Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Sytuacja Polaków pod zaborem rosyjskim w I poł. XIX wieku w oczach W. Łukasińskiego

Sytuacja Polaków pod zaborem rosyjskim w I poł. XIX wieku w oczach W. Łukasińskiego

Tablica w Zamościu przy Bramie Lwowskiej, gdzie był więziony W. Łukasiński, wykonana z brązu i ufundowana w 1924 roku  Zdj. Wikimedia Commons

Tablica w Zamościu przy Bramie Lwowskiej, gdzie był więziony W. Łukasiński, wykonana z brązu i ufundowana w 1924 roku
Zdj. Wikimedia Commons

Już na samym początku Pamiętnika Łukasiński, posługując się porównaniem Aleksandra I z Napoleonem, negatywnie podchodzi do tego drugiego (!). Mówi o nim: (…) najprzód żądał ofiar bez żadnej pewnej obietnicy, a potem utworzywszy Księstwo Warszawskie, ciągle żądał nowych (…) Tak ten oszust potrafił oczarować Polaków, że dziś nawet imię jego w pałacu bogacza i w ubogiej chatce wieśniaka jest wspominanym z błogosławieństwem, zamiast że imiona Aleksandra, Konstantyna i Mikołaja powtarzane są z nienawiścią i przeklęstwem, chociaż ci książęta mieli więcej sposobów i czasu do działania nam dobrego[17]. Obecnie Napoleon Bonaparte jest raczej postacią pozytywną, która miała dać Polakom Polskę, jakkolwiek górnolotnie to brzmi. Choć oczywiście zdarzają się głosy przeciwne polityce Napoleona względem Polaków; a to takie, iż pragnął on ich tylko użyć do własnych celów, wykorzystując ich pragnienie wolności i autonomii. Kosztem Napoleona, wręcz wychwala on Aleksandra (tak przynamniej może się czytelnikowi początkowo wydawać). Słowo wychwala nie jest tutaj nadużyciem: Łukasiński bezsprzecznie broni Aleksandra: po zajęciu Księstwa Warszawskiego cesarz Aleksander dał mu Radę Rządzącą, złożoną z osób dobrych i umiarkowanych. Gubernator generalny Łanskoj był najlepszy i pełny ludzkości człowiek: on lubił przebaczać i ostrzegać, a nie prześladować (…)[18]. Takie działanie poskutkowało uspokojeniem się nastrojów wśród Polaków, a nawet żony polskich żołnierzy, pozostawione w krytycznym położeniu, otrzymały stosowną pomoc: Wawrzecki, członek Rady, przedstawił to rządowi, który pospieszył dać im opatrzenie[19], i dalej: mężowie i ojcowie znaleźli swoich żon i dzieci lepiej oparzonymi niżeli nawet przy ich bytności, inni widzieli swoje rodziny dowolne i niezniszczone[20]. Łukasiński przytacza nawet następującą opinię, która jest na tyle wymowna, że nie wymaga komentarza: jeżeli nasz dzisiejszy monarcha, mądry i cnotliwy książę F. A.[21], nie może być naszym panem, to my życzmy sobie cesarza Aleksandra[22]. Bynajmniej nie będzie nadużyciem przyjęcie stwierdzenia, że obrona cara Aleksandra wynika głównie z faktu chęci przedstawienia Cesarza Francuzów w negatywnym świetle, a przynajmniej w gorszym, aniżeli tego pierwszego.

W 1809 roku, zmniejszone  Wielkie Księstwo Warszawskie dostało się Rosji z tytułem Carstwa Polskiego[23]. Według Łukasińskiego, Polacy pod zaborem rosyjskim, mieli najlepiej –względem zaborów pruskiego i austriackiego. Państwa te niewiele obiecały Polakom, w przeciwieństwie do Rosji. Jak pisze major, car pozwolił Polakom zwać się Polakami, a nawet osiadać im rząd, lecz rzeczowe postanowienie Kongresu, prawie z niechcenia powzięte i napisane, służyło tylko dla pocieszenia  nieszczęśliwych Polaków i  pokazania, że ten europejski  areopag, zgromadzony dla uchylenia  i  poprawienia niesprawiedliwości wyrządzonych  przez tyrana Napoleona, nie zapomniał  o  Polakach[24]. Kiedy jeszcze trwał Kongres, wielki książę Konstanty przybył do Warszawy w celu zorganizowania wojska. Nie baczył przy tym na rady  specjalnego Komitetu, złożonego z siedmiu generałów, specjalnie w tym celu utworzonego, ponadto ignorując ich, a i  wystawił [ich] na pośmiewisko[25]. Śmiałość i kolejne rozkazy Konstantego, wskazujące na jego pomieszanie zmysłów, doprowadziły do skarg na jego osobę i próbę oddalenia go. Jednak w wyniku głosowania skarga została oddalona i w. książę Konstanty został w swoim miejscu naczelnego wodza (…) wygrawszy bitwę, stał się prawdziwym monarchą, pewnym będąc, że nikt więcej nie odważy się być jego przeciwnikiem. Tak zaczęły znikać naszej nadzieje![26].

Aleksander zręcznie prowadził swoją „politykę polską”[27], rozsądnie i tak, aby wzbudzić nie tylko zaufanie Polaków, ale i rozbudzać ich nadzieje na poszerzenie granic, praw, autonomii…  Rozpuszczano wieści o tym, jakoby do Polski miano przyłączyć niektóre gubernie, takie jak Litwa, Wołyń, Podole i jeszcze inne[28]. Łukasiński znowuż posłużył się porównaniem kosztem Napoleona Bonapartego. Bowiem Napoleon nie mógł pozwolić sobie na danie Polakom choć kawałka ziemi bez wojny z ich udziałem, a tym samym bez ofiar w Polakach. Zaś Aleksander mógł to zrobić nie czyniąc szkody ani na Polakach, ani samemu   sobie. Ponadto zyskałby znacznie więcej: Polaki, nosząc swoje imię, będą mu lepiej służyć[29]. W tym momencie rysuje się pierwszy przykład zasłony dymnej Rosjan. Z jednej strony jest „kochany” car Aleksander, który rozbudza nadzieje, składa obietnice, daje namiastkę polskości. Z drugiej strony jest namiestnik i nieograniczony monarcha w osobie Konstantego, nie wspomnianego przecież w konstytucji, ani w  żadnym innym postanowieniu prawnym, oraz wyjeżdżający z Warszawy Aleksander, zupełnie nie frasujący się już losem Polaków,  nawet kobiety, których umysły były z dawna przygotowane częstymi pochwałami, znalazły go mało sympatycznym, wymuszonym i sztucznym (artificiel)[30].

Sytuacja nękanych podatkami Polaków stawała się coraz gorsza, zatargi zwiększały się, sejm przestał być zwoływany po dwóch zaledwie odbytych. Te dwa sejmy położyły fundament wszystkich nieszczęść i długich cierpień, któreśmy znosili;  przekonały nas, że pod rządem ruskim nie możemy spodziewać  się  żyć  spokojnie, i zmusiły nas z rozpaczą powstać z bronią w ręku[31]. Łukasiński przedstawił tu przyczyny niezadowolenia Polaków, które są dość oczywiste. Rozbudzeni nadziejami na lepsze jutro, żyli w rozczarowaniu, bowiem ich los, zarówno osobisty, prywatny, jak i narodowy, nie tylko się nie polepszał, ale i ulegał pogorszeniu: tymczasem złe pomnażało się codziennie[32].

Pierwszą kwestią, która negatywnie wpływała na życie codzienne Polaków, a była spowodowana, co jest rzeczą oczywistą, aparatem rosyjskim, były szpiegostwo i donosy[33]. Niezwykle uciążliwe, powodowały brak ufności nie tylko wśród znajomych, czy wśród sąsiadów, ale także wśród najbliższych i rodziny. Nieufność była wszędzie[34], a to przecież na zaufaniu, wedle programu, miało być budowane Wolnomularstwo Narodowe. Sytuacja była na tyle makabryczna, że Polakom mówiono: strzeżcie się Ruskich, oni was donoszą, a Rosjanom mówiono dokładnie to samo o Polakach[35]. Oczywiście skutkiem tego było pogorszenie się i tak już napiętych stosunków tych dwóch narodów; zwiększyła się wrogość jednych do drugich, a nawet przekształciła się w nienawiść. Jak podaje Łukasiński, w samej Warszawie działało czternaście rodzajów tajnych służb. Oprócz napięć społecznych zwiększyła się także pewność wielkiego księcia  Konstantego, który tak miał powiedzieć do majora: Ty nie ukryjesz się przede mną ze swoimi postępkami, ja wiem, co ty jadasz na obiad[36]. Nie mógł jednak wiedzieć o wszystkim, nie wiedział bowiem nawet o Wolnomularstwie Narodowym i jego działalności, lecz tylko o samym istnieniu jakiegoś tajnego stowarzyszenia, czy organizacji bliżej nieokreślonej, o której i tak nie mógł mieć pewności, karmiono go tylko fraszkami i on był dowolny, myśląc, że wie o wszystkim[37]. Niemniej jednak, sytuacja nie była komfortowa dla społeczeństwa polskiego.

Fragment twierdzy szlisselburskiej, w której był więziony W. Łukasiński Zdj. Wikimedia Commons

Fragment twierdzy szlisselburskiej, w której był więziony W. Łukasiński
Zdj. Wikimedia Commons

Drugą kwestią był system kar, potęgujący i tak już zastraszony przez aparat szpiegowski naród. Najmniejszą karą było sto kijów za najmniejsze uchybienie to była zwyczajna kara, (…) posuwał liczbę tę aż do tysiąca[38]. Wielki książę Konstanty nie lubował się w rozlewie krwi, a w samym męczeniu ludzi. Normą były kajdany, noszone przez zwykłych, a nie skazanych na ciężkie więzienie, więźniów, ważące 18 funtów (czyli ok. 7 kg)[39] i to noszone przy ciężkiej fizycznej pracy.

Kolejnym problemem poruszanym przez Łukasińskiego była konstytucja, a raczej jej jedynie teoretyczny byt. A co robiła ta liberalna konstytucja? Ona była schowana i zamknięta w archiwach, dlatego że była liberalna, a tyrania była chodząca i działająca w osobie w. księcia Konstantego[40]. Konstytucja istniała tylko formalnie, a wielki książę Konstanty nic sobie z niej nie robił, wykorzystywał swoją władzę nie określoną prawnie w żadnym miejscu.

Partnerzy



Przewiń do góry