Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Zła, dobra, brzydka. Amerykańska historia w spaghetti westernach

Zła, dobra, brzydka. Amerykańska historia w spaghetti westernach

Sledge2Sergio Leone lubił „naginać konwencję i łamać schemat”. Nie inaczej było w kolejnym jego arcydziele Pewnego razu na Dzikim Zachodzie. Film równie dobrze znany i opisywany jak dolarowa trylogia. Często też jest podawany jako przykład najbardziej „amerykańskiego” i „tradycyjnego” westernu Leone (część imponujących rozmachem zdjęć kręcono w Ameryce). W istocie, w tej monumentalnej historii o budowie amerykańskiej linii kolejowej mógłby spokojnie pojawić się sam John Wayne (chociaż miałby wiele zastrzeżeń…). Jednak i tutaj Leone „jest sobą”. Między innymi w roli bandyty Franka o biznesowych aspiracjach obsadza „symbol dobrych bohaterów kina amerykańskiego” – Henry’ego Fondę. Posuwa się nawet do tego, że Frank dopuszcza się wyjątkowo nikczemnej zbrodni – zabija z zimną krwią dziecko! Jego protagonistą, a zarazem jednym z głównych bohaterów jest Latynos! Rewolwerowiec o przydomku Harmonijka grany przez Charlesa Bronsona to Meksykanin, któremu Frank w dzieciństwie zamordował brata. I ostatnie „odstępstwo”, które także jest złamaniem schematu spaghetti westernu. Prawdziwym bohaterem tego filmu (spokojnie można powiedzieć: „twardzielem”) jest grana przez zjawiskową Claudie Cardinale prostytutka Jill McBain. Ta kobieta po przejściach – pozornie bezbronna w świecie, gdzie wszystko bierze się siłą i rewolwerem – potrafi „zacząć życie od nowa”. Rzadko w kinie spotyka się tak wiarygodny i głęboki przekaz feministyczny.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie jest też filmem o końcu Dzikiego Zachodu. Symbolizuje go kolej. Ale jednocześnie Leone sugeruje, by wyzbyć się złudzeń, że jest to zmiana całkowicie na lepsze. W końcowej scenie Harmonijka mówi do Franka: „Przekonałeś się więc, że nie jesteś biznesmenem”. Frank odpowiada: „Tylko człowiekiem…”. Co Harmonijka podsumowuje: „Wymierająca rasa”. Tak, w miejsce rewolwerowców, Indian i kowbojów przyjdą biznesmeni i ich „linie produkcyjne”… A rewolwerowcy?

Rewolwerowcom pozostał jeszcze Meksyk, w którym mogą zmienić się w „zawodowych rewolucjonistów” i mają szansę zweryfikować swój niechętny jankeski stosunek wobec nielubianego i pogardzanego sąsiada. Opowiadał o tym także Leone w filmie Garść dynamitu (1971), ale tu warto przywołać inny, mniej znany spaghetti western nakręcony przez „trzeciego z Sergiów” – Sergia Sollimę. The Big Gundown (w Polsce kojarzony pod tytułem Colorado) z 1966 roku opowiada o pościgu amerykańskiego rewolwerowca Jonathana Corbetta (Lee Van Cleef) za oskarżonym o gwałt na dwunastolatce Meksykaninie Manuelu „Cuchillo” Sanchezie (Tomás Milián). Perfekcyjny i bezlitosny łowca (jakich mógł zagrać tylko Van Cleef!) ściga po pustyni żywotnego i przebiegłego (kolejne wcielenie Tuco) rzezimieszka. Początkowo wszystkie stereotypy Jankesa na temat ściganego Meksykanina zdają się potwierdzać, lecz z czasem okazuje się, że – podobnie jak oskarżenie – nie odpowiadają one prawdzie, a Jankes – „rzecz niesłychana” – może znaleźć wspólny język z Latynosem.

Dziś spaghetti western słusznie zaliczany jest do klasyki gatunku, po który sięgają współcześni uznani twórcy (wspomniany już Quentin Tarantino w Django [2012], Robert Rodriguez w Pewnego razu w Meksyku: Desperado II [2003] czy Alejandro Jodorowsk w kontrowersyjnym meksykańskim El Topo [1970]), jak też różne kinematografie (japoński Sukiyaki Western Django Takashiego Miikego z 2007 roku czy koreański Dobry, zły i zakręcony Ji-woon Kima z 2008 – ten ostatni dzieje się w okupowanej przez Japończyków Mandżurii!).

Na koniec nie można nie wspomnieć o Ennio Morricone, którego muzyka stała się „znakiem rozpoznawczym” spaghetti westernów i głównym elementem dzieł „Trzech Sergiów”.

***

Kinematografie Europy Wschodniej również kręciły swoje „spaghetti westerny” (na przykład słynny cykl wschodnioniemiecki o Winnetou z lat sześćdziesiątych XX wieku), nie wyłączając polskiej. Najsłynniejsze polskie westerny to historia z ziem odzyskanych: Prawo i pięść Jerzego Hoffmana, Edwarda Skórzewskiego i Jerzego Hena (scenariusz) z 1966 roku oraz z Bieszczadów: Wilcze echa Aleksandra Ścibor-Rylskiego z 1968 roku (niektórzy ze względu na pewne podobieństwo z Prawem i pięścią dopisują Różę Wojciecha Smarzowskiego z 2011 r.). Jednak najbliżej spaghetti westernu jest tutaj film Piotra Uklańskiego z 2006 roku Summer Love z Katarzyną Figurą, Bogusławem Lindą i (jak to w spaghetti westernach bywało dla „uwiarygodnienia realiów”) amerykańskim gwiazdorem Valem Kilmerem. Dziki Zachód „udają” tu plenery z jury krakowsko-częstochowskiej.

Wydaje się jednak, że brak w polskim kinie „spaghetti westernu” z prawdziwego zdarzenia, który pod pretekstem historii o rewolwerowcach mógłby wywrócić (jak to się stało w Stanach Zjednoczonych) dogmatyczną interpretację naszej historii. Taki film mógłby dziać się w czasach powstania styczniowego (zbieżność czasowa z Dzikim Zachodem, wojną secesyjną i wyzwoleniem niewolników nieprzypadkowa). Film mogłaby rozpoczynać scena, w której chłop z noweli Stefana Żeromskiego Rozdziobią nas kruki, wrony (taki rodzimy Tuko) podchodzi do trupa powstańca. Wśród przedmiotów pozostawionych przy ciele przez rosyjskich żołnierzy znajduje rewolwer Smith & Wesson (model 1857). I tu rozpoczęłaby się opowieść jak z Dzikiego Zachodu…

Piotr Korczyński 

Bibliografia:

Bondanella Peter E., Italian Cinema: From Neorealism to the Present, Londyn 2001.

Frayling Christopher, Spaghetti Westerns: Cowboys and Europeans from Karl May to Sergio Leone, Londyn 1981.

Michalski Czesław, Western i jego bohaterowie, Warszawa 1975.

Partnerzy



Przewiń do góry