24 sierpnia 1675 roku Jan Sobieski jeszcze jako król-elekt, rozegrał jedną z najciekawszych taktycznie bitew w swojej militarnej karierze. Pod Lwowem, w rejonie Lesienic, doszło do pogromu ordy tatarskiej

Tatarzy, wysłani jako straż przednia armii osmańskiej, w sile 12-15 tys. jazdy skierowali się w stronę Lwowa. Idąc szybkim tempem szlak pochodu zaznaczali pożarami. Gdy dotarli do wąskiej równiny na południowy-wschód od zabudowań Lwowa, ulokowanej pomiędzy wzgórzami a bagnami, dostrzegli, że na jej końcu stoi husaria. Były to dwie chorągwie (Mikołaja H. Sieniawskiego i Jana A. Myszkowskiego), które miały szachować ruchy Tatarów. Ordyńcy nie zamierzali wdawać się w z tymi jednostkami w kontakt bojowy i postanowili dotrzeć do traktu gliniańskiego przez wąwóz. Trakt ów był jedyną drogę z tego kierunku, prowadzącą do miasta. Podczas forsowania wąwozu, przeciwnik trafił na ogień z kartaczy i salwy muszkietów piechoty, która ukryła się za drzewami. Mocno zdezorientowi Tatarzy zaczęli się tłoczyć na równinie, bojąc się podejmować marszu, zwłaszcza gdy po swej lewej ręce dostrzegli las kopii na pobliskich wzgórzach. Bocznego ataku husarii Tatarzy obawiali się niczym diabeł święconej wody, więc nie podejmowali kolejnych ruchów. Jak się okazało, żadnej husarii tam nie było, król bowiem zastosował podstęp, każąc powbijać kopie w ziemię, tak aby imitowały one Tatarom zgrupowanie polskiej ciężkiej jazdy.

Ten słynny fortel inżynier królewski, Francuz Filip Dupont, wytłumaczył tak:
„[Król] kazał husarzom zostawić lance [tj. kopie] wbite w ziemię na wierzchołkach wzgórz, by wrogowie myśleli, że jego oddziały są liczniejsze niż w rzeczywistości. Chciał ich bowiem nieco zepchnąć i ustawić swoją kawalerię tak, by łatwo nią manewrować”.

Gdy fortel się powiódł, a duża grupa wojsk przeciwnych stłoczyła się na wąskim pasie terenu, Jan III ściągnął spod Lwowa na równinę prawdziwą husarię (z tym że bez kopii a z dzidami), tam gdzie stały dwie wspomniane wcześniej chorągwie. Wówczas nastąpił zmasowany husarski atak na Tatarów, którzy przez wzgląd na szerokość miejsca, nie mogli manewrować i wykorzystać własnej przewagi liczebnej. Musieli zatem podjąć frontalną walkę, której nie wytrzymali, po czym rzucili się do bezładnej ucieczki. Bitwa pod Lwowem – nazywana też bitwą pod Lesienicami, okazała się zatem kolejnym, wybitnym militarnym osiągnięciem Jana III. Król po mistrzowsku zastosował takie prawidła sztuki wojennej, jak narzucenie przeciwnikowi bitwy w wybranym przez siebie terenie, zachowanie ekonomii sił oraz zmyślny fortel wojenny.

Co ciekawe, jest to chyba jedyna bitwa w drugiej połowie XVII w., gdzie w królewskim zgrupowaniu bitewnym husaria mogła być największą formacją kawaleryjską. Tworzyło ją 14 chorągwi koronnych (1366 koni) i jedna litewska z dywizji lewego skrzydła (150 koni).

Zbigniew Hundert
Grafika pochodzi z książki „Husaria koronna w wojnie polsko-tureckiej 1672–1676”

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*