Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

A grupy rekonstrukcyjne? Czy one też nie fałszują historii? Nie widzimy trupów, krwi i potu. To co widzimy to są elegancko ubrani panowie, którzy biegają i fajnie się bawią.

No cóż, moje wypowiedzi na temat rekonstrukcji są zazwyczaj traktowane przez to środowisko jako forma ataku. Bywam bowiem wobec tego co robią krytyczny. Z jednej strony podziwiam ich za to co robią, że poświęcają swój czas i swoje pieniądze, i to wszystko z prawdziwej fascynacji historią. Z drugiej jednak zauważam, że część tego środowiska nie dostrzega już granic tego co można i co wypada rekonstruować. Na dodatek robi to z przekonaniem, że to najlepsza, jeśli nie jedyna, droga do udanej edukacji historycznej. Śmiem wątpić.

Dobry rekonstruktor – a znam wielu takich – zawsze zadaje sobie pytanie: co jestem w stanie odtworzyć dla ludzi? Dla siebie to jest zupełnie inna historia. I bywa z tym różnie. Oczywiście bitwy pod Grunwaldem nigdy nie odtworzymy – choćby z tego powodu, że tam rycerze walczyli konno, a teraz biegają na piechotę. Sytuacja jest zatem zupełnie nieadekwatna do tego co tam się działo. Nie można więc mówić o rekonstrukcji spełniającej rolę edukacyjną, ale raczej jako o sprawnym show.

Mam też wątpliwości czy możemy rekonstruować tragedie, takie jak rzezie, egzekucje, likwidacje getta – wszystko to za czym stały realne dramaty ludzkie. Ta sztuczna teatralizacja pachnie tandetą, są tymczasem o wiele piękniejsze sposoby na ich upamiętnienie i pobudzenie emocji. Warto tu chociażby przypomnieć jak Brytyjczycy uczcili 100-lecie wybuchu I wojny. Maki wylewające się jak krew spod twierdzy Tower mówiły o wiele więcej niż najlepsza rekonstrukcja.

To co? Czas już na rekonstrukcję obozu zagłady, przecież rekonstruujemy absolutnie wszystko?

Nie! Absolutnie nie!!! Nie można zbrodni i śmierci zamieniać na zabawę. Czym innym jest teatr czy film, ponieważ tutaj granica, chociaż wąska, jest widoczna. Na dodatek kino, czy scena teatralna ma sposoby na wzbudzenie w nas adekwatnych emocji. Obawiam się, że rekonstrukcja najczęściej sprowadza to wszystko do dobrej zabawy. Dlatego rekonstruktorzy powinni mieć świadomość swoich ograniczeń, ci dobrzy je mają. I ważna rzecz, zawsze podkreślają, że rekonstrukcja jest najpierw samokształceniem, a dopiero później kształceniem innych.

My w szkole też przynosimy ma lekcje hełmy, miecze i różne elementy uzbrojenia, ale nie udajemy, że robimy z dzieci rycerzy. Uczeń na lekcji wie, że się nim nie stanie. Doświadczenie można zdobyć tu jedynie jednostkowe, ograniczone do pewnych elementów – ciężkości miecza, czy uzbrojenia. Mówimy uczniowi: „poczuj jaki miecz jest ciężki, jak trudno nim  walczyć”. Zakładamy kolczugę i uświadamiamy, że bycie rycerzem wymagało krzepy. To są doświadczenia realne, nie wyimaginowane.

Zresztą nie zawsze założenie munduru, hełmu, czy wzięcie grantu do rąk daje efekt doświadczenia. Na przykład lekcje Powstaniu Warszawskim, my tutaj nie musimy nic rekonstruować. Czy wie Pan co na uczniach robi największe wrażenie?

Partnerzy



Przewiń do góry