Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Ziemia Obiecana zawsze najwięcej skrywa kości. Indiańska kraina szczęścia kontra El Dorado

Ziemia Obiecana zawsze najwięcej skrywa kości. Indiańska kraina szczęścia kontra El Dorado

Jednak w rzeczywistości żadne „nadprzyrodzone moce” nie mogły równać się z muszkietami i armatami Hiszpanów i Portugalczyków. Na przyjęcie sposobu walki od białych zdecydowali się Araukanie, czyli Indianie Mapucze zamieszkujący obecne tereny Chile. Wykorzystując militarne doświadczenia oraz konie i broń hiszpańskich konkwistadorów z powodzeniem i zaciekłością bronili swych ojczystych ziem od XVI aż do XIX stulecia! Mapucze, którzy dzięki przemyślanej taktyce zdołali przetrwać i po wygaśnięciu walk zostali objęci protekcjonistyczną (choć nadal dyskryminacyjną) polityką republikańskich rządów Chile byli jednak tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Część Indian widząc bezowocność walki zbrojnej, zaszyła się w niedostępnych zakątkach kontynentu, byle najdalej od białych i żyją po dziś dzień w „pierwotnych enklawach”, jak amazońska dżungla. Inni jeszcze mocniej związali swe nadzieje na odmianę losu z metafizyką. Wzmiankowany wyżej synkretyzm religijny posłużył im do tworzenia kolejnych proroctw o Armagedonie, czy wręcz przeciwnie – do głoszenia millenaryzmu, czyli wiary w rychłe ziemskie zbawienie od zła, które zmieni doczesne życie w raj. Te wierzenia przetrwały wśród Indian wieki, mimo że ogłaszanie zarówno końca świata, jak i nastania na ziemi wiecznej szczęśliwości, ani razu się nie ziściło. Nie wyrugowały ich nawet „modernizacje” społeczno-ekonomiczne XIX i XX wieku.

Mimo rozwoju w dwudziestowiecznej Ameryce Południowej olbrzymich metropolii, wytyczenia sieci asfaltowych dróg, linii kolejowych oraz regularnych kursów lotniczych wśród rdzennych mieszkańców Ameryki nie zginęła tradycja brazylijskich Indian Tupi-Guarani pielgrzymujących w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej. Ostatnia „wielka pielgrzymka”, a raczej migracja całego ludu, miała miejsce w 1962 roku. Wtedy to Indianie Mojo z Boliwii opuścili swe wioski, udając się na poszukiwanie Ziemi Obiecanej, którą nazywali Świętym Wzgórzem. Wierzyli, że kraina ta zapewni im dostatnie życie bez obcych ludzi (czyli białych). Pielgrzymujących Mojo nie mogły zatrzymać żadne przeszkody – ani choroby i śmierć pielgrzymów, ani prześladowania ze strony wrogiej, białej ludności spotykanej na szlaku wędrówki. Pielgrzymi bezgranicznie ufali swym szamanom, którzy prowadzili ich do nikąd. Był to w istocie akt rozpaczy najbardziej dyskryminowanej społeczności w Boliwii.

Gdy poszukiwania Ziemi Obiecanej okazały się nieefektywne, na pierwszy plan wysunęła się idea odwróconego porządku społecznego. Mówiąc najprościej – Indianie mieli zająć uprzywilejowaną pozycję białych, a biali zmienić się w chłopów, czy nawet niewolników. Inną odmianą tego mitu była tak zwana odwrócona segregacja lub idea „białej skóry”. Za sprawą cudownej przemiany, Indianie mieli stać się białymi ludźmi ze wszystkimi ich przywilejami, ci zaś zepchnięci zostaną do pozycji dyskryminowanych kolorowych tubylców. W 1960 roku w departamencie Chocó w Kolumbii pojawił się prorok zwany El Hermantio (Braciszek), który wędrując od osady do osady, wieszczył bliski koniec świata dla wszystkich bogatych, czyli prawie wyłącznie białych – sprawców nieszczęść murzyńskiej i indiańskiej ludności Chocó. Kataklizm miał objąć nie tylko przedstawicieli władz administracyjnych, misjonarzy i kupców, ale również wszystkich mieszkańców wielkich miast. Wyznawcy El Hermantio, by przetrwać koniec świata i osiągnąć szczęśliwość, musieli stać się jeszcze bardziej biedni niż dotychczas. Indianie wrzucali więc do rzeki swe najbardziej cenne srebrne ozdoby i amulety, a także niewielkie oszczędności pieniężne. Ponadto zabijali zwierzęta domowe lub oddawali je za darmo obcym. W niedługim czasie nad departamentem Chocó zawisnęło widmo głodu.

Indianie Guarani złapani przez łowców niewolników

Indianie Guarani złapani przez łowców niewolników

W 1946 roku, szaman imieniem Ciriaco głosił wśród Indian Tukuna nadejście nowej ery szczęśliwości, w której Indianie zamieszkają w „cudownym mieście”. Żeby przyspieszyć ten upragniony moment, tubylcy wykarczowali w dżungli długą aleję, mającą być w przyszłości centrum nowej indiańskiej metropolii. Na jej poboczach wbili nawet wysokie słupy, mające imitować latarnie uliczne. Wierzyli, iż za sprawą magii rozbłyśnie pewnego dnia na nich światło elektryczne. Szczęśliwi Indianie mieli mieszkać w tej „Nowej Jerozolimie” razem ze swymi dobroczyńcami – mitycznymi istotami, które będą dostarczać im wszelkich dobrodziejstw współczesnej cywilizacji przemysłowej. Podobne mity zaczęły szerzyć się dwadzieścia lat później wśród brazylijskich Indian Canela. Biali mieli zostać wygnani ze swych siedzib i zmuszeni do życia w głębi dżungli. Jednocześnie Indianie zajmą ich miejsce, przejmując cały majątek białych: samochody, łodzie, samoloty, a nawet miasta.

Partnerzy



Przewiń do góry