Historia husarii dla opornych – Część 16 – Dalsze walki z Imperium

W roku 1676, kiedy to król- elekt Jan Sobieski założył wreszcie koronę i przybrał liczebnik III, po toczonej ze zmiennym szczęściem wojnie z Turcją, groźba kolejnej osmańskiej ofensywy była realna. Armia pod wodzą Ibrahima paszy maszerowała ku brzegom Dniestru, a poprzedzały ją czambuły tatarskie łupiące już w czerwcu Podole i Wołyń. Król osobiście stanął na czele działań, które żołnierzy Imperium zatrzymać miały jeszcze na granicach. I znów tajną bronią miała okazać się husaria!

Sejm koronacyjny Jan III, który rozpoczął się w lutym 1676 roku w Krakowie oprócz koronacji i legitymizacji wyboru nowego monarchy przyniósł podniesienie armii etatowej Rzeczpospolitej do 80 tysięcy porcji żołdu. Jan Sobieski szczególną uwagę poświęcił kwestii poboru piechoty, której wartość nowym konflikcie miała być nieoceniona.  Po negocjacjach szlachta zgodziła się na wystawienie jednego w pełni wyposażonego piechura z 28 łanów swych posiadłości. Niestety uchwały te pozostały tylko na papierze Agitacja opozycji uniemożliwiła sejmikom prowincjonalnym wykonanie postanowień z Krakowa.

Nie znaczyło to jednak, iż król ostatecznie rezygnował z usług jazdy. W swych uniwersałach wielokrotnie zaznaczał, jak wielką rolę odegrać mogą zagony jazdy pancernej czy chorągwi lekkich. Co prawda mało uwagi poświęcał w tych dokumentach husarii, ale wynikało to z bezwzględnego i powszechnego przekonania o sile tej formacji. Jednocześnie Jan III rezygnował też z wojennych usług pospolitego ruszenia. Nie uważał go za realną siłę operacyjną. Z zachowanych źródeł dowiadujemy się jednak, że dopuszczał możliwość ogłoszenia mobilizacji w razie bezwzględnej potrzeby.

Kolejny etap wojny był kwestią najbliższych tygodni. Armia Imperium, maszerująca znad Dniestru, nieco się ociągała, z powodu nagłej śmierć jej dowódcy i ciężkiej choroby chana krymskiego, jednak w Rzeczpospolitej siły zaciężne wcale nie zbierały się zbyty szybko.

Sytuacja stała się krytyczna, kiedy to w lecie zagony tatarskie zaczęły najeżdżać na ziemie polskie a nawet zagroziły obozowi wojsk komputu litewskiego pod Beresteczkiem. W celu przeciwdziałania tej awangardzie wroga hetman wielki koronny Dymitr Wiśniowiecki wyznaczył kombinowane korpusy jazdy, które rozbijałyby czambuły. W ich skład, co prawda nie weszła husaria, ale stosowały one podobną do niej taktykę walki. Szczególnie oddział zagończyka Michała Brożka spisał się znakomicie. 19 sierpnia, po przeprawie przez Dniestr wpław, zniszczył most, i barki, którym wróg miał przeprawić się przez rzekę. Zdarzenie to po raz kolejny opóźniło marsz turecki, co tym razem zostało już przez Polaków wykorzystane.

Część sił koronnych i wojsko litewskie, zostało przeniesione ze swych obozów pod Lwów. Założony tam w pierwszej połowie września obóz generalny miał zapewnić bezpieczeństwo armii królewskiej. Obaj hetmani koronny i wielki litewski rozpuszczali też częste podjazdy, celem zdobycia jak największej ilości informacji o pochodzie nieprzyjaciela.

Kiedy pod koniec września do obozu przybył król, powzięto pierwsze poważniejsze decyzje. Za pomocą wzmożonych działań wywiadowczych, dowództwo armii Rzeczpospolitej wiedziało, że celem inwazji tureckiej jest Stanisławów, stanowiący kluczową twierdzę w systemie obrony południowych ziem koronnych. Miasto to było oblegane przez Ibrahima Szejtena już od 12 września. Monarcha wespół z hetmanami zdecydował o marszu z odsieczą. Podczas tej wyprawy siły królewskie liczyły ok. 20 tys. żołnierzy z Korony i Litwy w tym bliski 1500 koni husarskich. Działania ofensywne wzmocniło też 40 armat prowadzonych przez generała artylerii. 23 września 1676 r. siły te stanęły pod Żurawnem. Z braku jasnych wiadomości o pozycji wroga rozesłano wiele podjazdów, z których niektóre namierzyły i zniszczyły znaczne siły tureckie. Tak było np. w wypadku kompanii Lubomirskiego, który z 18 chorągwiami zaskoczył pod Wojniłowem i z marszu rozbił szyki oblegających miasto. W natarciu tym schwytał także wielu jeńców, dowiadując się, że główne siły Szejtana stacjonują pod Haliczem.

Pierwsze starcia kawaleryjskie obu stron konfliktu odbyły się niemal od razu po przybyciu armii koronno- litewskiej na teren operacyjny. Nie tylko zagony Lubomirskiego zmagały się z Turkami. Prócz tego jeszcze wiele mniejszych lub większych oddziałów prowadziło regularne boje. Właśnie ze względu na czambuły i lotne podjazdy tatarskie, trzon wojsk królewskich okopał się na prawym brzegu Dniestru, na wysokości wsi Żurawno. Obóz ten miał spełniać dwojaką rolę: stanowić ochronę stacjonujących sił i stanowić bazę wypadową do działań taktycznych. Rzeczywiście Tatarzy nie dawali odpoczynku Polakom i Litwinom. Każdego dnia podchodzili pod obóz w nadziei, iż zaskoczą obrońców. Zawsze jednak musieli uchodzić przed ogniem piechoty lub szarżami jazdy.

Jan III pomimo znacznej przewagi liczebnej przeciwnika, zdecydował się 29 września na stoczenie z nim walnej bitwy. Po naradzie z hetmanami, nakazał wyprowadzić wojska na przedpola obozu i ustawić w szyku bitewnym. Zastosowany „szyk holenderski” polegający na przemieszaniu rot jazdy z regimentami piechoty pozwolił na ustawienie wszystkich chorągwi husarskich w kilku rzutach. Ciężka jazda została zmieszana z jazdą pancerną i trafiła do I, III oraz IV rzutu. Liczono, więc na jej przełamujące uderzenie już na początku bitwy. Całość została wzmocniona przez armaty gen. Marcina Kątskiego, wystawione przed długi na 4 kilometry front.

Tatarzy jednak nie zaatakowali od frontu! Pierwsze poważniejsze uderzenie spadło na lewe skrzydło, zajmowane przez Litwinów. Żołnierze Paca natarcie odparli, ale lekkomyślnie rzucili się w pogoń za uchodzącym wrogiem. Niestety dołączyły do nich także niektóre chorągwie koronne, czym naruszyły integralność szyku. Było to po myśli Tatarów, którzy wdarli się w powstałą lukę, zamierzając odciąć Polaków od wałów i niejako „wziąć ich w dwa ognie”. Tylko przytomna reakcja kilku rot szwadronów husarsko- pancernych zapobiegła tej tragedii. Niedługo potem z powodu zapadającego zmierzchu, walki zaczęły wygasać.

Co prawda w starciu pod Żurawiem nie wykorzystano w pełni potencjału uderzeniowego husarii, należy jednak wspomnieć o jej udziale w tych walkach. Żadna przełamująca szarża ciężkozbrojnych jeźdźców nie nastąpiła, choć takowa była w planach Sobieskiego. Była nawet przygotowywana w końcowej fazie bitwy, przez prawe roty prawego skrzydła, lecz nie doszła do skutku z powodu zapadającej ciemności. Husaria natomiast okazała się przydatna w obronie pozycji lub akcjach pościgowych. Po raz kolejny skrzydlate chorągwie udowodniły swą wysoką przydatność bojową  i uniwersalność operacyjną.

Po bitwie z 29 września wojska polsko- litewskie cofnęły się do warownego obozu, w którym musiały teraz bronić się przed regularnym oblężeniem. Jako, że nie poniosły one dużych strat na przedpolach mogły stawić długotrwały opór. Jazda operowała znów na większą skalę 8 października, gdy chorągwie Jabłonowskiego wyszły z obozy by spędzić nieostrożnych Tatarów. Według niektórych relacji, wrogowie wpadali w panikę już na sam widok uniesionych kopii. Możemy, zatem wyciągnąć wniosek, iż husaria budziła w Turkach i Tatarach olbrzymi strach, paraliżujący nawet najtwardszych wojowników.  Sam fakt obecności husarii był, zatem potężną bronią, łamiącą morale wroga!

Z uwagi na patową sytuację i niemożność osiągnięcia celów operacyjnych, obie strony konfliktu zdecydowały się na rozejm. Po krótkich negocjacjach pokojowych 17 października 1676 roku dokonano podpisania dokumentów rozejmowych. Ci ciekawe ich postanowienia, prócz zakończenia wojny Rzeczpospolitej z Portą, regulowały wiele kwestii ważnych dla stosunków na linii Warszawa- Stambuł, takie jak kwestia Lipków, handlu międzynarodowego między stronami a nawet spraw religijnych. Rozejm ten przyznawał też Rzeczpospolitej część Ukrainy i anulował haracz, jaki król miał wypłacać Turcji. Z uwagi na wszystkie zapisy można orzec, że traktat był korzystny dla Warszawy. Dzięki sukcesom militarnym udało się uzyskać względem Imperium sułtanów pozycję, która dawał nadzieję na przyszłość. Nadzieję na rzeczywiste i długotrwałe uspokojenie pogranicza! 

ILUSTRACJA: fragment obrazu Józefa Brandta prezentujący walkę husarii z Tatarami

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*