Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Sytuacja Polaków pod zaborem rosyjskim w I poł. XIX wieku w oczach W. Łukasińskiego

Sytuacja Polaków pod zaborem rosyjskim w I poł. XIX wieku w oczach W. Łukasińskiego

Nie dziwna jest też wolność druku, a właściwie jej brak. Istniała na tej samej zasadzie co konstytucja, a ponadto ograniczona była cenzurą. Co ciekawe, początkowo on [wielki książę Konstanty] tolerował wolność druku i potem ją uchylił z powodu nadużycia (chociaż wielkich nadużyć  i  nie było)[41]. Wolność jednak może dotyczyć wielu względów. Wolność ludu wiejskiego, jak określa Łukasiński najniższą warstwę społeczeństwa polskiego, posiadała ją już od Napoleona, a nowy władca jej nie uchybił, zapomniał jedynie ją potwierdzić. Zdaniem Łukasińskiego potrzeba jej przypomnienia mała nie była, a rząd Królestwa, zatrudniony wojną i krótko trwający, nie mógł tego dopełnić, a zatem przez 15 lat los tych ludzi był zawieszony[42]. W mojej opinii brak takiego potwierdzenia był co najmniej nierozważny w „polityce polskiej” władcy rosyjskiego, zwłaszcza, biorąc pod uwagę inne elementy owej polityki. Carowi bez wątpienia zależało na wzbudzeniu zaufania wśród Polaków, a takie posunięcie bez dwóch zdań by mu takowe ułatwiło[43]. Brak potwierdzenia uwolnienia już uwolnionych przez Napoleona chłopów spowodował konflikt między klasami społecznymi. Cesarz Francuzów bowiem dając chłopom wolność, pozwolił im opuścić ziemię, jednak nie mogli oni nic ze sobą zabrać. Zatem sprawa ta pozostawała nieuregulowana, dało [to] początek nieporozumieniu między tymi klasami, a więc między właścicielami ziemi i mieszkającymi na niej[44]. Pośrednio wyjaśnia to postępowanie (a raczej jego brak) władcy rosyjskiego, który nie potwierdziwszy wspomnianego wyżej dekretu doprowadził do napięcia stosunków już nie między Polakami, a Rosjanami, lecz wśród samych Polaków, co z resztą nie jest żadnym novum w polityce rosyjskiej. Dodatkowo nie dziwi takie zachowanie, biorąc pod uwagę, iż cesarz nie lubi wolności i nie dał jej nikomu u siebie, i nie pozwala nawet myśleć o tym[45].

O ile w zaborze pruskim i w czasie trwania Księstwa Warszawskiego chętnych do przyjęcia ślubów zakonnych było niewielu, a ich liczba nawet ciągle się zmniejszała, to za panowania cara moskiewskiego zaczęto się skarżyć, że Ruskie nie szanują religii katolickiej, jej klasztorów, świąt itp. Słowem mówiąc, niższe duchowieństwo i lud nie mogli obojętnie widzieć takowe postępowanie[46]. Zaś wyższe duchowieństwo nie budziło zaufania społeczeństwa, bowiem obsadzone było przez same mało znane osobistości, bądź też posądzane o szpiegostwo[47].

Tak, jak wielki książę Konstanty poświęcił wiele starań, by zabawić się kosztem wojska, tak Łukasiński takowemu opisowi poświęca nie mało miejsca w Pamiętniku, o czym było już wyżej wspomniane. Problem wojska i Polaków w  nim służących jest o tyle ciekawy dla współczesnego czytelnika, iż odzwierciedla idealnie pomieszanie zmysłów wielkiego księcia Konstantego, ale też ogrom jego władzy, jej bezprawność i praktycznie brak jakichkolwiek jej granic. Łukasiński tak obrazuje „zabawę” Konstantego: tak jak lalka służy do zabawy małej dziewczynie, która ją rozbiera i ubiera co moment, tak w. książę Konstanty przemieniał ubiór, porządek i manewra wojska[48]. Kto wchodził w skład wojska? „Resztki” zebrane we Francji i innych krajach, będące pod protekcją cesarza Aleksandra,  zyskawszy korzystną opinię całej Europy (…), każdy wojskowy obiecywał sobie pomyślną przyszłość[49], jednak okazała się ona zupełnie inna. Zapał i radość znacznie zmniejszył fakt, iż naczelnym wodzem został wielki książę Konstanty, a pogłębiło ową niechęć jeszcze jego przybycie i pierwszy rozkaz, który usłyszeli wojskowi: surowa dyscyplina będąc duszą wszelkiej karności[50]. Wspomniane wyżej już sto kijów najmniejszej kary w wojsku również miało być praktykowane, choć oczywiście zwykle liczba ta była znacznie większa. Wielki książę Konstanty obrał sobie za cel zniszczenie ducha wolności i niesubordynacji (…) i oddalić najprzód dawnych oficerów, a z czasem i żołnierzy[51]. Jak pisze autor Pamiętnika, samo wojsko rosyjskie uchodziło w Europie za najsurowsze, gdzie najmniejsze uchybienie karano jak zbrodnią, Zwyczajna kara była sto kijów, lecz tę posuwano do tysiąca. Jeden młody podoficer oddalił się na moment od swojej warty i został kijami zabity, kiedy w innym wojsku najsurowsza kara byłaby naznaczona utrata stopnia[52]. Jednoznacznie rysuje to obraz, jak surowe i ciężkie życie było żołnierza rosyjskiego (!), a więc polskiego musiało być znacznie gorsze, aniżeli tego pierwszego.

Ponieważ wielki książę Konstanty lubił dbać o szczegóły, a przy tym generałowie bywali niekompetentni, to zwykli żołnierze ponosili konsekwencje. Łukasiński na dowód podaje następujący przykład: zdarzyło się, że na paradzie w. książę Konstanty nie był kontent z jednego pułku (ile pamiętam, 4 strzelców), napadł na generała Falkowskiego, zapytując się go o przyczynie. Generał odpowiedział, że oficerów wiele jest niezdatnych. „Powiadaj, którzy to są tacy?” Generał, nie znając dobrze oficerów, podyktował nazwiska, które mu przyszły na pamięć, bojąc się wyznać swoją nieświadomość. Ale zapisani byli wypędzeni[53]. Nie dziwi więc fakt, że i zbiegostwo żołnierzy było częste; doprowadzało to, rzecz jasna, to coraz to bardziej surowszych kar: kule działowe ważące od 18 do 20 funtów[54] z łańcuchami musieli osądzeni o zbiegostwo nosić na ramionach, pracując[55]. Warunki były tak straszne, że jeden żołnierz miał się sam przyznać do zabójstwa, byle tylko uniknąć służby w wojsku. Jednak po odkryciu prawdziwego zabójcy został przywrócony do pułku. Wielu żołnierzy popełniało samobójstwa, byle tylko uniknąć wojska. Bo karą nigdy nie była śmierć, ona była wybawieniem, a prawdziwym cierpieniem była właśnie służba w wojsku. W ten właśnie sposób Rosjanie mścili się na Polakach: otóż to jest ten car moskiewski, który ogłosił się królem polskim i obiecał się być ojcem naszym dlatego tylko, ażeby mścić się na naszych dzieciach i braciach za to, że oni służąc Napoleonowi, walczyli z jego wojskiem (…) jak świat światem, nie będzie Moskal Polakowi bratem[56]. I znowuż Łukasiński posłużył się porównaniem względem Napoleona, lecz tym razem nie jego kosztem. Napoleon dawał wynagrodzenie (…) dowódcom, z obowiązkiem, ażeby oni przygłaszali[57]na obiady  i  wieczora różnych wojsk oficerów. Toż samo zachowane było względem żołnierzy. Pułki francuskie dawały uczty dla pułków cudzoziemskich. Zupełnie przeciwnego systemu trzymał się w. książę Konstanty: jedno słowo dosyć charakteryzuje tego księcia – że nikt u niego nie zjadł kawałka chleba[58]. Łukasiński znów dobitnie posłużył się słowami, które nie wymagają szerszego komentarza. Dość powiedzieć, że żołnierz polski pod rządem cara miał gorzej, aniżeli pod rozkazami Napoleona. Tych wojskowych, których nie odesłał i zostali jeszcze w niedoli tego żałosnego wojska, próbował sobie zjednać i przekonywać do szpiegostwa i donosicielstwa na swych kolegów po to tylko, by ich później publicznie wskazać jako zdrajców. Sytuacja w wojsku kapitalnie odwzorowuje sytuację społeczeństwa polskiego już wyżej wspomnianą. Brak zaufania wśród najbliższych doprowadzał do konfrontacji wśród nich i powszechnej niezgody. Nawet wśród swoich rodzin wojskowi byli niemile widziani, strój wojskowy służył wyłączeniem ze społeczeństwa[59]. Tak wielki książę Konstanty sponiewierał wizerunek Polaka.

Partnerzy



Przewiń do góry