Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

OK, ale kiedy w takim razie ta historia się zaczyna? Wczoraj? Tydzień temu? Dwieście lat? Chodzi mi o te konkretne dzieci, które Pan uczy. Kiedyś mówiono, że nie ma już prawie różnicy między Powstaniem Warszawskim a Styczniowym, i dla kombatantów powstania to było przykre odkrycie. A co myślą obecnie uczniowie szkół? Ale przecież jest taki moment, że to jeszcze „moja” historia, a wcześniej ta bajkowa? Co to za moment?

Jestem jeszcze stosunkowo młodym człowiekiem, ale jeszcze pewne momenty z historii Polski pamiętam, na przykład obrady Okrągłego Stołu, pierwsze wybory prezydenckie, czy w pełni wolne wybory do parlamentu, dla dzieci to już odległa historia.

Kiedy słyszę, że film o Paktofonice to film historyczny, to szeroko otwieram oczy. Przecież to jest moja młodość i doskonale pamiętam nasze kłótnie o tę muzykę. To co było moim przeżyciem dla nich jest historią i wtedy sobie uświadamiam, że to jest zupełnie inne pokolenie, a historia dzieje się cały czas. Od kilku tygodni prowadzę zajęcia o wynalazkach, w tym telefonie. Czy uwierzy Pan, że dla dzieci największą frajdą jest telefon stacjonarny z tarczą, że trzeba im wyjaśnić pojęcie „wykręcania numeru”? To pokazuje, że historia jest wspaniałą opowieścią o przemijaniu, że już nawet ten wywiad jest już historią, choć pewnie do historii nie przejdzie.

I czy to nie jest podstawowy problem przy nauczaniu historii? To że co innego jest historią dla uczniów, a co innego dla nauczycieli, co innego dla rodziców, co innego dla ich dzieci?

Nie wiem czy możemy mówić o największym problemie, są większe. Niewątpliwie jednak historia, której sami byliśmy świadkami jakoś nam umyka. W edukacji tworzy się zasadnicza luka, w której wiele mówimy o średniowieczu, ale o zmieniającej się współczesności bardzo mało, nie ma poczucia długiego trwania.

Dlatego wracam jeszcze raz do „poczucia historii”, w tym „poczucia” jej ciągłości i obecności. Upraszczając, dokąd dzieci nie zobaczą telefonu na obręcz, który nie ma przycisków, nie zobaczą tej tary i jej ewolucji do współczesnej pralki, nie będą do końca potrafiły przeszłości sobie wyobrazić, będzie dla nich obca, nie będą swoim nauczycielom wierzyć.

Cenię sobie więc nauczycieli-zbieraczy, ponieważ poszukują możliwości pokazania historii i jej urealnienia. Oczywiście nie wszystko da się pokazać, czasem natrafia się na ścianę, którą trudno przebić. Mam np. takie smutne przypadki, że opowiadając o zagładzie polskich Żydów, o życiu w getcie, słyszę: „o jakie fajne!”. Dzieci nie zawsze są wstanie zrozumieć grozy tamtych dni, widzą tylko element zabawy, jak w filmie.

To może każde dziecko powinno pojechać – no nie wiem – do Auschwitz, na Majdanek? Może powinny to przeżyć. Ja tam byłem kiedy miałem sześć-siedem lat i do tej pory mam koszmary, chociaż jako dorosły byłem tylko raz.

Nie wiem czy doświadczenie pobytu na terenie obozu jest wystarczające. Na Pana zadziałało, na mnie podobnie, ale pewnie nie na wszystkich. Generalnie budowanie doświadczenia nie jest łatwe. Czasem nam, dorosłym, wydaje się, że stosując konkretną metodę aktywizującą, wprowadzając uczniów w pewną sytuację osiągniemy efekt dotknięcia historii, tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że bardzo wysoko cenię Muzeum Powstania Warszawskiego, zwłaszcza za stworzenie nowego wzorca edukacji muzealnej. Ale jak Pan może wie, w tym muzeum odwzorowane są kanały. I – to nie jest tylko moje odczucie, ale znam to z kilku relacji – dla dzieci to chodzenie po kanałach jest świetną zabawą. One nie odczuwają grozy przeprawy – co zapewne było celem tej rekonstrukcji – ale biegają i bawią się w chowanego. Jest ciemno, jest fajnie, zatem jak im się może wydawać, w tych kanałach było fajnie, nie było w nich nic strasznego. Czy to jest trafione doświadczenie? Moim zdaniem nie.

Zresztą to jest generalny problem zagospodarowania Powstania Warszawskiego w kontekście edukacji dzieci. W zeszłym roku widziałem zaproszenia na rocznicowe eventy organizowane dla najmłodszych. Jaka była ich wymowa? Będzie fajna zabawa, będzie można się przebrać za sanitariusza, przenieść pocztę polową i tak dalej. Wracam więc do pytania o doświadczenie, czy będziemy mogli odczuć grozę i strach wojny? Czy osiągniemy sukces edukacyjny, czy może zbudujemy mylne wyobrażenie o tragicznym przecież wydarzeniu?

Partnerzy



Przewiń do góry