25 tys. kary finansowej za zniszczenie zabytkowej zajezdni

Kilka lat temu zniszczeniu uległa jedna z zabytkowych łódzkich zajezdni tramwajowych. Jej nowy właściciel Roman B., zburzył zabytkowy budynek przy skrzyżowaniu ul. Kilińskiego i Dąbrowskiego w Łodzi. W środę 11 maja zakończył się proces apelacyjny w tej sprawie.

Oskarżony o bezprawne zburzenie zabytkowej zajezdni 67-letni biznesman Roman B. nie pojawił się w sądzie, by wysłuchać wyroku skazującego. Burzyciela skazano na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, na 5 tys. zł grzywny, 700 zł kosztów sądowych i 20 tys. zł nawiązki na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Łodzi. W ten sposób Sąd Okręgowy w Łodzi podtrzymał werdykt Sądu Rejonowego Łódź – Widzew, który teraz stał się prawomocny. Uzasadniając wyrok sędzia Zbigniew Mierzejewski podkreślił, że zajezdnia była zabytkiem, miała ochronę prawną oraz walory kulturowe i historyczne i że nie można było jej zburzyć. Przypomniał, że obiekt ten był wpisany do ewidencji zabytków i wojewódzki konserwator zabytków Wojciech Szygendowski postanowił wpisać go do rejestru zabytków, co jeszcze bardziej podniosłoby jego rangę. Roman B. złożył skargę na tę decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi i przegrał, ale odwołał się do WSA w Warszawie i wygrał – sąd uchylił decyzję Wojciecha Szygendowskiego. On jednak nie złożył broni i ponowił procedurę wpisywania zajezdni do rejestru zabytków. I tu doszło do ciekawej sekwencji zdarzeń (w 2012 r.), na którą zwrócił uwagę sędzia Mierzejewski: 31 maja WSA w stolicy uchyla decyzję Szygendowskiego, 7 sierpnia Piotr Ugorowicz z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Łodzi udaje się obejrzeć zajezdnię, ale Roman B. nie wpuszcza go na posesję (tłumaczy, że nie ma kluczy), 10 września do Łodzi dociera decyzja WSA w stolicy, 13 września wojewódzki konserwator zawiadamia właściciela zajezdni o ponownym wszczęciu postępowania dotyczącego wpisu do rejestru, 14 września zabytkowy budynek zostaje zburzony przez Romana B. „Był to przypadek czy też może konieczność?” – zapytał retorycznie sędzia Mierzejewski. I odrzucił twierdzenia Romana B. z apelacji, że nie wiedział, iż zajezdnia jest zabytkowa a powołany w tej sprawie jako biegły, prof. Krzysztof Stefański z Uniwersytetu Łódzkiego, czołowy znawca łódzkich zabytków, jest stronniczy. A to niby dlatego, że on i Szygendowski byli pracownikami UŁ i zasiadali w komisji ds. zabytków.  „Według sądu, opinia prof. Krzysztofa Stefańskiego jest rzetelna, kompleksowa i trudno ją uznać za stronniczą” – podkreślił sędzia Mierzejewski. Przypomnijmy, że Krzysztof Stefański nie miał żadnych wątpliwości, iż zajezdnia jest cennym zabytkiem, którego w żadnym wypadku nie można zburzyć. Mimo to właściciel unicestwił zajezdnię. „Oskarżony, który zajezdnię kupił od MPK, kierował się własnym interesem gospodarczym i nie był zainteresowany współpracą z wojewódzkim konserwatorem zabytków, wobec którego w korespondencji używał słów obraźliwych” – stwierdził sędzia Mierzejewski. Efekt był taki, że z pejzażu miejskiego zniknęła stylowa, modernistyczna, mająca akcenty art deco zajezdnia tramwajowa z lat 20. XX wieku stojąca u zbiegu ul. Kilińskiego i Dąbrowskiego. Jej zburzenie spotkało się z powszechnym oburzeniem i potępieniem. Władze miasta zaalarmowały prokuraturę, zaś w internecie na biznesmena-burzyciela, Romana B. z gminy Rzgów, posypały się gromy.

Piotr Rapiński

Źródło: dzienniklodzki.pl

Fot.: Siedziba łódzkiego MPK ul. Tramwajowa. Fot. Wikipedia Commons.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*