Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Zasady eksploatacji zasobów kapitałowych przez rząd dawniej i dziś – zarys historyczno-porównawczy

Zasady eksploatacji zasobów kapitałowych przez rząd dawniej i dziś – zarys historyczno-porównawczy

Rząd jest terytorialnym monopolistą w dziedzinie stosowania przymusu – podmiotem prawnym, który może dopuszczać się ciągłego, ustawowo usankcjonowanego naruszania prawa własności i wyzyskiwania prywatnych właścicieli za pomocą podatków, ubezpieczeń i innych regulacji. Założyć należy, że członkowie rządu nie kierują się w swych poczynaniach niczym innym, niż tylko własnym interesem, należy więc spodziewać się, że klasa rządząca będzie starać się wykorzystać monopol przymusu do zwiększenia wyzysku. Z doświadczenia historii wiemy jednak, że nie każdy rodzaj rządu będzie jednakowo skuteczny w dążeniu do eksploatacji finansowej podatnika i każdy będzie robił to innymi metodami. Z analizy teorii ekonomicznej wynika, że postępowanie rządu będzie zasadniczo odmienne w zależności od tego czy aparat przymusu stanowi prywatną własność, czy też publiczną.

Charakterystyczną cechą prywatnej własności rządu jest to, że eksploatowane zasoby i przywilej wyzysku stanowią prywatną własność władcy (króla, dyktatora). Pozyskane zasoby są włączone do prywatnego majątku dynastii rządzącej, a przywilej monopolu przyszłej eksploatacji wchodzi w ich skład jako tytuł, który zapewnia natychmiastowy wzrost jego teraźniejszej wartości. Najważniejsze jest tu jednak to, że władca jako prywatny właściciel majątku rządu, ma prawo przekazać go spadkobiercy, sprzedać, wydzierżawić lub podarować część albo całość swego uprzywilejowanego majątku, zatrzymując dla siebie zapłatę uzyskaną z transakcji. W przypadku rządu będącego własnością publiczną (demokracji), kontrola nad aparatem rządu znajduje się w rękach powiernika lub zarządcy (premiera). Zarządca może używać tego aparatu dla osiągania korzyści własnych, ale nie jest oczywiście jego właścicielem. Nie może sprzedać zasobów własnych i zatrzymać dla siebie zapłaty, nie może też przekazać tych zasobów swemu spadkobiercy. Jest on więc posiadaczem bieżącego użytkowania zasobów rządu, ale nie ich wartości kapitałowej. W bieżącej analizie ważne jest też to, że dostęp do stanowisk w państwie, gdzie istnieje publiczna własność rządu, jest nieograniczony. Zasadniczo każdy może stać się zarządcą rządu. Z podanych wyżej twierdzeń należy wyciągnąć dwa zasadnicze wnioski:

I) Właściciel prywatnego rządu będzie planował, mając na uwadze dłuższy horyzont czasowy, tzn. poziom jego preferencji czasowej będzie niższy, w związku z czym zakres stosowanej przez niego eksploatacji będzie mniejszy niż zakres ucisku podatkowego stosowanego przez zarządcę państwa.

II) Społeczeństwo poddane intensywniejszej eksploatacji będzie bardziej zorientowane na teraźniejszość, przez co nie będzie skłonne do oszczędzania i inwestowania. Taki stan rzeczy ma miejsce w państwach, gdzie domena rządowa jest własnością publiczną.

Prywatny właściciel rządu będzie zapewne dążył do powiększenia swego bogactwa, czyli obecnej wartości swego majątku oraz bieżących dochodów. Władca nie dopuści więc do tego, żeby jego bieżący dochód wzrastał kosztem nadmiernego spadku teraźniejszej wartości jego aktywów. Ponieważ pozyskiwanie bieżącego dochodu zawsze ma wpływ na bieżącą wartość aktywów, to prywatna własność z natury prowadzi do kalkulacji ekonomicznej i sprzyja dalekowzroczności. W przypadku prywatnej własności rządu oznacza to, że władca będzie się wykazywał wstrzemięźliwością w korzystaniu z przywileju eksploatacji swych poddanych, bo działania eksploatacyjne z definicji pasożytują na wcześniejszych działaniach produkcyjnych. Jeżeli nic nie zostanie wyprodukowane, to nic nie będzie można opodatkować. Kiedy zaś wszystko zostanie wyeksploatowane, to cała przyszła produkcja zostanie oczywiście gwałtownie wstrzymana. Prywatny właściciel rządu będzie się więc wstrzymywał od nadmiernego ucisku podatkowego w obawie przed stratą dochodów. Wiadomo bowiem, że im niższy jest stopień eksploatacji, tym większa jest produktywność społeczeństwa. Jeśli zaś produktywność społeczeństwa rośnie, tym wyższa będzie wartość należnego władcy pasożytniczego monopolu eksploatacji. Monarcha będzie oczywiście wykorzystywał swój przywilej podatkowy, wykorzystywanie społeczeństwa będzie oczywiście funkcjonować, ale w jego interesie jako prywatnego właściciela rządu jest pasożytowanie na gospodarce, która stale się rozwija, bo dzięki temu bez żadnego wysiłku ze swej strony zwiększy tylko własne bogactwo i pomyślność. Dlatego dokonywana przez władcę eksploatacja będzie się utrzymywać na niskim poziomie.

      

Zupełnie inna sytuacja powstanie wówczas, kiedy władzę będzie sprawował publiczny zarządca. Będzie on dążył nie do powiększenia ogólnego bogactwa rządu, ale do uzyskania jak najwyższego bieżącego dochodu (bez względu na koszty). Nawet gdyby zarządca chciał działać inaczej, to i tak nie może tego uczynić, ponieważ zasoby rządu są własnością publiczną, są zatem niezbywalne. Nieuchronnym więc skutkiem własności publicznej rządu jest konsumpcja kapitału. Tymczasowy zarządca zamiast utrzymać lub nawet powiększyć wartość majątku, będzie się starał szybko zużyć jak najwięcej rządowych zasobów, ponieważ czego nie wykorzysta teraz, nie będzie mógł skonsumować już nigdy. Zarządca publiczny nie będzie miał też interesu, żeby nie doprowadzić państwa do ruiny. Nic bowiem nie skłania go do tego, by nie dążyć do zwiększenia eksploatacji. Polityka umiaru stosowana przez monarchę nie daje mu osobistych korzyści, natomiast polityka eksploatacji, której skutkiem jest wyższy dochód, umożliwia mu czerpanie takich profitów. Dla zarządcy inaczej niż dla prywatnego właściciela rządu – powściągliwość ma swe wady. W ustroju, w którym rząd stanowi publiczną własność, teoretycznie każdy może stać się członkiem klasy rządzącej, a nawet znaleźć się na szczycie władzy. Podział na rządzonych i rządzących zaciera się, a świadomość klasowa rządzonych oczywiście również ulega destrukcji. Powstaje nawet złudzenie, że podział na rządzonych i rządzących przestaje istnieć. Dlatego opór społeczeństwa przeciw nadmiernej eksploatacji i władzy rządu ulega poważnemu osłabieniu. Prywatna własność rządu jest korzystna nie tylko dla władcy, ale i dla podatnika, gdyż świadczenia podatkowe mają charakter prosty, jawny i powszechny.

W czasach panowania królów i książąt stosowano zazwyczaj tylko dwa podatki na rzecz państwa; był to podatek pogłówny i podymne. Podatek pogłówny płacili wszyscy mieszkańcy danego kraju, gdyż każda jednostka była w taki sam sposób chroniona przed zagrożeniem zewnętrznym (napaść wrogiej armii), jak i wewnętrznym (kradzież, morderstwo, rozbój). Podymne zaś było świadczeniem na rzecz państwa, które płacono w zależności od wartości posiadanej nieruchomości. Ostatnim podatkiem, jaki stosowano w czasach panowania monarchii, było świadczenie na rzecz Kościoła katolickiego, jakim była dziesięcina – płacona głównie przez chłopów i szlachtę. Obecnie w czasach panowania demokracji nastąpił znaczący przyrost świadczeń i danin pieniężnych, jakie podatnik winien jest świadczyć organom państwa.

Z punktu widzenia teorii ekonomii koniec I wojny światowej można uznać za moment, w którym prywatna własność rządu została całkowicie zastąpiona przez publiczną własność rządu i od tego czasu pojawiły się tendencje do zwiększania eksploatacji – rozrastania się rządu oraz do podnoszenia się stopnia preferencji czasowej zorientowanej na teraźniejszość.

Procesy te są zasadniczym składnikiem historii Zachodu po I wojnie powszechnej. Ich zapowiedź można dostrzec już w ostatnim trzydziestoleciu XIX w., kiedy wprowadzono po raz pierwszy podatek dochodowy w Wielkiej Brytanii. Francja po raz pierwszy wprowadziła taki typ podatku w 1873, Włochy w 1877, Norwegia w 1892, Holandia w 1894, Austria w 1989, a USA w 1913. Wraz z nastaniem ery demokracji nakłady na sferę publiczną zaczęły rosnąć, zwłaszcza w okresie I wojny powszechnej i bezpośrednio po jej zakończeniu. W latach 20. i 30. XX w. wydatki rządowe w stosunku do PKB wzrosły o 20% , a w latach 70. aż o 50%. Obciążenia podatkowe skutkowały oczywiście wzrostem zatrudnienia w sektorze publicznym. W czasach monarchii liczba osób zatrudnionych w budżetówce nie przekraczała zazwyczaj 3% ogółu pracujących. Ministrowie i parlamentarzyści nie otrzymywali wynagrodzenia, traktując swoją służbę na rzecz władcy jako zaszczyt i wielkie osobiste wyróżnienie. Tymczasem wraz ze wzrostem procesu demokratyzacji ministrowie stali się urzędnikami państwowymi wynagradzanymi przez aparat rządowy. W Austrii np. liczba zatrudnionych w instytucjach państwowych w stosunku do wszystkich zatrudnionych wzrosła z 3% w 1900 r. do ponad 8% w latach 20. XX w. i prawie 15% w latach 50. tego samego stulecia. Podobny proces miał miejsce w pozostałych państwach w starej Europie. 

Prawidłowości takie dostrzec można również w świecie pieniądza i inflacji. W starych czasach monarchii posługiwano się pieniądzem towarowym, było to złoto albo srebro, a po ustanowieniu światowej gospodarki w XVII i XVIII w, pieniądzem było tylko złoto. Pieniądz towarowy utrudnia rządzącym zwiększanie podaży tego towaru na rynku, ponieważ zależy to od dostępnych źródeł tego kruszcu na świecie i możliwości wydobycia. Królowie oczywiście pragnęli wzbogacić się kosztem społeczeństwa, stosując domieszki kruszców nieszlachetnych do bitej przez siebie monety. Stosowano też inne metody jak np. produkowanie pieniądza papierowego, taką walutę wyemitował w Europie Bank Anglii w 1694 r. i eksperyment ten zakończył się katastrofa ekonomiczną. Dopiero w czasach demokracji wprowadzono na stałe pieniądz papierowy, po I wojnie światowej państwa zaangażowane  w konflikt odeszły od waluty złotej.

Spowodowało to gwałtowną podaż pieniądza w Niemczech, Austrii i oczywiście Rosji Sowieckiej. Po tej katastrofie nie powrócono już do waluty złotej, uznano, że wystarczy powiązać pieniądz ze złotem. System waluty dewizowo-złotej obowiązywał od lat 20. XX w. do 1971 roku. W USA Bank Rezerwy Federalnej  wymieniał swoje pieniądze na złoto jedynie na życzenie innych banków centralnych. Częściowo system ten pośrednio odpowiedzialny jest za wywołanie II wojny światowej, gdyż w tym czasie doszło do kilku kryzysów ekonomicznych, które spowodowały wzrost niezadowolenia społecznego i narastanie negatywnych emocji w wielu państwach europejskich. Po 1971 r. USA odeszły od tego systemu w obawie przed możliwą ruiną finansów publicznych, stałoby się tak, gdyż kilka krajów europejskich zgromadziło ogromne rezerwy dolarowe. Taka sytuacja rodziła zasadnicze obawy przed możliwym transferem europejskich petrodolarów na rynek amerykański.

Od tej pory świat oparty jest jedynie na pieniądzu fiducjarnym  z płynnymi kursami walut. Tego typu system istnieje tak w Europie, jak i w USA. Pieniądz papierowy jest swoistym symbolem publicznej własności rządu. Zarządca rządu zainteresowany jest wprowadzeniem na rynek takiej ilości pieniądza, która gwarantuje wywołanie niewielkiej inflacji. Rządy demokratyczne zainteresowane są kontrolowaną inflacją pieniądza, gdyż pozwala to finansować dług wewnętrzny z podatku VAT. Zewnętrzne efekty istnienia monopolistycznego producenta pieniędzy oraz systemu bankowości opartej na rezerwach cząstkowych wiążą się oczywiście z bazą poruszanego tu problemu. Nadając pieniądzowi papierowemu uprzywilejowaną pozycję poprzez monopol na jego produkowanie, państwo sprawia, że prawa własności pieniądza nie są chronione i że część kosztów produkcji środka płatniczego przerzuca się na innych. Korzyści z produkcji banknotów przypadają jego producentom czyli rządom i bankom centralnym. Wszystkim użytkownikom pieniądza papierowego narzucone są koszty zewnętrzne w postaci rosnących cen oraz niższej jakości pieniądza. Produkcja pieniądza fiducjarnego obniża też przeciętną jakość aktywów zabezpieczających walutę.

Pieniądz papierowy pozwala też wprowadzać zarządcy nowe podatki, ponieważ obywatel nie ma możliwości zrezygnowania z prawnego środka płatniczego jakim jest bilet banku centralnego. Mechanizmy te pozwoliły na wprowadzenie licznych nowych danin podatkowych, takich jak np. podatek CIT czy podatek akcyzowy. Nowe podatki generują oczywiście nowe stanowiska w sferze budżetowej i spadek opłacalności produkcji w sektorze prywatnych przedsiębiorstw, szczególnie dotyczy to małych i średnich firm, które de facto przynoszą centrali największe zyski z podatków. W efekcie, dzięki takiej polityce fiskalnej, zarządca może pozwolić sobie na takie działania polityczne, na które nie zdobyłby się żaden władca w epoce monarchicznej. Sugestia ta dotyczy tak sfery politycznej, jak i gospodarczej, w którą stale ingeruje państwo.

Od początku ery demokratycznej doszło więc do inflacji i deprecjacji waluty. W epoce monarchicznej, gdy pieniądz towarowy był pod kontrolą władcy, poziom cen spadał a siła nabywcza na ogół rosła. Wyjątkiem od tej zasady były okresy wojen i odkryć nowych żył złota. Na podstawie różnych wskaźników cen w Zjednoczonym Królestwie można stwierdzić, że ceny w 1760 r. były znacznie niższe niż sto lat wcześniej, a w 1860 r. niż w r. 1760. W innych państwach powiązanych systemem międzynarodowym standardu złota, sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Inaczej sprawy się mają w erze demokracji. Światowe centrum finansowe przeniosło się z Londynu do Nowego Jorku, USA po wojnie zaczęły decydować o kształcie międzynarodowego porządku pieniężnego. Przed rozpoczęciem I wojny światowej wskaźnik hurtowych cen towarów w USA spadł z 125 w 1868 r., po wojnie secesyjnej do 80 w r. 1914. Był on wtedy mniejszy niż w r. 1880. Po zakończeniu I wojny światowej, w 1921 r. wskaźnik cen hurtowych w USA wyniósł 113. Zakończenie II wojny powszechnej przyniosło nowe zmiany i w 1948 r. wskaźnik ten wyniósł 185. W 1971 r. wynosił 255, w r. 1991 wyniósł on 1000. 

Daniel Wójcik

 Bibliografia:

B. SOBOLEWSKA, M. SOBOLEWSKI Myśl polityczna XIX i XX w. Liberalizm, Warszawa 1978;

F. von HAYEK Konstytucja wolności, Warszawa 1987 (wydana poza cenzurą);

J. LEWANDOWSKI Neoliberałowie wobec współczesności, Gdynia 1991;

P. ŚPIEWAK Ideologie i obywatele, Warszawa 1991;

B. Benedykciuk, R. Kołodziejczyk Tradycje liberalne w Polsce, Warszawa 1993;

K. POPPER Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, Warszawa 1993;

M. NOVAK Liberalizm — sprzymierzeniec czy wróg Kościoła, Poznań 1993;

I. BERLIN Cztery eseje o wolności, Warszawa 1994;

J. GREY Liberalizm, Kraków 1994;

J. SZACKI Liberalizm po komunizmie, Kraków 1994;

Liberalizm u schyłku XX w., red. J. Miklaszewska, Kraków 1999;

J. Szachaj Jednostka czy wspólnota, Warszawa 2000.

Partnerzy



Przewiń do góry