Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

W pisarskim czyśćcu | Recenzja

W pisarskim czyśćcu | Recenzja

Krzysztof Masłoń, W pisarskim czyśćcu

Po niewątpliwym sukcesie wydawniczym „Od glorii do infamii” Krzysztof Masłoń zaprezentował nam drugi tom swoich krytycznych esejów poświęconych ważnym postaciom literackiego światka Polski doby PRL.

W pisarskim czyśćcu” stanowią eseistyczny misz-masz. Mamy tu bowiem pisarzy z czołowych foteli Związku Literatów Polskich, jak i mało dziś już znaną „drobnicę” pióra, wierszokletów i marnych scenopisarzy, którym tylko umiejętne rozpychanie się łokciami na klubowych salonach PZPR zapewniło chwilowe, a najczęściej mało chwalebne, istnienie w morzu komunistycznej paraliteratury. Masłoń bowiem poświęca tyleż samo stron postaciom interesującym (i ważnym, na stałe wpisanym w podręczniki literatury polskiej), jak i miernotom. Nie jest to jednak zupełnie bezzasadne. W Polsce XXI wieku faktycznie coraz mniej czytamy, a już prawie na pewno nie sięgamy po twórczość Wiktora Woroszylskiego, Wandy Wasilewskiej czy Leona Kruczkowskiego. Poezje Wojciecha Bąka (postaci nad wyraz tragicznej, aczkolwiek nie znanej częstokroć nawet polonistom) także nie należą do naszego kanonu literackiego. Nie zmienia to naturalnie faktu, że o tych ludziach pamiętać wypada. Konwicki, Szymborska, Stryjkowski, Kuśniewicz, Przyboś, Słonimski czy Żukrowski… w „literackim czyśćcu”, czasami w glorii, to znów w infamii… Dziś światem artystycznym rządzą mody, trendy, może reklamowe klipy, kiedyś poparcie partii. Dziś literat może co najwyżej przekląć kogoś na facebooku, albo wysmażyć nieprzyjemny felieton dla brukowca, dawniej jego sąd o kimś (na przykład koledze po piórze), wzmocniony bratnim poparciem ZLP, PZPR itd. itp. miał realną siłę odebrania komuś środków do życia, wolności osobistej, może nawet życia. Choćby dlatego warto pamiętać o tych… niby literatach, a właściwie – politykach, partyjnych notablach, jak choćby o Leonie Kruczkowskim, Adamie Ważyku, czy Jerzym Putramencie.

Obie książki Masłonia nie wyczerpują naturalnie tematu. Czy zatem należy spodziewać się kolejnej pozycji z tej serii? Obu przyświeca podobne założenie – przypomnieć literatów ważnych (a nieobecnych w literackich dyskusjach i na księgarskim rynku), jak choćby wspomnianego wyżej Wojciecha Bąka, i obnażyć komunistyczne zaangażowanie twórców, którym dziś skłonni jesteśmy je wybaczyć i zapomnieć (w tej grupie znajdziemy m.in. Czesława Miłosza, Juliana Tuwima, Wisławę Szymborską, Juliana Przybosia…). Obie książki Masłonia mają zatem wyraźne założenie i tym samym – nieco ograniczoną perspektywę. Są pomyślane jako swoiste antologie poezji komunistycznej. Dla czytelników interesujących się polskim socrealizmem mogą być dobrymi przewodnikami po czerwonych plamach na krajowej sztuce literackiej. Główną misją Masłonia w tym zakresie jest bowiem ukazanie nam twórczości nie tylko tych „oczywistych” stalinowców (Woroszylskiego, Wasilewskiej, Kruczkowskiego), ale i tych zwłaszcza, którym ta związkowa etykietka „uchodzi na sucho” (Różewiczowi, Miłoszowi, Kuśniewiczowi, może też i Bratnemu czy Marii Dąbrowskiej). Jednak ta jednostronna optyka ma i swój słaby punkt. Weźmy na przykład taki życiorys Gałczyńskiego, którego Masłoń broni i z czyśćca wyprowadza. Dlaczego? Otóż stosuje swoje kryterium. W obliczu ataków (także dzisiejszych) na ONR-owską przeszłość Gałczyńskiego, jest skłonny wybaczyć poecie tych kilkanaście wierszydeł pisanych ku uciesze władzy ludowej. Cóż – jego wola. Szkoda jednak, że pomija zupełnie życiowe, kręte koleje i koleiny losu, jak choćby… przejściowe wprawdzie, ale jednak – wielożeństwo. A przecież i Gałczyński gościł się pod uprzywilejowanymi adresami socjalistycznej Polski – najpierw w szczecińskiej dzielnicy literackiej, później na warszawskiej alei Róż. Takich słabszych miejsc, niedomówień i opuszczeń znaleźlibyśmy zapewne w esejach Krzysztofa Masłonia więcej.

W pisarskim czyśćcu” czyta się jednak świetnie. Literackie pióro autora jest śmigłe i świeże. Czyni to z jego najnowszej książki lekturę przyjemną w odbiorze i pasjonującą. Pozostaje zatem mieć nadzieję na kontynuację raz zaczętego cyklu. Jeszcze przecież kilkunastu interesujących artystów czeka na łaskawe… omówienie.

Ocena recenzenta: 5/6

Wydawnictwo Zysk i s-ka, 2016.

Maciej Dęboróg-Bylczyński

Partnerzy



Przewiń do góry