Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Zbigniew. Książę Polski | Recenzja

Zbigniew. Książę Polski | Recenzja

Norbert Delestowicz. Zbigniew. Książę Polski

Książka Norberta Delestowicza „Zbigniew. Książę Polski” ukazała się w serii wydawniczej Poczet Władców nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Autor jest doktorantem na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest to już druga po Bolesławie II Szczodrym – stryju Zbigniewa biografia jednego z Piastów pióra tegoż autora, która ukazuje się drukiem, co jak można mniemać wynika ze szczególnego zainteresowania badacza okresem monarchii wczesnopiastowskiej. Chronologicznie książka obejmuje okres historii Polski od Mieszka I do końców rządów Bolesława Krzywoustego.

Książka ma przejrzysty i czytelny układ. Poza wprowadzeniem (s. 5-7), zakończeniem (s. 217 -223) i obszerną bibliografią (s. 225-244) posiada siedem rozdziałów (s. 9-216), które z kolei są podzielone na klarowne podrozdziały. Rozdział I (s. 9-52) gdzie otrzymujemy syntetyczny wykład dziejów Polski od czasów Mieszka I do wygnania Bolesława Szczodrego i rozdział VII, w którym autor omawia samodzielne rządy Bolesława Krzywoustego do jego śmierci w 1138 (s. 211 – 223) stanowią oprawę dla zasadniczej części pracy – rozdziałów II – VI, w których badacz próbuje odtworzyć biografię, jednego z najbardziej tajemniczych polskich książąt.

Próbuje, gdyż historyk, który stawia taki cel prędzej czy później, z braku wiarygodnych źródeł będzie zmuszony uciekać się do domysłów. Delestowicz, co zrozumiałe swoją pracę oparł w zdecydowanej części na Kronice Polskiej Anonima zwanego Gallem, z której to znajdziemy w każdym z rozdziałów obszerne cytaty. Źródło to, napisane jak się powszechnie uważa, na zlecenie Bolesława, zwycięskiego rywala Zbigniewa do tronu, jest z oczywistych względów tendencyjne. Autor oparł się pokusie nadmiernej spekulacji, ale jednak konsekwentnie odziera tekst Anonima z figur retorycznych i z ciekawością zagląda tam gdzie dziejopisarz zarzuca zasłonę milczenia. Wyraźnie oddziela fakty od hipotez, szczegółowo omawia opinie historyków, a następnie w bardziej lub mniej przekonujący sposób uzasadnia za jaką hipotezą się opowiada, a również próbuje wysuwać własne ostrożne wnioski.

Książkę czyta się łatwo, prawie jak powieść. Biografia Zbigniewa to tragiczna historia pełna zbrodni, zdrady, chwil chwały i upadku*. Praca pozbawiona jest hermetycznego języka dostępnego tylko dla znawców tematu. Autor nie boi się sięgać po kolokwializmy, które nie wcale nie rażą, a przeciwnie dodają kolorytu i mimowolnie budzą uśmiech na ustach czytelnika. Na kartach książki Władysław Herman „pluje sobie w brodę”, Zbigniew jest „marionetką w rękach opozycji, która się nim bezczelnie posłużyła”, a krewniak Sieciecha Wojsław przybywa do Wrocławia „ot, tak sobie”. Dzięki takim zabiegom postacie historyczne opisane na kartach książki stają się nam bliższe, wręcz familiarne.

Jak słusznie zauważa autor w polskiej historiografii zakorzenił się negatywny, wręcz zbrodniczy obraz Zbigniewa, jako zdrajcy, który z obcą pomocą próbuje szkodzić ojczyźnie a tym samym sam na siebie ściąga nieszczęście. Delestowicz nie stawia swojego bohatera na piedestale. Raczej uzmysławia, że gdyby historia potoczyła się nieco inaczej, być może mielibyśmy do czynienia z ugruntowaną i powszechnie znaną opowieścią o Bolesławie Krzywoustym, który podstępem i zbrodnią próbuje sięgnąć po schedę prawowitego dziedzica – Zbigniewa. Księcia Polski.

Popularnonaukowa seria „Poczet Władców” przyzwyczaiła już czytelników do swojego wysokiego poziomu merytorycznego. Recenzowana książka Norberta Delestowicza napisana w dobrym stylu, ze znakomitą znajomością tematu z pewnością ugruntuję tę opinię.

Wojciech Olszewski

Ocena recenzenta: 6/6.

Wydawnictwo Poznańskie

*Recenzent podziela zdanie autora, iż biografia ta mogłaby posłużyć za scenariusz filmu, a co najmniej za kanwę mrocznego thrillera historycznego.

  • Paweł Mi

    Wy w tym historykonie jesteście wszystkim zachwyceni, 5/6 to najniższa ocena jaką widzę. Wyjścia są dwa: albo recenzje pisze gimbaza, której niewiele do szczęścia potrzeba, albo też odwdzięczacie się wydawcom za reklamę czy darmowe egzemplarze. W każdym razie, dla mnie wiarygodni nie jesteście.

Partnerzy



Przewiń do góry