym i nie reprezentował środowisk radykalnych lub rewolucyjnych – już na pierwszym posiedzeniu w dniu 18 grudnia 1830 roku przyjął uchwałę uznającą powstanie za narodowe. Reasumując, powstanie rozpoczęło się nie dlatego, że grupa spiskowców zaatakowała Belweder, ale dlatego, że Polacy opowiedzieli się za programem niepodległościowym.

Jako przyczyny wybuchu powstania podaje się głównie nierespektowanie przez cara Aleksandra I, a od 1825 przez Mikołaja I postanowień Konstytucji Królestwa Polskiego. Czy rzeczywiście Polakom żyjącym na terenie Królestwa powstałego na mocy kongresu wiedeńskiego żyło się aż tak źle, że konieczne było zbrojne wystąpienie przeciwko rządzącym?

Problem sięgał głębiej niż naruszanie przez rządzących konkretnych artykułów Konstytucji z 1815 roku. W Królestwie Polskim od samego początku obok organów konstytucyjnych funkcjonowały dwa ośrodki władzy dyskrecjonalnej (poufnej), nieograniczonej żadnymi przepisami i oddanej w ręce nieformalnych reprezentantów Aleksandra I: wielkiego księcia Konstantego i Nikołaja Nowosilcowa. Konstanty, choć oficjalnie zajmował tylko stanowisko naczelnego dowódcy polskiej armii, był de facto pierwszą osobą w państwie. Jego autorytetu nie ośmielał się kwestionować ani namiestnik gen. Józef Zajączek, ani rząd Królestwa. Po starciu cara z opozycją sejmową w 1820 roku Konstanty otrzymał od niego carte blanche, czyli wolną rękę w podejmowaniu działań niezgodnych z konstytucją. Nowosilcow nadzorował przede wszystkim oświatę i nastroje polityczne w kraju. Obaj przyczynili się do przekształcenia Królestwa w państwo policyjne. Nowosilcow objął kierownictwo nad Komitetem Wyższego Nadzoru Policyjnego już w 1813 r., po zajęciu przez Rosjan Księstwa Warszawskiego. W następnych latach agendy policji, przede wszystkim tajnej, były sukcesywnie rozbudowywane. Korzystały one z donosów płatnych agentów, werbowanych ze wszystkich warstw społecznych, stosowały szantaż i prowokacje. Represje dotykały nie tylko członków tajnych organizacji, ale także przedstawicieli legalnej opozycji i wszystkich „niezadowolonych”. Taki stan rzeczy wywoływał rozczarowanie i frustrację.

Czy można jednak sprowadzić przyczyny wybuchu powstania do tego, że Polakom w Królestwie żyło się aż tak źle, że konieczne było zbrojne wystąpienie przeciwko rządzącym? Część uczestników powstania o orientacji umiarkowanej próbowała przedstawiać je jako „wojnę w obronie konstytucji”. Zdaniem łódzkiej badaczki Aliny Barszczewskiej-Krupy, takie przeświadczenie było „dość powszechnie aprobowane w początkowym okresie powstania”. Rozwój wydarzeń pokazał jednak, że chodziło o bardziej radyklany wybór. Polakom nie wystarczała namiastka politycznej samodzielności, jaką było autonomiczne Królestwo Polskie. Celem powstania nie była korekta systemu, tylko własne, niepodległe państwo.

  • Adam Kwiecień

    Cyt: „Bez pomocy mieszkańców stolicy, którzy spontanicznie odpowiedzieli na apel Podchorążych „Do broni!”, ich wystąpienie zakończyłoby się w ciągu kilku godzin lub najwyżej kilku dni. Bez oddolnej akceptacji powstania w różnych kręgach społeczeństwa polskiego, wśród żołnierzy i oficerów, prowincjonalnej szlachty, mieszkańców miast, przedstawicieli inteligencji, urzędników i studentów, ograniczyłoby się ono do niefortunnej próby politycznego przewrotu.” – i to najlepiej dowodzi, że powstanie 1830 było sprawą narodową, a nie burdą garstki młokosów, o czym tak lubi bredzić garść ówczesnych i współczesnych kacapofili.

  • Adam Kwiecień

    Cyt: „Zwolennicy tezy o „straconych szansach” zapominają zazwyczaj, że potencjał mobilizacyjny Rosji był bez porównania większy od potencjału niespełna 4-milionowego Królestwa, które w dodatku nie dysponowało fabrykami broni.” Dlaczego zatem Mikołaj nie rzucił przeciwko powstaniu więcej wojska po bitwie grochowskiej niż rzucił, skoro miał „większy potencjał”? Dlaczego desperacko musial szukać nowego rekruta wśród ludzi kalekich (ukaz z 9 marca 1831)? Czy armia rosyjska byłaby liczniejsza od polskiej, gdyby rząd uwałaszczył chłopów i zmobilizował masy chłopskie? Czy czytała Pani opracowanie Mochnaciego pt. „O sile narodowego powstania”? Wiem, że nie, bo nie mówiłaby Pani tego, co mówi. Dlatego polecam to opracowanie do wglądu.

  • Adam Kwiecień

    Cyt: „z pomocą Mikołajowi I przyszłyby z całą pewnością Berlin i Wiedeń” – nieprawda, Pani mówi nieprawdę. Proszę zapoznać się z książkami Henryka Kocoja, ktory pisał o stosunku Niemiec/Prus do powstania listopadowego i ich rzekomej gotowości do włączenia się czynnego do walki z Polską.

Partnerzy



Przewiń do góry