Hodów – zwycięstwo w cieniu propagandy

Bitwa pod Hodowem

Przejdźmy teraz do samego opisu starcia, który utrwalił Radosław Sikora. Według badacza na ordę uderzyły oddziały z Okopów św. Trójcy, którymi dowodził Konstanty Zahorowski, oraz żołnierze z Szańca Panny Maryi, którymi dowodził Mikołaj Tyszkowski. Pierwsze starcie z ordą miało odbyć się jeszcze na przedpolach Hodowa, gdzie Koroniarze myśleli, że mają do czynienia z małym czambułem, a nie wielką hordą Tatarów. Nasi dzielni żołnierze mieli ująć dwóch tatarskich murzów, okupując jednak ten sukces niewolą Tyszkowskiego. Widząc przytłaczającą przewagę Tatarów, 300 pancernych i 100 husarzy miało wycofać się do Hodowa, gdzie przy pomocy miejscowych i przy użyciu prowizorycznych osłon polowych mieli odpierać nacierające hordy wroga.

Husarz w pełnym rynsztunku, Fot. Wikimedia Commons

Batalia miała trwać 6 godzin, w czasie których Koroniarzom miało zabraknąć amunicji, a pistolety nabijali grotami z tatarskich strzał. Tatarzy wystrzelili podobno tyle strzał, że po bitwie uzbierano ich kilka wozów. Jako że Tatarów miało być prawie 40 tys., to pozwalało ordyńcom rzucać do walki coraz to nowe siły. W końcu po kilku godzinach bezowocnych szturmów lipkowie (czyli Tatarzy, którzy wcześniej służyli Rzeczpospolitej, ale w 1672 roku przeszli na stronę sułtana) stwierdzili, że dalsza walka nie ma sensu i odstąpili od Hodowa. Po starciu nie było podobno żołnierza, który nie otrzymał rany. Król Jan III, będąc pod wrażeniem bohaterskiej postawy swoich żołnierzy, miał wypłacić im dodatkowe pieniądze, a w Hodowie postawiono pomnik upamiętniający starcie z Tatarami.

Ten opis bitwy od wielu lat dominuje w powszechnej świadomości Polaków. Zobaczmy jednak, co o bitwie pod Hodowem mówiły ówczesne relacje.

Wielkie zwycięstwo czy wielka propaganda?

12 czerwca jako pierwszy o boju pod Hodowem poinformował Sobieskiego Jan Stanisław Jabłonowski: „wszystka potencja Zahorowskiego z okopowymi dobywała w Hodowie królewskim, nastrzelano, nazabijano, Tylkowskiego [Tyszkowskiego] wzięto, Guttytera zabito, potem już pójść mieli”. Jabłonowski wiedział więc o śmierci Tyszkowskiego i rotmistrza husarskiego Guttytera. Następną informację o bitwie hodowskiej przekazał K. Sarnecki: „Przyszła wiadomość od Pomorzan, jako była utarczka z Tatarami naszych, o czym fusius in adiunctis. Tą wiadomością był JKM bardzo ucieszony”. Obydwaj dygnitarze wiedzieli więc, że między Pomorzanami a Hodowem doszło do jakiegoś starcia. Zbigniew Hundert zwraca jednak uwagę, że o bitwie pod Hodowem nie informuje żaden list oficerów armii koronnej i wiąże to z faktem, że zarówno król, jak i hetman wielki przebywali w bezpośredniej bliskości działań, przeto informacje przekazywano im ustnie i na bieżąco.

Tatarzy w ucieczce, Fot. Wikimedia Commons

Skąd zatem wzięła się owa liczba 40 tys. Tatarów, mimo że w meldunkach operowano liczbą 30 tys.? 15 czerwca Sobieski przyjął dowództwo „okopowych elerarów”, którzy przybyli doń z tatarskimi jeńcami. Sobieski wypłacił im po 100 zł, natomiast ranni, którzy zostali w Pomorzanach, otrzymali z monarszej szkatuły 1000 zł. Dwa tygodnie po bitwie hodowskiej – 27 czerwca – do Sobieskiego przybyli poranieni żołnierze, którzy brali udział w hodowskiej epopei. Zanotowano wtedy, że „do króla przybyło pieszo kilka towarzystwa poranionego pod Hodowem, prosząc o wsparcie. Informowali, że ta orda, co przyszła w 40 tys., powracała z jasyrem nie większym niż 30 ludzi”. Liczba 40 tys. ordy pada więc w 2 tyg. po bitwie i użyta była zapewne dla wyolbrzymienia zwycięstwa oraz wyproszenia na królu zapomogi. 4 lipca na obiedzie w Jaworowie Sobieski przyjął Mikołaja Jana Złotnickiego, który pod Hodowem stracił człowieka ze swej chorągwi, czyli Guttytera. Tam też po raz pierwszy pada liczba 400 obrońców, którzy zamknęli się we wsi. Oddajmy w tym miejscu głos Zbigniewowi Hundertowi, który tak komentuje wyżej opisane sytuacje: „Analizując powyższe przekazy, powstające na bieżąco, wynika wyraźnie, że im dalej od starcia hodowskiego, tym liczba przeciwników się zwiększała, podobnie jak poziom królewskiej fascynacji wydarzeniami z 11 czerwca”.

Opis bitwy, na którym oparł się R. Sikora, pochodzi od poczmistrza królewskiego Fabiana Zywerta. Nie jest to więc opis uczestnika zdarzeń, a po prostu królewskiego urzędnika. W tym opisie Zywert najwcześniej w relacji pisanej podaje liczbę 40 tys. Tatarów, ale tylko w odniesieniu do konwoju owej zahary, która miała iść do Kamieńca. W swym opisie Zywert podaje jednak dość dziwne argumenty oraz stwierdzenia. Dalej poczmistrz nie wspomina już o 40 tys. ordy pod Hodowem, nie precyzuje też, że we wsi zamknęło się 400 Koroniarzy. Czy w ciągu kilku dni tak wielka liczba Tatarów pokonałaby drogę z Cecory do Kamieńca, realizując przy tym swoje łupieżcze plany i prowadząc boje z armią koronną? Dalej Zywert twierdzi, że orda cofnęła się, ponieważ bała się okrążenia ze strony wojsk koronnych. Jakim cudem, skoro ze strony innych oddziałów nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo?

Odpowiedź na te pytania zdaje się być dość zaskakująca, otóż Hodów wykorzystano jako… propagandę. Zwycięstwo hodowskie miało sprawić, że polityka dworu w czasie wojny z Portą jest słuszna, że system obrony pogranicza i fakt istnienia Okopów św. Trójcy oraz Szańca Panny Maryi, tak mocno krytykowany przez społeczeństwo, jednak zdał egzamin. Sobieski chciał tym samym pokazać, że ma wszystko pod kontrolą, a obraz 400 żołnierzy broniących się przed 40 tys. Tatarów niósł mniej więcej ten sam przekaz, co odezwy Naczelnego Wodza w 1939 roku: „Silni, zwarci i gotowi”. Ponadto hodowska epopeja miała przykryć opisany wyżej konflikt Sapiehy i Brzostowskiego, którym żyła wówczas Rzeczpospolita, tak wielkie zwycięstwo miało na nowo wzbudzić zaufanie szlachty do dworu. Te PR-owe zagrania poskutkowały tym, że do dziś widzimy zwycięstwo hodowskie przez pryzmat propagandy Sobieskiego. A co tak naprawdę zaszło 11 czerwca 1694 roku? Tak naprawdę do dziś nie za bardzo wiadomo, niestety w źródłach dominuje wersja lansowana przez dwór, ilu żołnierzy koronnych broniło się w Hodowie. Być może 400, ale jeśli doliczyć chorągwie lekkie, które też stacjonowały w Okopach i Szańcu, ta liczba mogła dojść do 600 osób. Ilu było Tatarów? Być może ok. 4 tys. (co i tak jest liczbą imponującą, jeśli miałoby ich odeprzeć 600 żołnierzy koronnych).

Bitwa pod Hodowem była zatem „produktem” dworskiej propagandy, tak chętnie uprawianej przez dwór Jana III u schyłku jego rządów. Liczba 40 tys. Tatarów biorących udział w tym boju jest niestety przesadą, co jednak nie umniejsza wysiłku żołnierzy Tyszkowskiego i Zahorowskiego, bo odparcie nawet kilku, a nie kilkudziesięciu tys. ordyńców jest czynem godnym uznania. Zadajmy sobie jednak pytanie: Czy lepiej propagować historię bez sztucznego blichtru, czy tworzyć mity, z którymi z jakiegoś powodu żyje nam się lepiej? Niech rozważania o bitwie hodowskiej pomogą nam na nie odpowiedzieć.

Jakub Jędrzejski

Artykuł pierwotnie opublikowany 11 czerwca 2020 roku

Bibliografia:

Opracowania:

Czarniecka Anna, Nikt nie słucha mnie za życia… Jan III Sobieski w walce z opozycyjna propagandą (1684-1696), Warszawa 2009.

Sikora Radosław, Niezwykłe bitwy i szarże husarii, Kraków 2011.

Wagner Marek, Stanisław Jan Jabłonowski – kasztelan krakowski i hetman wielki koronny, Warszawa 2000.

Wimmer Jan, Wojsko polskie w drugiej połowie XVII wieku, Oświęcim 2013.

Wójcik Zbigniew, Jan Sobieski, Warszawa 1683.

Artykuły:

Sowa Jan Jerzy, „Ludzie niezwalczeni”. Rejestry chorągwi jazdy autoramentu narodowego w okopach Św. Trójcy 1693-1695, „Studia nad Staropolską Sztuką Wojenną”, red. Hundert Zbigniew, T.1, Oświęcim 2013, s. 265-266.

Hundert Zbigniew, Przekaz informacji na temat starcia pod Hodowem 11 czerwca 1694 r. Propaganda dworska Jana III?, artykuł złożony do druku w „Res Historica”

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*