Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920 | Recenzja

Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920 | Recenzja

Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920, Jerzy Konrad Maciejewski

Wojenne zwycięstwa i heroizmy są powszechnie znane, przez wielu były opisywane. Jednak w oficjalnych zapisach nie ma prawdziwej atmosfery wojny. Ich autorów – można by rzec – że prawie w ogóle nie interesuje, co naprawdę przeżywa żołnierz. Większość pamiętników opiewa samą ideę wojny, a płacą za to wszystko ci, co giną od kul. Wspomnienia Jerzego Konrada Maciejewskiego nie są typowymi zapiskami z frontowego życia. Nie ma tu hurrapatriotycznych opisów walk, jedynie surowa prawda okopów. Autor nie oszczędza dowódców (dostało się nawet Piłsudskiemu), ale też siebie i swych kolegów – szeregowych żołnierzy.

Książka do nabycia w księgarni historycznej Wolum.pl – Zawadiaka. Dzienniki frontowe 1914-1920 

W książkach o wojnie jest zazwyczaj wiele statystyk, bohaterskich czynów, zwycięskich bitew i wielkich porażek, a mało prawdy o człowieku. Ta książka jest inna.

Zalatyczówka, 23 lutego: (…) Jeden z żołnierzy 4 kompanii zaczyna ściągać bolszewikowi buty. Nie chcą złazić. Brutalnie opiera swoją nogę w kroku rannego i ciągnie. Ciągną we dwóch, ranny stęknął. „A ty, sk…synie, żyjesz?!” – dwie kule w łeb skończyły jego żywot i buty w końcu zdjęto.

Plut. Jerzy Konrad Maciejewski otwarcie pokazuje żołnierzy w czasie wojny – w ich trudnej, ale i barwnej codzienności. Autor, będący żołnierzem-kronikarzem, był świadkiem wielu dla Polski ważnych zdarzeń. Był jednym z ochotników, którzy w listopadzie 1918 roku zgłosili się do wojska. W całym kraju z napięciem śledzono przebieg polsko-ukraińskich walk o Lwów. Maciejewski za walkę z Ukraińcami dostał order Virtuti Militari, jednak w lipcu 1919 roku pisał w liście do matki: Uwolnić mnie z wojska nie uwolnią, trzeba się o to starać energicznie! A więc Mama zwróci się do ministerium i przedstawi sprawę w prawdziwym świetle: 1) Mama nie jest zdolna do pracy zarobkowej, 2) nie ma źródeł utrzymania, 3) jestem jedynakiem, 4) utrzymuję rodzinę. Wobec powyższego prosi Mama o zwolnienie mnie z wojska, tym bardziej że służę na froncie dziewięć miesięcy i szwankuje na piersi.

Jerzy Konrad Maciejewski, żołnierz 19 Pułku Piechoty Odsieczy Lwowa (swoją drogą, to pierwsza publikowana relacja żołnierza tego pułku) – nie został zwolniony, przeszedł szlak bojowy do ostatniego momentu wojny z bolszewikami, doświadczając jej skutków – i tym samym mając odwagę o tym pisać.

Bóbrka, Cmentarz, 26 sierpnia: (…) Maszerujemy za miasto na cmentarz i tu w cieniu grobów i krzyży stajemy jako rezerwa i ochrona tyłów. Wybrawszy jakąś stosunkowo świeżą mogiłę (bo była sucha), zakładam na niej główną kwaterę i każę Dudusiowi brać się za gotowanie kolacji. W tym celu obok grobu wisielca (…) rozłożyliśmy ognisko, a z przyniesione przez Dudusia kury i ziemniaków gotujemy smakowity rosół. Jako jarzyna – pieczone kartofle, na deser kukurydza (…). Kłopot z drewnem zażegnany rekwizycją spróchniałych krzyży. Mówi się trudno – wojna…

Oczywiście trudy żołnierskiej doli to nie tylko obawa o życie w walce z nieprzyjacielem, długie godziny na warcie, wyczerpujące marsze…, ale także brak kobiety! Jednak i z tym sobie radzono. Lwów Łyczaków, 18 sierpnia: (…) Mnie w udziale przypadła „blondynka Niusia”. Pierwszy raz moja wizyta w takim domu zakończyła się realnym rezultatem, ale ogromny wstręt budzi proces zwierzęcego załatwiania swych popędów płciowych. (…) Sam akt uproszczony i skrócony ogromnie, noc obliczona jest tak, aby przyjąć i „załatwić” jak największą liczbę „gości” (…). Słusznie zaznaczył jeden z publicystów, że niechaj nie będzie popytu, to i podaży nie będzie. Zresztą dla tych, dla których przytoczone fragmenty nie są niczym nadzwyczajnym, napiszę tak: w książce jest cała masa pikantniejszych opisów, które burzą obraz heroicznego i szarmanckiego chłopca, przyodzianego w polski mundur.

Dzienniki owego zawadiaki czyta się bardzo dobrze. Momentami lektura pochłania w całości. Wszak obok rozgrywających się spraw, które znane są z kart historii – mamy tu zwykłe troski i znoje frontowego życia. Żołnierze kradną kury, rekwirują pieniądze, zabawiają się z dziewkami – może i są patriotami, dzielnie walczą z hordami Ukraińców, czy bolszewików, ale mam wrażenie, że to odchodzi na drugi plan. Maciejewski pisze otwarcie, że nie ma pojęcia dlaczego wojna o Kresy, skoro większość tam mieszkających, to Ukraińcy, a po chwili dodaje: Gdybym nie był żołnierzem, zostałbym anarchistą.

Możemy oczami autora spojrzeć na wymiar wojennej rzeczywistości. Bezdyskusyjną wartością relacji Maciejewskiego jest ukazanie losów pojedynczych żołnierzy na wojnie, której skutki były jednako tragiczne dla pokonanych, jak i dla zwycięzców (o ofiarach wojen polsko-ukraińskiej, czy polsko-bolszewickiej mówi się mało).

Autor dzienników to świadek wyjątkowy. Dzięki zmysłowi literackiemu potrafił w niebanalny sposób przekazać swoje doświadczenia wojenne, ale przede wszystkim jego opis jest uczciwy, pełen realizmu – nie tworzy pomnika chwały, ani epitafium – to unikatowe dzieło.

Wydawnictwo Karta doskonale wstrzeliwuje się z wydawanymi książkami. Nie powielają tematów, a raczej szukają kontrowersji – jest tak właśnie w przypadku Maciejewskiego i jego frontowych dzienników. Jak czytamy we wstępie autorstwa Agnieszki Knyt: Jerzy Konrad Maciejewski pisał otwarcie o wrunkach, w jakich przyszło im żyć w czasie I wojny, a także o wszystkich wymiarach frontu i życia na jego zapleczu w czasie wojny z Ukraińcami i bolszewikami: brutalność walk, znęcaniu się nad jeńcami, gwałtach i rabowaniu ludności cywilnej. O wszystkich wymiarach tamtej rzeczywistości, które nie mieszczą się w definicji bohaterstwa. Choć sam został bohaterem Virtuti Militari.

Polecam.

Ocena recenzenta: 6/6

Anita Świątkowska

Partnerzy



Przewiń do góry