Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Psy wojen | Recenzja

Psy wojen | Recenzja

Psy wojen. Od Indochin po Pakistan – polscy najemnicy na frontach świata, Krzysztof Wójcik

Krzysztof Wójcik to jeden z lepszych polskich dziennikarzy śledczych. Laureat nagrody Grand Press. Dwukrotnie nominowany do nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego, laureat „Złotego Notesu” Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za całokształt pracy reporterskiej. Autor pierwszej w Polsce biografii jednego z najbogatszych Polaków, pt. „Depresja Miliardera. Historia Ryszarda Krauzego” (2015). W 2016 wydał swoją drugą książkę. W „Mafii na Wybrzeżu” opisał historię „klubu płatnych zabójców” i aresztowanie Czesława Kowalczyka, który niesłusznie oskarżony o morderstwo na zlecenie przebywał 12 lat w zakładzie karnym. W 2017 wydał trzecią książkę, pt. „Psy wojen. Od Indochin po Pakistan – polscy najemnicy na frontach świata”, którą przyszło mi recenzować.

Zacznijmy jednak od kilku faktów. Najemnicy to krótko mówiąc ochotnicy walczący za pieniądze, najczęściej w służbie obcego wojska dla danego państwa lub jakiejś organizacji, a nawet osoby prywatnej. Najemników można wynająć do walki w praktycznie dowolnej sprawie, ponieważ mało który kieruje się idealizmem. Część ucieka przed wymiarem sprawiedliwości, część chce przeżyć przygodę. Jeszcze inni robią to z pobudek ideologicznych (rzadko), chcąc walczyć z krwawymi reżimami. Ale najczęściej chodzi po prostu o pieniądze. To świetnie wyszkoleni żołnierze, a wojna to ich jedyny sposób na życie, wojna to zawód, z którego czerpią zyski (wysoki żołd).

We wszystkich krajach NATO, również w Polsce, zarówno służba w najemnej armii, jak i werbunek do niej są zakazane.

§ Za werbunek do obcej armii, lub służbę w niej, polskie prawo przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia (art. 141 § 1 i art. 142 § 1 kk)

§ Za werbunek do oddziałów najemników, lub służbę w nich, grozi w Polsce od 6 miesięcy do 8 lat więzienia (art. 141 § 2 i art. 142 § 2 kk)

Nie jest to jednak przeszkodą. Chętnych nie brakuje. W Polsce mamy problem z zagospodarowaniem byłych żołnierzy, bo po przejściu na wczesną emeryturę nie wiadomo, co z takimi ludźmi robić. I zdarza się, że niektórzy popadają później w konflikt z prawem. Byli specjalsi nie mogą się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Swoje kwalifikacje i doświadczenie zdobywali na froncie w Afganistanie czy Iraku. Jeździli czołgami po pustyni, wyłapywał terrorystów, eliminowali zagrożenie – w Polsce czują się niepotrzebni.

Każdy z nich jest świadom ryzyka, z którym wiąże się służba najemna. Wojna uległa prywatyzacji. Rządom państw, które są w stanie konfliktu bardziej opłaca się wysłać 100 najemników zamiast 100 żołnierzy. Bo kiedy zginie któryś z „walczących za kasę”, nikt się nie przejmie. Ich śmierć przejdzie bez echa. To byli najemnicy – nie ma problemu. Ale kiedy zginie żołnierz, taka wiadomość pojawia się wszędzie. Za śmierć kontraktora władza nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Był człowiek – nie ma człowieka. Brutalne, ale prawdziwe.

Wróćmy jednak do książki. „Psy wojen” to pierwsza tego typu polska publikacja, która bazując na rozmowach z byłymi żołnierzami przedstawia obraz współczesnych najemników – kontraktorów. Ludzi, którzy szukali swojego miejsca. Jedni byli w słynnej Legii Cudzoziemskiej, inni pracowali dla prywatnych firm wojskowych, u boku milionerów czy polityków. Jedną z takich „firm ochroniarskich”, przewijających się na kartach książki jest Blackwater (znana również jako Xe), która zatrudnia głównie byłych żołnierzy, posiadających specjalistyczne umiejętności wojskowe, np. są wykwalifikowanymi saperami, artylerzystami czy specjalistami od broni. Najlepsi w tym są oczywiście byli członkowie służb specjalnych – amerykańskich, brytyjskich, rosyjskich lub polskich.

Książka „Psy wojen” podzielona jest na dwie części. Pierwsza to lata po II wojnie światowej, kiedy żołnierze AK, NSZ byli ścigani przez komunistów. Następnie lata 90-te, kiedy w pewnym stopniu następuje otwarcie granic – zniesienie wiz spowodowało masowy napływ Polaków do Legii Cudzoziemskiej. Druga część – bardziej współczesna jest związana z obecnością polskiego kontyngentu w Iraku, kiedy nasi specjalsi zaczęli poznawać amerykańskich kontraktorów. Zobaczyli, że można zarobić znacznie większe pieniądze…

Ta książka zawiera historie kilku najemników, którzy przewinęli się przez światowe fronty od Wietnamu po Irak i Pakistan. Chronili przed piratami statki pływające u wybrzeży Afryki” – czytamy we wstępie. Jest to doskonała zapowiedź tego, co nas czeka dalej.

Przyznaję, że największe wrażenia zrobiły na mnie wspomnienia Polaków służących w Legii Cudzoziemskiej: Zygmunta Wojtczaka i Ryszarda Dody. Obaj widzieli wiele.

Zdarzało się, że paliliśmy wioski bez żadnego powodu. Taką metodę miała Legia na wywołanie powszechnego strachu (…). Wielu legionistów to byli esesmani zaprawieni w bojach i mordowaniu, więc puszczanie z dymem kolejnej wioski i wymordowanie mieszkańców to dla nich nie pierwszyzna. Zaganiałem kobiety i dzieci do jednego pomieszczenia, a potem podpalałem chatę. Słyszałem ich krzyki, gdy smażyły się żywcem. Był rozkaz i nie było gadania (…). Byłem świadkiem, jak oficerowie na oczach matek wyrywali ręce dzieciom, a potem wrzucali maluchy do rzeki. Spokojnie patrzyli jak toną, a kobiety odchodziły od zmysłów (…) – wspomina Wojtczak, który trafił do Wietnamu. Doda widział masakrę Hutu na Tutsich w Rwandzie. Podobnie jak inni żołnierze, nie wierzył w to, co widział. Ogrom rzezi porażał zmysły i trudno było pojąć, że to wszystko dzieje się naprawdę. „W Rwandzie wielu z nas przeżyło szok. Jak wjeżdżaliśmy do tego państewka, dokładnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Dowódca, który miał już rozkazy ze sztabu i szerszą wiedzę, powiedział, że mamy carte blanche”.

Kolejne historie są już mniej spektakularne, ale również interesujące. Poznajemy kolejnych bohaterów, dla których wojaczka była jedynym życiem, jakie znali. Do życia w cywilu się nie nadawali, dlatego po wyjściu z wojska byli żołnierze i policjanci decydowali się na kontrakty dla PMC (Private Military Company – Prywatna Firma Wojskowa). Mają żal do państwa, że zainwestowano miliony w ich wyszkolenie, a teraz są nikomu niepotrzebni. Nikt nie chce wykorzystać ich doświadczeń, toteż jedynym wyjściem jest kolejna wojna. „Nie mam rodziny i nic mnie nie trzyma w tym kraju. Jestem policyjnym emerytem, ale nie chcę siedzieć w domu. Jadę, bo nie wiem, co mógłbym robić innego…”. Czasem byli żołnierze mając rodzinę, celowo „uciekają”, czytamy: „W domu brakuje adrenaliny i pracy w zespole. Teamu kumpli, w którym się działa, bo inaczej nie da się przetrwać. Nie da się przeżyć. To najbardziej uzależnia…”.

Polscy kontraktorzy służyli w Iraku i Afganistanie. Trzech byłych komandosów zginęło, pracując dla PMC. W książce zawarte są również niesamowite historie najemników, którzy chronili geologów z Geofizyki Kraków po porwaniu i morderstwie Piotra Stańczaka w Pakistanie w 2009 roku – to chyba wystarczające powody, żeby sięgnąć po książkę Krzysztofa Wójcika.

Co do samego wydania – uważam, że Wydawnictwo Rebis wykonało kawał dobrej roboty. Już sama okładka przyciąga wzrok, a zdjęcia pochodzące z prywatnych archiwum głównych bohaterów wzbogacają pozycję. Szkoda jedynie, że zdjęcia nie są kolorowe – ale wiadomo, nie można mieć wszystkiego.

Polecam – nie tylko fanom wojska – ale każdemu, kto chce wiedzieć więcej i nie boi się prawdy. Brutalnej prawdy.

Ocena recenzenta: 6 / 6

Wydawnictwo: Rebis

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry