Historia husarii dla opornych – Część 13 – Między lojalnością a racją stanu

W dzisiejszym odcinku mini serii na temat historii husarii chciałbym opowiedzieć wam, drodzy czytelnicy, o jednym tylko roku w dziejach tej formacji. Anno domini 1672! Tak bardzo obfitującym w wydarzenia, że będzie nieco dłużej niż zwykle. Jednak mam nadzieję, żę tak samo ciekawie.

Okres panowania obu „królów Piastów” (Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego) to niewątpliwie okres swoistego renesansu wojskowości polskiej. O ile okres rządów tego pierwszego to czas ogromnej aktywności pospolitego ruszenia (zainteresowanych odsyłam do innych moich tekstów, właśnie o pospolitakach) to za sprawą tego drugiego, będącego wtedy jeszcze marszałkiem wielkim i hetmanem wielkim koronnym, komput narodowy także stał na wysokim poziomie jakościowym. W tym i husaria!

Hetman Sobieski znakomicie posługiwał się niewielkimi oddziałami jazdy do zwalczania czambułów, które bardzo często atakowały ziemie Rzeczpospolitej w latach sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych XVII wieku. Mimo właściwie corocznych najazdów tatarskich, wspomaganych jeszcze przez buntowników kozackich, komput koronny pod buławami Jana Sobieskiego i Dymitra Wiśniowieckiego, okazyjnie wspomagany przez poczty pańskie i chorągwie powiatowe, zażegnywał zagrożenia już u granic. Perfekcyjne wykorzystanie husarii, dragonii, jazdy kozackiej i rajtarii chroniło Podole i Ukrainę, aż do 1672 roku.

Niestety w sprawy wojskowe z butami weszła twarda polityka. Mimo swych oczywistych zasług militarnych  Sobieski był wrogiem publicznym numer 1. Ponieważ należał do jądra opozycji otwarcie sprzeciwiał się osobie Michała Korybuta na tronie. I nie przebierał w słowach w dyskusji politycznej. Kto wie, może nawet ubliżał królowi i rojalistom bardziej niż obecni politycy. I tylko poparcie wojska komputowego chroniło jego pozycję podczas wielokrotnych starć sejmowych.

Wracając, jednak do spraw husarii, rok 1672 stanowi kolejną ważna cezurę w historii polskiej armii. Stosunki na linii Rzeczpospolita- Turcja uległy nagłemu zaostrzeniu. Momentem przełomowym był początek roku, kiedy to król Michał Korybut otrzymał wypowiedzenie wojny od Mehmeda IV. Sułtan żądał, aby jak najszybciej wycofać z Ukrainy oddziały Sobieskiego. W przeciwnym razie groził interwencją zbrojną. Niestety komput był zbyt słaby, aby i tym razem powstrzymać inwazję na południowym- wschodzie. Według obliczeń badaczy liczył on co najwyżej 12 tys. stawek żołdu czyli niecałe 10 tys. Żołnierzy. W tym etat 1300 koni husarskich w 11 chorągwiach.  Za mało!

Dlatego właśnie sejm zebrany w Warszawie miał uchwalić nowe podatki by choć czasowo wzmocnić armię regularną. Zamiast tego posłowie zajęli się błahostkami. Widmo wojny zostało też przysłonięte przez ciągłe spory wśród magnaterii.  Za zwiększeniem etatu armii opowiadali się wszyscy trzeźwo myślący posłowie świeccy a nawet niektórzy duchowni. Podczas wotów senatorskich prymas Prażmowski  radził uchwalić aukcję wojska i zwiększyć jego stan liczebny, do 70 tys. porcji żołdu. Dobitnie stwierdził też, że pospolite ruszenie można wykorzystać tylko, jako straszak, nie zaś, jako realną broń.

Mimo twardej postawy malkontentów (opozycji) stronnictwo dworskie uzyskało większość i wolało raczej powołać wyprawy szlacheckie niż zwiększyć zaciągi. Opozycja doprowadziła w takiej sytuacji do zerwania obrad, co było w tym wypadku niewątpliwie najgorszym możliwym rozwiązaniem. Kolejny sejm (czerwiec 1672 r.) także nie przyniósł spodziewanych efektów. Ponieważ został zdominowany przez Dwór, uchwalił pospolite ruszenia zamiast suplementów dla komputu. Zatem Sobieski pozostał na Ukrainie sam, mogąc liczyć tylko na wątpliwe posiłki. Dodatkowo projekt dworski przewidywał ściąganie wypraw szlacheckich około połowy sierpnia. Oznaczało to, zatem 5-6 tygodni bez wsparcia, za to z widmem ataku tureckiego, mogącego nastąpić w każdej chwili.

I niestety przyszedł on bardzo szybko.  Już w lipcu oddziały turecko- tatarskie wspomogły zbuntowaną kozacką armię Doroszenki i rozbiły skromne siły polskie. Niedługo potem wszystkie siły inwazyjne przekroczyły Dniestr. Nie niepokojeni przez wojska koronne, Turcy pomaszerowali pod Kamieniec Podolski. Był on zbyt słaby by bronić się długo. Bez nadziei na odsiecz, skapitulował po krótkim oblężeniu. Droga wewnątrz Rzeczpospolitej stała dla Turków otworem!

Dlatego już w sierpniu hetman wielki korony począł wycofywać zawodowe jednostki wojskowe w głąb Rzeczpospolitej, by zachować je jak najdłużej. Na Ukrainie bowiem mogły szybko zostać zniszczone. Sytuacja bowiem pogarszała się z dnia na dzień. Po upadku Kamieńca Podolskiego orda „rozlała się” po południowej Koronie, docierając aż w okolice Biecza (niedaleko Nowego Sącza), a 20 września spora część armii turecka stanęła pod Lwowem. Warto zaznaczyć, że był to jeden z ostatnich bastionów, chroniących serce Rzeczpospolitej.

Komendant Lwowa, generał Eliasz Łącki, dysponował niewielkimi siłami zaledwie 2.5 tys ludzi i setką dział i nie był zdolny do długotrwałej obrony. Prowadził jednak aktywną obronę, jednocześnie usilnie oczekując hetmanów z odsieczą. Jednak kolejne szturmy mocno nadszarpywały obronne postawy żołnierzy. Rozpoczęto negocjacje, w trakcie których nie rezygnowano z walk. Do porozumieniu doszło 1 października 1672 roku. Dowódca Turków Kapłan Basza przyjął okup w wysokości 80 tys. talarów i tydzień później, ruszył pod Buczacz, gdzie stały główne siły sułtańskie.

W czasie oblężenia Lwowa Sobieski nie dysponował jeszcze siłami, które pozwoliłyby mu na pociągnięcie miastu z odsieczą. Pod Jaworowem zgromadził około 3 tys. jazdy i dragonii. Właśnie tymi siłami zamierzał podjąć dynamiczną akcję przeciwko grasującym po Rusi i Małopolsce, czambułom.  W pierwszych dniach października zniszczył doszczętnie dwa niewielkie zagony tatarskie. Uwolnił tym mnóstwo jasyru, w tym małe dzieci. Następnie jego armia komunikiem ruszyła w dalszy pościg za nieprzyjacielem. Pod Niemierowem wycięte zostały kolejne oddziały tatarskie a jasyr odbity. Następnym celem był kosz tatarski, założony pod Komorowem. Sprytnym manewrem taktycznym jazda koronna oskrzydliła Tatarów. W ten sposób padł obóz wroga, którego ścigano jeszcze przez ponad 30 km. Po sukcesie tym jazda Sobieskiego rozbiła jeszcze zagon Nuradyna pod Kałuszem.

Błyskotliwa wyprawa hetmana wielkiego trwała tylko dziewięć dni a pozwoliła rozbić wielu czambułów tatarskich i uwolnić przeszło 40 tys. jasyru. W dostępnych źródłach brak zaś danych dotyczących składu wyprawy na czambuły. Jeśli chodzi o udział husarii wiemy tylko, że pod rozkazami Sobieskiego walczyła wtedy jedna chorągiew. Potencjalny udział innych rot skrzydlatych stoi pod znakiem zapytania. Co ważne w kilku wypadkach została użyta do przełamujących natarć i zniszczenia siły żywej wroga. Jan Sobieski wyrastał, zatem na kolejnego wielkiego wodza, perfekcyjnie operującego ciężką jazdą.

Jego wysiłki zostały niestety zmarnowane. W II poł. października 1672 roku komisarze królewscy w Buczaczu przyjęli warunki pokoju narzucone im przez Turków. Haniebny rozejm postawił Rzeczpospolitą w nad wyraz trudnej sytuacji. Stanowił też klęskę idei pospolitego ruszenia, które podczas oblężenia Lwowa i wyprawy na czambuły, wykorzystane zostało do nader agresywnej walki politycznej. Mimo, że stanowiło znaczną siłę militarną, w swym obozie pod Gołębiem wolało „odsadzać od czci i wiary” opozycję niż ratować ojczyznę. Swym karygodnym zachowaniem pokazało, że za nic ma los Rzeczpospolitej. Jakże inną postawę prezentowali husarze, którzy gotowi byli własną piersią zasłonić Lwów i resztę Korony! Morale skrzydlatej jazdy pod buławą Sobieskiego było więc bardzo wysokie. Pokazał to właśnie ten nieszczęsny rok.

Warto na koniec podsumować udział husarii w kampanii roku 1672. Jako niewielka część sił komputowych miała stać się trzonem armii Rzeczpospolitej i dlatego koncentrowana była w jednym miejscu. Hetman wielki koronny nie zamierzał oddać jej pod dowództwo królewskie, gdyż wiedział, że w ten sposób jej potencjał może zostać roztrwoniony. W czasie, gdy nawoływał on do powiększenia etatu wojskowego i przeprowadzenia ofensywy, szlachta, tracąc czas na czcze spory zmarnowała ku temu okazję. Zwołane przez sejm pospolite ruszenie nie nadawało się do poważnych działań wojennych, a konfederacja gołąbka tylko przypieczętowała hańbę, jaka spadła na państwo.

Warto też zaznaczyć, że husaria neutralna politycznie w tym czasie nie pozostała. W całości pozostała wierna swemu dowódzcy i poparła konfederację szczebrzeszyńską, która za zadanie miała bronić Sobieskiego przed zakusami Dworu i rojalistów.

Ilustracja: obraz „Walka o sztandar turecki” pędzla Józefa Brandta (wikimedia commons)

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*