Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka historii przestała być traumą, a stała się frajdą, rozmowa z Sebastianem Adamkiewiczem

Jest jeszcze jedno pytanie, na które warto odpowiedzieć. W naszym opowiadaniu o historii coraz częściej dominuje przedstawianie złych sił i złych ludzi. A o tym co dobre w dziejach powoli zapominamy, nie mówimy.

My w ogóle wolimy mówić i słuchać o tym co złe.  Lubimy szukać zła wokół siebie, bo zło jest ciekawsze od dobra. Świadczą o tym półki w księgarniach, które uginają się od książek o hitlerowcach. Najczęściej zresztą złych książkach.  A my możemy się poczuć lepiej, bo oni byli tacy źli, a my – ze swoimi małymi grzechami – wydajemy się być idealni.

I tutaj warto wrócić do poprzedniego wątku. Bo jeżeli pozwolimy w naszym opowiadaniu o historii dominować elementowi tożsamościowemu to też sami sobie robimy krzywdę. Nie zauważamy bowiem historii człowieka tylko patrzymy na niego przez pryzmat tożsamości. Traktujemy jak robota, którego polskość, żydowskość, rosyjskość, czy chińskość konkretnie programuje, bez żadnych odstępstw.

Myślę, że takie patrzenie na historię powoduje, że tak trudno jest czasem przełknąć te książki, czy filmy, które nie pokazują jedynie Polaków jako idealnych. Tymczasem ja uczulam. To odczłowieczanie naszych przodków, przypisywanie im cech nie ludzkich, a mechanicznych. To zresztą zaciemnia obraz historii, bo przecież np. opowieść o tych Polakach, którzy mieli swój współudział w Holocauście, to nie tylko oskarżenie, ale też pokazanie człowieka w sytuacji wojennej, w sytuacji ekstremalnej. Refleksja nad tym, że wojna to nie zabawa w żołnierzyki, ale realne dramaty, prawdziwa walka o życie, o każdy dzień. Kiedy słucham opowieści o naszych rodakach, którzy po wojnie przeczesywali mienie pożydowskie, to z jednej strony budzi się we mnie odraza do takich zachowań, a z drugiej…przecież to wszystko działo się w sytuacji ciężkiej biedy. Sam nie wiem jakbym się zachował mając na utrzymaniu głodne dzieci. Przewaga elementu tożsamościowego pozostawiłaby mnie jedynie na etapie oburzenia, jak można Polaków znów przedstawiać w złym świetle.

Idąc dalej, jeśli zbyt zatrzymamy się na człowieku, to historia stanie się psychologią i to pisaną w oparciu o zbyt wątłe podstawy. Będzie bujaniem w obłokach, nieznośnym moralitetem, a nie o to w niej chodzi. Wreszcie jeśli chodziło będzie wyłącznie o prawdę, to umrzemy z nudów, bo efektem dążenia do niej są zazwyczaj niezbyt ciekawe zestawienia, tabele i sucha faktografia. Zaś historia złożona z nauczania samych umiejętność to już nie historia.

No cóż, ja nie chciałem tego wątku poruszać ale sam Pan zaczął i nie sposób będzie od tego uciec. Jest przecież we współczesnej debacie także coś, co określa się mianem „pedagogiki wstydu”, która wmawia nam Polakom, że jesteśmy źli i mamy bez przerwy przepraszać. Ale też istnieje też taka tendencja „brązownicza”. Jak można je wyważyć, czy w ogóle to jest możliwe? Proszę też pamiętać, że mówimy o uczniach – takich na przykład dwunastoletnich, którzy odbierają historię jak baśnie. Niewiele z tego rozumieją, a problem jest naprawdę trudny.

Wiem, że może się to wydać śmieszne i brzmieć jak tania wymówka, ale nauczyciela niestety ogranicza czas. Mówimy przecież o pewnej ilości czterdziestopięciominutowych lekcji, a których nie można się skupić na jednym temacie. A żeby dobrze pewne rzeczy rozstrzygnąć to trzeba je rozebrać na części pierwsze. A takich zagadnień związanych z „pedagogiką wstydu” jest wiele, nie tylko Holocaust. Na przykład kwestia I Rzeczpospolitej. Ostatnio jest bardzo modne potępianie jej, niemal całkowite. I jest to tendencja nie tylko mocna ale wciąż narastająca, poczynając od książki „Fantomowe ciało króla”. Chodzi o całą tematyką związaną ze wstydem, przede wszystkim za upadek Pierwszej Rzeczpospolitej. Jak z tym walczyć? Jak nie popadać ze skrajnej apologetyki, w skrajne poczucie beznadziejności.

Myślę, że przedstawiony wyżej schemat kształtowania historii doskonale odpowiada na te problemy. Dzieci najmłodsze nie muszą tych dylematów rozumieć, czy ich doświadczać. One powinny mieć z historii dobrą zabawę. Dzieciom nieco starszym powinno mówić się już o Polsce, ale moim zdaniem w pozytywnym świetle – przedstawiać nasze osiągnięcia, rzeczy wyróżniające spośród innych narodów, sięgać po naukowców, wynalazców, pokazywać dobre wzorce. Problem jeśli przy tym podbijaniu bębenka pozostaniemy. Myślę, że już w gimnazjum, liceum uczniowie powinni być konfrontowani z dylematami, doświadczani niejednoznacznością historii. O przeszłości winni mówić bardziej w kontekście człowieczeństwa, niż tożsamości. Przecież ta dziecięca pozytywna naiwność z nich nie wyparuje, choć wykiełkuje jednocześnie ostrożność w ocenach i krytycyzm.

Ja dzięki rodzicom i nauczycielom taką drogę edukacji przeszedłem, i nie sądzę, żebym w swoich ocenach dziejów popadał w skrajności. Nie boje się mówić o wielkości Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale przecież nie oznacza to mojej bezkrytyczności wobec tego projektu politycznego. Nie wstydzę się czcić bohaterów ratujących Żydów, ale daleki jestem też od zapominania o tych, którzy tej próby czasu nie przetrwali.

Tylko nie może być to zadanie wyłącznie szkoły. Edukacja jest w ogóle zadaniem, w które powinni angażować się rodzice, instytucje kultury, lokalne społeczności. I nie mówię tu jedynie o edukacji historycznej, ale nauczaniu w pewnej ogólności. Trzeba zrobić wszystko, żeby nauka przestała być traumą, a stała się frajdą, bo przecież poznawanie świata jest wspaniałą zabawą, z której chyba zrobiliśmy katorgę.

rozmawiał Juliusz Gałkowski

 

Sebastian Adamkiewicz – wykładowca Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii i publicysta portalu historycznego Histmag.org. Autor „Poradnika maturalnego. Historia” i e-booka „Zrozumieć Polskę szlachecką”. Doktorant w Katedrze Historii Nowożytnej UŁ. Częsty gość „Pierwszego śniadania w radiu TOK FM”. Interesuje się zagadnieniami związanymi z dydaktyką i metodyką nauczania, historią kultury, historią historiografii, propagandy i parlamentaryzmu.

 

 

Partnerzy



Przewiń do góry