Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Propaganda w napoleońskim wydaniu | Wywiad z dr Moniką Milewską

Propaganda w napoleońskim wydaniu | Wywiad z dr Moniką Milewską

Wszelka sztuka jest propagandą – nie każda propaganda jest sztuką. Z propagandą w przeróżnej formie ludzie mają do czynienia od bardzo dawna. Miała ona również swoje pięć minut w jednym z najburzliwszych i najbardziej przełomowych momentów w historii – rewolucji francuskiej i tzw. epoce napoleońskiej. Jak Bonaparte usprawiedliwiał wydarzenia polityczne? Jak wykorzystywał swoje zwycięstwa? Na te i inne pytania odpowiedziała dla portalu Historykon.pl dr Monika Milewska.

Można powiedzieć, że z propagandą mamy do czynienia od powstania pierwszych państw na świecie. Czy francuscy rewolucjoniści również jej używali?

Francuscy rewolucjoniści byli jej mistrzami. To oni zresztą nazajutrz po upadku monarchii założyli pierwsze w historii świeckie biuro propagandy  pod przewodnictwem żyrondysty Rolanda. Rewolucyjna propaganda obejmowała właściwie wszystkie sfery życia społecznego. Przepełniona była nią rozwijająca się wtedy żywiołowo prasa. Propagandowy charakter miała też większość przedstawień teatralnych, nawet postaci w sztukach Moliera czy innych klasyków przerabiano pod tym kątem. Dobry monarcha stawał się republikańskim generałem, a Wilhelm Tell przeistaczał się w szwajcarskiego sankiulotę. Powstawały też nowe sztuki, w których na przykład gloryfikowano mężów donoszących na własne żony. Tworzono patriotyczne pieśni, hymny, z których najbardziej znana jest Marsylianka. Warto wczytać się w jej słowa, by poznać ton i podwyższoną temperaturę ówczesnej poezji. Także sztuki plastyczne nastawione były na szerzenie rewolucyjnej propagandy. Niezrównanym mistrzem był tu Jacques-Louis David, który nie tylko malował nieśmiertelne obrazy, takie jak Śmierć Marata, ale i przygotowywał oprawę rewolucyjnych świąt. Wszystko to było subwencjonowane przez państwo, które sowicie opłacało pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy.  Propaganda przejawiała się również w modzie na trójkolorowe stroje, czerwone czapki frygijskie i biżuterię w kształcie gilotyny. Rewolucjoniści od początku zdawali sobie sprawę z mocy symboli. Na dwa dni przed szturmem Bastylii Kamil Desmoulins zaproponował paryżanom w ogrodach Palais Royal zieloną kokardę jako symbol nadziei. Ten kolor akurat się nie przyjął, ale kokarda – w trzech kolorach – stała się obowiązkowym elementem ubioru. Do tego stopnia, że musieli nosić ją nawet aktorzy występujący na scenie, także ci grający np. niedźwiedzia. Ostatnio zajmuję się badaniami nad jedzeniem w czasach Rewolucji. I ono było wtedy nośnikiem propagandy. Jedynym dozwolonym rodzajem pieczywa był tzw. chleb równości, powstały z wymieszania „arystokratycznej” mąki pszennej i „ludowej” mąki żytniej. Ważną rolę odgrywały też „posiłki braterskie”, dzięki którym cała Francja miała stać się jedną wielką rodziną.

Głównym wrogiem francuskich rewolucjonistów był król Ludwik XVI i jego otoczenie. W jaki sposób starano się zdyskredytować monarchę w tym okresie?

Postać króla w trakcie rewolucji ulega wyraźnej animalizacji. Ludwik XVI staje się wieprzem, wiecznie pijanym knurem, którego najlepiej zarżnąć. Jeden z deputowanych Konwencji, rzeźnik z zawodu, Legendre, radził nawet, aby króla posiekać na 83 kawałki i każdy z nich posłać do innego departamentu. Wizerunkowi króla na pewno nie służyła jego legendarna bulimia. Kamil Desmoulins opisywał w swojej gazecie, jak to w drodze do Varennes król zatrzymał się na dłużej, by spałaszować wielką porcję słynnego lokalnego przysmaku – świńskich nóżek. Był to oczywiście ówczesny fake news.

Po okresie rewolucji francuskiej na pierwszy plan wysunął się pochodzący z Korsyki wojskowy o nazwisku Bonaparte. Czy próbował on za pomocą działań propagandowych uzasadnić wydarzenia, do których doszło 18 Brumaire’a?

Dziewiętnastego brumaire’a 1799 roku, gdy ważyły się losy zamachu stanu, Bonaparte wkroczył na mównicę Rady Starszych. Roztrzęsiony, przemawiał źle i nie na temat, a nieudaną mowę zakończył słowami: „Bóg wojny i bóg szczęścia są ze mną”. Sam wieczorem był przekonany, że ośmieszył się w oczach deputowanych. Jednak jego zdanie o bogu wojny trafiło następnego dnia do rządowego „Monitora”, który wielokrotnie będzie je odtąd powtarzał, wychwalając nadnaturalne cechy nowego władcy Francji. Tak oto niezręczne sformułowanie położyło podwaliny pod napoleońską legendę.

Znane są praktyki Napoleona dotyczące chociażby zmieniania liczby głosów oddawanych w różnych plebiscytach. Czy są jeszcze jakieś płaszczyzny, w których starał się on „oszukać” Francuzów?

Nie bez powodu ukuto w tamtych czasach powiedzenie: „kłamie jak biuletyn Wielkiej Armii”. Tworzone przez Napoleona opisy bitew były tak skonstruowane, aby zasługi dowódców przynosiły splendor naczelnemu wodzowi, a sukcesy sprzymierzeńców, np. Polaków, nie przesłaniały osiągnięć Francuzów. Z kolei porażki były przemilczane lub minimalizowane. Cesarskie gazety przez dwa miesiące ukrywały klęskę w bitwie morskiej pod Trafalgarem. Cenzura prewencyjna była bardzo surowa. Od 1810 w Paryżu wychodziły już tylko cztery tytuły gazet, łatwo je było więc kontrolować. Zresztą informacje polityczne przedrukowywać można było tylko z oficjalnego organu – „Monitora”. Nie wolno było publikować artykułów w posępnym tonie.  Cała prasa miała być hymnem pochwalnym ku czci Napoleona.

Napoleon to nie tylko polityk i prawodawca, ale przede wszystkim wojskowy geniusz. Jak bardzo liczne zwycięstwa militarne pomogły mu w zdobyciu i utrzymaniu władzy? Czy to one spowodowały, że był tak wielbiony przez Francuzów?

Opinia publiczna poznała Bonapartego jako genialnego oficera, który w wieku dwudziestu czterech lat zdobył Tulon i ze skromnego kapitana został od razu generałem. Kolejne jego zwycięstwa w Italii i Egipcie budziły powszechny zachwyt, czego ślad mamy w naszym polskim hymnie. Rychło okrzyknięto go bogiem wojny. Zwycięstwa militarne na pewno bardziej oddziaływały na wyobraźnię społeczną niż najbardziej nawet racjonalne ustawy i kodeksy.

Partnerzy



Przewiń do góry