Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Wojenne losy płk. Pil. Witolda Łokuciewskiego, ostatniego dowódcy Dywizjonu 303

Wojenne losy płk. Pil. Witolda Łokuciewskiego, ostatniego dowódcy Dywizjonu 303

Witold Łokuciewski (1917–1990) znany jest jako Tolo. Tak mówili o nim wszyscy: rodzina, przyjaciele, koledzy. Ja również zwracałam się tak do niego, ale pozwolił mi na to dopiero jako osobie dorosłej. Przedtem mówiłam do niego „wujku”. Tak, bo Tolo to ktoś bardzo mi bliski – mój wuj i ojciec chrzestny.

Pochodził z rodziny ziemiańskiej o głębokich tradycjach patriotycznych, od pokoleń związanej z Wileńszczyzną i zasłużonej dla swojej małej ojczyzny. Jego ojciec, Antoni Łokuciewski, założył w 1918 roku w Oszmianie pierwsze i jedyne polskie Gimnazjum imienia Jana Śniadeckiego. Był jego dyrektorem (i nauczycielem matematyki) przez cały okres międzywojenny. W 1922 roku wybrano go na marszałka Sejmu Wileńskiego, który zdecydował o przyłączeniu Wileńszczyzny do Polski.

Barwne życie Tola mogłoby być znakomitą ilustracją maksymy: raz na wozie, raz pod wozem. Dzieciństwo i lata nauki szkolnej upłynęły mu w Oszmianie, gdzie zdał maturę w 1935 roku. Potem wspaniała przygoda – słynna „Szkoła Orląt”, czyli Szkoła Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą ukończył 15 października 1938 roku (XI promocja). Świeżo upieczony podporucznik pilot dostał przydział do elitarnego 1 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Warszawie, do 112 eskadry. Potem wojna i walka z Niemcami na różnych frontach. Nazwisko Tola kojarzy się przede wszystkim z bitwą o Anglię i Dywizjonem 303. I słusznie – był przecież jego pilotem i ostatnim dowódcą. Niewątpliwie służba w dywizjonie to ogromnie ważna, może nawet najważniejsza, a z pewnością najbardziej burzliwa część jego biografii. Ale przedtem walczył jeszcze w kampanii wrześniowej w brygadzie pościgowej i w kampanii francuskiej.

Dęblin 1936, "Szkoła Orląt"

Dęblin 1936, „Szkoła Orląt”

Walczył skutecznie. Jego konto zestrzeleń rosło, ale był też dwukrotnie ciężko ranny. Przybywało odznaczeń: Krzyż Walecznych (trzykrotnie), Virtuti Militari kl. V, francuski Croix de Guerre, angielski Distinghuished Flying Cross, Medal Lotniczy, Crew Europe Star i inne. I choć trzy lata spędził w niewoli niemieckiej, tego, co zestrzelił przedtem (wg tzw. listy Bajana – 8 samolotów zestrzelonych na pewno, 31/2. prawdopodobnie) starczyło na tytuł asa lotnictwa myśliwskiego. Tytuł ten wywodzi się jeszcze z czasów I wojny światowej. Nadawano go w lotnictwie francuskim pilotom, którzy zestrzelili 5 samolotów nieprzyjacielskich. Podczas II wojny światowej przyjęto go w lotnictwie amerykańskim, a także – chociaż nieoficjalnie – w lotnictwie polskim na Zachodzie.

Służbę w Dywizjonie 303 Tolo rozpoczął w 1940 roku jako podporucznik, w 1942 roku był już kapitanem i dowódcą eskadry. Potem trzy lata przerwy w lotniczym życiorysie (Stalag Luft 3 w Żaganiu). Ucieczka z niewoli. Znów Anglia i Dywizjon 303. W 1946 roku zostaje jego ostatnim dowódcą w stopniu majora. Miał wtedy 29 lat. To on podczas ceremonii rozwiązania jednostki zdejmował ze swojego mustanga odznakę bojową dywizjonu – skrzyżowane kosy i rogatywka na biało-czerwonym tle.

Po wojnie, jako jeden z nielicznych, decyduje się na powrót do kraju. Powrót w rodzinne strony nie wchodzi w grę. Zmienił się ustrój, zmieniły się granice naszego państwa. Wileńszczyzna została wcielona do Związku Radzieckiego. Aby żyć w Polsce, najbliżsi Tola, podobnie jak tysiące innych Polaków, musieli opuścić rodzinne strony. Nazywało się to „repatriacja”. Określenie kłamliwe. Oznacza bowiem, a raczej powinno oznaczać, powrót do ojczyzny. Niestety, dla wszystkich Kresowiaków, którzy się na nią zdecydowali, repatriacja oznaczała wyjazd z rodzinnych stron na zawsze. W rzeczywistości była to więc ekspatriacja, czyli wysiedlenie lub wymuszone opuszczenie ojczystego kraju. I tak się wreszcie teraz o tym mówi. Transporty z „repatriantami” szły po prostu „do Polski”. Nie wybierało się miejsca docelowego. Transport, którym jechał Tolo z rodziną, przyjechał do Lublina w 1947 roku.

Partnerzy



Przewiń do góry