Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Wojskowość za czasów dynastii Karolingów

Wojskowość za czasów dynastii Karolingów

Ze względu na walory bojowe, lepsze wyposażenie i wyszkolenie, to konnica wiodła prym w frankijskiej armii. Wraz z kolejnymi wiekami, zdobywała w niej coraz większą wagę, aż w VIII wieku całkowicie ją zdominowała. Karolińska jazda stosowała taktykę zaskoczenia i brawury polegającą na silnych, przełamujących uderzeniach wprowadzających panikę w szeregach przeciwnika. Konnica walczyła w jednostkach zwanych „Cunei” liczących 50- 100 jezdnych. Jeśli zaistniała taka potrzeba, jazdę przezbrajano na lekkie konne jednostki, których bronią były między innymi oszczepy. Świadczy to o dobrym wyszkoleniu i elastyczności tej konnej formacji. Upowszechnił się mit, iż jazda frankijska swą skuteczność zawdzięczała strzemionom, które to przyjęto od Awarów. Nie jest to prawda, ponieważ strzemiona miały przede wszystkim za zadanie ułatwić konnym pokonywanie długich dystansów i zmniejszyć zmęczenie w trakcie jazdy. Pewniejszy dosiad zapewniały dość wysokie siodła, dzięki którym jeździec był trudniejszy do zrzucenia z końskiego grzbietu. Nieprawidłowym jest również wyobrażenie frankijskiego wojownika składającego się do uderzenia włócznią, trzymając ją pod pachą tak, jak czyniło to rycerstwo z kopią. Frankowie walcząc konno, włócznią zadawali ciosy od góry albo od dołu tak jak robiła to jazda w starożytności. Czasem nawet trzymali ją oburącz. Co ciekawe, Frankowie dysponowali dość szczególnym rodzajem konnych łuczników. Walczyli oni pieszo, a konie wykorzystywali do szybkiego przemieszczania się. Można rzec, że byli to swego rodzaju „łuczniczy dragoni”. Opancerzeni, frankijscy jeźdźcy najczęściej dosiadali tzw. konia berberyjskiego. Frankowie wybierali te rasę ze względu na jej siłę i wytrzymałość, jaka była potrzebna do walki z ciężkim, okrytym pancerzem wojownikiem na grzbiecie.

Mapa Europy przedstawiająca Europę w 814 roku Zdj. Wikimedia Commons

Mapa Europy przedstawiająca Europę w 814 roku Zdj. Wikimedia Commons

Niczym byłoby wojsko, nawet najlepiej uzbrojone, gdyby nie wyszkolenie i dyscyplina. Frankowie pod tym względem również stali na dobrym poziomie. Przeciętny mężczyzna, od maleńkości miał styczność z bronią i walką. W wieku dziecięcym popularne były zabawy drewnianymi mieczami i udawane pojedynki. Podrostki, które mogły brać udział w polowaniach, również tam zyskiwały doświadczenie, sprawdzając swoje umiejętności na dzikiej zwierzynie. Bardzo ważne były warunki życia. Młodzi chłopcy zarówno z warstw niższych, jak i wyższych, przyzwyczajeni byli do ciężkiej egzystencji w trudnych warunkach. Trening z prawdziwego zdarzenia obowiązywał adeptów wojskowego fachu tylko z bogatych rodzin. Oprócz ćwiczeń na drewnianej broni, trenowali walkę różnymi rodzajami „ostrego” oręża, jazdę konną, walkę z końskiego grzbietu i pieszo. Ciekawym elementem szkolenia była swego rodzaju zabawa, zwana „causa exercitii”. Polegała ona na starciu się dwóch, równych ilościowo, drużyn z użyciem prawdopodobnie drewnianej broni. Taka zabawa uczyła nie tylko współpracy w grupie, ale też przyzwyczajała do bitewnego chaosu. Surowa dyscyplina odgrywała bardzo ważną rolę. Sam Karol Wielki jako wzór drylu uznawał rzymskie legiony i to na nich próbował się wzorować. Wojsko musiało być bezwzględnie posłuszne dowódcy, którego rozkazy ogłaszane były z pomocą trąb i chorągwi wyznaczających kierunek. Niesubordynacja spotykała się z surowym wymiarem kary.

Armia Karolingów była mieszaniną oddziałów pochodzących z różnych rejonów państwa. Głównym dowódcą był Król, jednak w razie jego nieobecności dowodził majordom. Dużymi armiami mogli dowodzić tylko Frankowie. Dawało to w pewnym stopniu zabezpieczenie przed zdradą. Poszczególnymi jednostkami niejednolitymi etnicznie dowodzili lokalni, poddani królowi możni. Na różnorodność frankijskiej armii składały się oddziały wojsk sprzymierzonych lub w pełni podległych. Nie było niczym dziwnym zobaczyć w niej bretońską konnicę, słynącą z odwagi i tego, że wzorem rzymskich clibanarii pokrywała pancerzem konie, czy hiszpańską piechotę miotającą oszczepami. Za ciągnącym się wojskiem podążała też inna armia, złożona z kupców i wszelkiej maści szulerów szukających łatwego zysku. Według źródeł znana była z zawziętości w obronie własnego dobytku i wszelkiego rodzaju rozpusty, z opowiadaniem „brudnych dowcipów” włącznie.

Partnerzy



Przewiń do góry