Historia husarii dla opornych – Młot na Szwecję i Moskwę

Mimo wielu zwycięstw odniesionych w Inflantach wojska polsko- litewskie nie potrafiły rozstrzygnąć wojny na swą korzyść. Husaria operująca w ramach wojsk hetmana Jana Karola Chodkiewicza dopiero miała ostatecznie udowodnić swą niszczycielską jakość. Najpierw w Inflantach, by niedługo potem wbić swe kopie i koncerze w serce rodzącej się potęgi rosyjskiej.

Był rok 1605! Armia szwedzka w Inflantach niewątpliwie znalazła się w opłakanym stanie. Rozpaczliwie potrzebowała posiłków. I takie nadeszły, z samej Szwecji, pod wodzą króla Karola IX. Zagroziły one Rydze, czym zmusiły siły Chodkiewicza do działania. Dysponując skromnymi siłami litewskimi, posiłkowanymi przez rajtarów kurlandzkich, hetman postanowił udać się na spotkanie wojsk szwedzkich, przeszło trzykrotnie liczniejszych! Trzon jego sił stanowiło ok. 2 tys. zaciąg husarski. Ten właśnie element jego armii miał przesądzić o fantastycznym zwycięstwie polskiego oręża.

Chodkiewiczowi, doskonałym manewrem taktycznym, udało się wywabić Szwedów z dogodnych pozycji na wzgórzach. Kiedy po pozorowanym odwrocie rzucił do szarży swą husarię, uderzyła ona na przerywane szyki piechoty, co tylko ułatwiło jej zadanie, zaś uderzeniem ze skrzydeł udało się mu zniszczyć (bo to słowo najlepiej oddaje co się wtedy stało) rajtarię wroga. Dalsze działania przyniosły już tylko rzeź piechurów Karola IX i kompletne zwycięstwo sił Rzeczpospolitej. Bitwa pod Kircholmem ( 27 IX 1605 r.) niewątpliwie była przypieczętowaniem prymatu polskiej husarii nad  jednostkami jazdy europejskiej.

Wojna inflancka 1600- 1605 przysporzyła „skrzydlatej jeździe” wielu zwycięstw i przyczyniła się do budowy jej legendy – legendy żywej, aż do dziś. Starcie pod Kircholmem rozpropagowało ciężkozbrojne roty Rzeczpospolitej. Wieść o nim stanowiła swoistą reklamę tej formacji. Stała się ona na tyle popularna, że zaczęto zaciągać jej chorągwie w szeregi wojsk powiatowych, stanowiących przecież oddziały quasi policyjne. Właśnie samorządowe oddziały husarskie stanęły do bitwy guzowskiej w czasie rokoszy Zebrzydowskiego (1606- 1607), przeciw kwarcianym rotom królewskim.

„Wojska pancerne” Rzeczpospolitej Obojga Narodów okazały się niebywale przydatne również podczas interwencji polskiej w Wielkim Księstwie Moskiewskim. W wojnie tej swą wysoką formę potwierdziła husaria koronna, tak jak w Inflantach zrobiła to jazda litewska. W roku 1609 król Zygmunt III Waza postanowił wypowiedzieć wojnę Moskwie, która pertraktowała już ze Szwedami celem wspólnej walki z Rzeczpospolitą. Operacyjnym celem króla była Moskwa, ale w drodze do niej pierwszy był Smoleńsk, który należało zdobyć. Trzynastotysięczna armia koronna pod wodzą monarchy i hetmana polnego Stanisława Żółkiewskiego, utknęła pod murami twierdzy. Skromne siły piechoty polskiej uniemożliwiały wzięcie miasta szturmem, tym bardziej, że było ono zacięcie bronione przez wojska wojewody Szeina i mieszczan. Ciężkozbrojna jazda nie była przydatna w czasie oblężenia, ale skutecznie blokowała szlaki komunikacyjne.

Okazała się jednak niebywale potrzebna, gdy kniaź Dymitr Szujski, korzystając z posiłków szwedzkich ruszył miastu z odsieczą. Wiódł on ok. 35- 38 tys. armię, złożoną głównie z Rosjan. Na wieść o zbliżającym się wrogu, Żółkiewski odskoczył od oblężenia Carowego Zajmiszcza – jednej z pomniejszych fortec, które również oblegała armia królewska, i forsownym, nocnym marszem wyszedł Szujskiemu naprzeciw. Żółkiewski rozegrał ten manewr po mistrzowsku. Pod Carowym Zajmiszczem zostawił tylko ok. 4.5 tys jazdy kozackiej i 1 tys. piechoty celem dalszej blokady miasta. Na czele reszty sił ruszył naprzeciw wrogowi.

Siły te nie były wielkie. Hetman dysponował 7 tys. jazdy- w tym 5560 husarii- dwustoma piechurami i dwoma działkami polowymi. Nowsze badania dowodzą, że korpus ten mógł być nawet jeszcze mniejszy i liczyć 3080 koni husarskich, 450 koni kozackich, 100 petyhorców, 400 zaporożców i 200- osobowy oddział piechoty

Hetman Żółkiewski mimo porażającej przewagi liczebnej wroga jednak zdecydował się wydać bitwę nieprzyjacielowi, być może pamiętając, jakie były wyniki starcia szwedzkiej piechoty z husarią Inflantach.   Również i na ziemi rosyjskiej husaria zaprezentowała swą wielkość. Swymi wielokrotnymi, zaciekłymi szarżami na pozycje wroga zmusiła go do ucieczki. W uderzeniach husarskich nie przeszkodziły nawet przeszkody terenowe, zabudowania czy fortyfikacje polowe. Niczym kolumny czołgów „skrzydlaci jeźdźcy” wdzierali się głęboko w szyki nieprzyjaciela. Ich determinacja i niebywałe wręcz umiejętności bojowe pozwoliły nie tylko wygrać bitwę. Nadały w świat wiadomość o niespotykanej wcześniej potędze militarnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Doraźne skutki tego zwycięstwa także były ogromne. Za cenę niewielkich strat ludzkich polskie wojska stanęły u bram Moskwy, a polski królewicz Władysława Waza został mianowany carem moskiewskim.  

Kolejna kampania moskiewska, z którą w Krakowie i Wilnie wiązano liczne nadzieje, mimo wystawienia licznego korpusu husarii nie przyniosła spodziewanych efektów. Nie było w tym jednak winy „skrzydlatych jeźdźców”, ponieważ nie doszło wtedy do większej bitwy w polu gdzie mogliby oni pokazać swą wyższość nad Moskalami lub ich najemnikami. Co prawda armia ekspedycyjna królewicza Władysława oblegała Moskwę, lecz nie zdobyła stolicy carów.  Wojna ta zakończyła się rozejmem, który dawał Rzeczpospolitej olbrzymie tereny Smoleńszczyzny i Siewierszczyzny, jednocześnie grzebiąc szanse Wazów na czapkę Monomacha. Jedynym usprawiedliwieniem dla takiego obrotu spraw mógł być fakt, że Rzeczpospolita prowadziła podówczas jeszcze inne działania wojenne – hetman polny koronny Stanisław Żółkiewski operował ze swymi chorągwiami przeciwko wojskom tureckim zaś Krzysztof II Radziwiłł prowadził kampanię przeciw Szwedom w Inflantach. Warto odnotować fakt, że na wszystkich tych frontach wykorzystywano działania husarii. Nader często z naprawdę dużym powodzeniem.

Polscy jeźdźcy obiecywali, kiedyś że będą w stanie zatrzymać nawet walące się niebo. A na południowej granicy Rzeczpospolitej właśnie nadciągała burza, która mogła „zawalić niebo”

ILUSTRACJA: Atak husarii polskiej – fragment obrazu „Bitwa pod Kłuszynem” Szymona Boguszowicza

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*