Był taki październik

Od wielu lat w Polsce trwa dyskusja na temat słuszności stanu wojennego. Choć jednak większość uczestników tej dyskusji to jego krytycy, to wciąż znajdują się tacy, którzy bronią jego słuszności. W ich mniemaniu miał on uchronić Polskę przed inwazją wojsk radzieckich. Powszechnie jednak wiadomo, iż nic takiego Polsce w roku 1981 nie groziło. Był jednak taki rok, kiedy to groźba wojny z Rosją radziecką była realna. A był to rok 1956. Październik 1956.

Widmo zbrojnego puczu a może nawet wojny polsko- radzieckiej zrodziło się niewinnie. W czerwcu 1956 r. sfrustrowani niskimi zarobkami i nierealnymi normami przerobowymi robotnicy wyszli na ulice Poznania, by w pokojowej demonstracji okazać swe niezadowolenie. Jednak szybko przestało być niewinnie.  Po tym jak w stronę demonstracji poleciały pierwsze kule karabinowe w Miście rozpętało się niemal trzydniowe piekło.  Wojsko krwawo spacyfikowało protesty a życiem za nie zapłaciło kilkudziesięciu robotników. Ale to ciągle nie był koniec. Wydarzenia poznańskie  otworzyły drogę środowiskom reformatorskim wewnątrz samej PZPR, które domagały się zmian. Głębokich zmian. I właśnie oba te epizody wzbudziły niepokój w Moskwie, gdzie obawiano się, iż niedługo w Polsce może rozpalić się pożar kontrrewolucji.

Wielki comeback

Nieszczęścia chodzą parami. W 1956 roku dla polskich komunistów waśnie tak było. Najpierw w marcu zmarł nieodżałowany Bierut – człowiek symbol Polski ludowej a niespełna kwartał później Wielkopolska, a w ślad za nią niemal cały kraj zapłonęły.   Na gwałt niemal potrzeba było nowego charyzmatycznego przywódcy, który utrzyma partię w ryzach a jednocześnie opanuje sytuację kraju. I wtedy właśnie na salony powrócił Władysław Gomułka, który w 1951 r. popadł w niełaskę samego towarzysza Bieruta. Co ciekawe rozpalone wydarzeniami czerwcowymi polskie społeczeństwo widziało w nim nadzieje na demokratyzacje i liberalizację ustroju PRL. Gomułka wydawał się więc kandydatem idealnym na ciężkie czasy.

Jednak rzeczywistość była zupełnie inna. Sam towarzysz „Wiesław” był niemal ideowym komunistom. Otwarcie mówiło chęci zapewnienia Polsce pewnej niezależności ale dążył dotrzymania ścisłego sojuszu z ZSRR. Iskrą która zaalarmowała Chruszczowa był jednak jego stosunek do autonomii polskiej partii komunistycznej. Gomułka pragnął ogromnej niezależności w sprawach personalnych. A to dla Moskwy stało się nie do przyjęcia.

Środowiska reformatorskie w samej PZPR wiązały z Gomułką wielką nadzieję. Jego potężnym sojusznikiem stał się też premier PRL Józef Cyrankiewicz, który to właśnie w nim widział najważniejszą osobę w państwie, czyli I sekretarza PZPR.  I już w pierwszej połowie października Gomułka marsz po tę funkcję rozpoczął na dobre. Najpierw nieoficjalnie wszedł w skład Biura Politycznego PZPR a niedługo potem odważył się podważyć rolę i miejsce marszałka Rokossowskiego w tym gronie. A kiedy jego poglądy zaczęły zdobywać uznanie większości kierownictwa partii Moskwa musiała działać.

Radzieckie kontruderzenie

Pierwszy ruch przeciwko Gomułce wykonali twardogłowi komuniści z PZPR, czyli Ci których odsunąć od władzy mogła jego popularność. Wykorzystując ambasadę radziecką w Warszawie powiadomili oni Chruszczowa, iż Polsce grozi kontrrewolucja a bunt może dotyczyć też Partii, która zamierza bez wiedzy i zgody z Moskwy wybrać swojego przywódcę. Przeciwnicy Gomułki przekonywali też kierownictwo ZSRR, że jego wybór oznacza rozwój antyradzieckich ruchów w Polsce. Ni dziwi zatem fakt, iż reakcja Kremla była natychmiastowa!

Najpierw 17 października sam Nikita Chruszczow, I sekretarz KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, poinformował Edwarda Ochaba (ustępującego I sekretarza PZPR), iż radziecka delegacja zaszczyci swą obecnością plenum polskiej Partii i w związku z tym musi ono zostać przełożone. Radziecki przywódca żądał przełożenia plenum i zapowiedział przyjazd radzieckiej delegacji. Ochab w tej sytuacji wykazał się nie lada odwagą, bo odmówił! Obie strony szły na zwarcie. A sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej gdy w dwa dni później  (19 października 1956) delegacja radziecka z Chruszczowem na czele wylądowała w Warszawie.

Towarzyszy z Kremla powitać miał m.in. Gomułka, ale został przez Rosjan zignorowany. Pomijając protokół dyplomatyczny Chruszczow najpierw przywitał się z radzieckimi dowódcami, w tym Rokossowskim. Sygnał był jasny. Dodatkowy blady strach padł na polskich polityków gdy to do nich podszedł najważniejszy komunista na świecie otwarcie zagroził on  radziecką interwencją!

A nie były to czcze pogróżki. Bowiem w nocy z 18/19 października, stacjonujące w polskich garnizonach oddziały radzieckie otrzymały rozkaz marszu na Warszawę. Ze Śląska i Pomorza ruszyły dwie radzieckie dywizje pancerne w pełnym uzbrojeniu. Dodatkowo Flota Bałtycka ZSRR rozpoczęła blokadę polskiego wybrzeża. Nawet radzieckie siły zbrojne NRD zostały postawione w stan najwyższej gotowości z rozkazem przekroczenia Odry w ciągu najbliższych godzin. Rankiem 19 października – kiedy Chruszczow groził Polakom wojną – te oddziały znajdowały się zaledwie 150 km od stolicy.

Rozmowy ostatniej szansy

Wojna wisiała w powietrzu. I nawet polsko- radzieckie negocjacje, w których wziął też udział Gomułka, w Belwederze nijak nie załagodziły sytuacji. Co ciekawe nijak nie dało się tam zauważyć uległości polskich komunistów wobec radzieckich towarzysz. Zarówno sam Gomółka jak i Ochab twardo negocjowali, nie wahając się wytknąć Chruszczowowi dawniejszych przewin, jak i zarzucić mu nielegalnego mieszania się w polskie sprawy. Według badaczy tamtych wydarzeń rozmowy te były bardzo agresywne. I co ciekawe polskiego stanowiska nie zmiękczyła nawet informacja o marszu wojsk radzieckich. Mało tego, kierownictwo PZPR zażądało (sic!) nawet od Chruszczowa rozkazu ich wycofania.

Wieczorem jeszcze tego samego dnia wojska radzieckie zatrzymały się. Negocjacje w Belwederze zostały zakończone. Kreml mógł zgodzić się nawet na mianowanie Gomułki I sekretarzem PZPR, jednak  pod warunkiem utrzymania w Biurze Politycznym m.in. Rokossowskiego. Na to nie było polskiej zgody. Ostatecznie delegacje rozeszły się bez wypracowania wspólnego stanowiska a groźba rosyjskiej interwencji, mimo iż oddalona, nadal była realna.

Nieoczekiwany ratunek

Chwilę po odprawieniu Rosjan polskie władze zostały obsadzone zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami Biura Politycznego.  I sekretarzem Partii  został Władysław Gomułka, a samo biuro zostało zredukowane do 9 członków i nie zasiadł w nim żaden Rosjanin czy zaufany człowiek Kremla.

Dziś wiemy, iż właśnie po tych wyborach Chruszczow poważnie rozważał zbrojną interwencję w Polsce. Wynik tego konfliktu byłby jasny. Jeśli nie likwidacja jakiejkolwiek niezależności PRL to przynajmniej jej dalsze zwasalizowanie. Nie mówiąc już o stratach ludzkich i materialnych, które zapewne też stałyby się faktem gdyby LWP stanęło do walki.

Być może tak właśnie by było, gdyby nie postawa Chin. To właśnie z dalekiej Azji nadszedł ratunek dla Gomółki na pewno a kto wie czy i nie dla całego kraju.  Przywódca chińskich komunistów Mao Zedong już dzień po wyborze Gomułki poparł zmiany personalne w Polsce. Ale nie zrobił tego z sympatii do niewiele znaczącej partii komunistycznej w dalekiej Europie. Wiemy, że kierował się zimnymi kalkulacjami politycznymi. Zaprzeczał w ten sposób całkowitej dominacji ZSRR pośród państw komunistycznych. Dał także Chruszczowowi do zrozumienia, by ten w przyszłości nie mieszał się w sprawy personalne innych krajów komunistycznych. Po części pozycję Gomółki uratowała też sytuacja na Węgrzech, gdzie Armia Czerwona rzeczywiście zainterweniować musiała na początku listopada. Chruszczow nie zamierzał angażować radzieckich sił w dwóch państwach jednocześnie.

Ostatecznie Władysław Gomółka odniósł zwycięstwo w grze w Chruszczowem, kiedy ten 23 października 1956 roku uznał jego pozycję, zadeklarował swe poparcie (acz warunkowo) i zgodził się na wycofanie wojsk radzieckich, z powrotem do garnizonów.  Dzięki temu ani wojskowy pucz ani – co gorsza – wojna polsko- radziecka nie stały się faktem, choć ich groźba była realna.   Pozwoliło to też zachować Polsce częściową niezależność, pozwoliło na „odwilż” a Gomółce dało niemal 14 lat rządów.

Choć wojna z potężnym ZSRR wisiała wtedy na włosku.  

ILUSTRACJA: Radziecki czołg T–54  na ulicach Budapesztu. Takie same maszyny mogły rozjeżdżać ulice Warszawy w październiku 1956 roku.

Dawid Siuta  

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*