I Paryż zapłonął!

W ostatnich latach, z pewną niemal regularnością w stolicy Republiki Francuskiej dochodzi do gwałtownych demonstracji i zamieszek, które zawsze kończą się starciami ludności cywilnej z policjantami, a czasem nawet i wojskiem. Zazwyczaj kończy się to ogromnymi stratami materialnymi, ale bez strat w ludziach. Minionego weekendu Paryż również zapłonął! A takie rujnowanie miasta ma naprawdę długą tradycję.

Paris vaut bien une messe – miał rzekomo powiedzieć Henryk IV Burbon, kiedy decydował się przejść na katolicyzm rzymski, by objąć tron Francji. Te słowa stały się w pewnym sensie symbolem schyłku XVI stulecia we francuskiej rzeczywistości . Dziś też jedno zdanie z Paryżem w roli głównej mogłoby stać się symbolem początku XXI wieku.

Paris a besoin de paix – Paryż potrzebuje spokoju. Bo przecież jak mało, które miasto europejskie został on doświadczony w ostatnich latach. Choć nie widział wojny, to wydarzenia do których dochodziło na jego ulicach na rzeczywistość wojenną zakrawały. Abstrahując już od ich powodów i braku poszanowania dla władzy, która jawna stawała się w ich trakcie, protesty, zamieszki i starcia, sprawiające iż Paryż płonie mają długą tradycję. Bo to miasto jak mało które w Europie zachodniej było doświadczane przez historię.

Dzisiejsza stolica Francji ma za sobą długą i burzliwą historię, która sięga starożytności. Początkowy jej okres był w miarę spokojny. Jednak problemy zaczęły się już w wieku IX, kiedy to tę część Starego Kontynentu zaczęli odwiedzać wikingowie. Wtedy to swój początek ma długa opowieść o paleniu i plądrowaniu paryskich ulic. Najeźdźcy ze Skandynawii wielokrotnie (w okresie od lat czterdziestych aż po siedemdziesiąte) najeżdżali miasto, pustosząc je i paląc. Oczywiście o grabieżach także nie zapominali. Z kolei w 885 r., wikingowie na 10 miesięcy zamknęli Paryż w oblężeniu, z którego jednak zrezygnowali po otrzymaniu wysokiego trybutu. Generalnie francuska metropolia nie miała łatwego życia w wiekach średnich. A potem wcale nie było lepiej.

Bo przeszła wojna stuletnia i czarna śmierć. Paryż znów zapłonął. Tym razem nie od ognia, który nieśli wrogowie, ale od buntów swych własnych mieszkańców. Tak jak dziś. Potem przyszedł wiek XVI, zdaje się bardziej oświecony. A z nim reformacja, afera plakatowa i palenia na stosach rzekomych heretyków. Niedługo później ulice miasta znów spłynęły krwią, choć ono samo nie odniosło szkody, w czasie słynnej Nocy Św. Bartłomieja i eksplozji nienawiści na tle religijnym.

Minął wiek XVI i kiedy Europa została skąpana we krwi podczas wojny trzydziestoletniej Paryż zapłonął po raz kolejny. Znów przez własnych mieszkańców i ich bunt, który do historii przeszedł, jako Fronda. Bunt, który wyrósł z dwóch źródeł niezadowolenia – protestu mieszczan przeciwko autorytaryzmowi królewskiemu i nadmiernym podatkom oraz dążeniu arystokracji do odzyskania pozycji, jaką utraciła ona za rządów kardynała Richelieu. I kiedy Europa dochodziła do siebie po pokoju westfalskim a w Rzeczpospolitej Obojga Narodów trwało powstanie Chmielnickiego francuska stolica pogrążyła się w powstaniu, jakiego nikt nie mógł się spodziewać. Miasto znów płonęło i być może nie jeden paryżanin pytał siebie: Czy Paryż to przetrwa?

Przetrwał! Bo jego losy to istna sinusoida. I po kryzysach wieków XVI i XVII w stuleciu XVIII nareszcie zaznał prawie wieku spokoju. Prawie, bo potem spadło na niego nieszczęście największe z dotychczasowych. Wieka Rewolucja, która wywróciła porządek francuski, europejski, ba! Nawet światowy do góry nogami! A ogień w jakim stanął Paryż –podsycany przez mieszczan a potem też obce wojska – w sensie symbolicznym płonął prawie dwie dekady. Prawie wypalił się w roku 1818, kiedy to okupacyjne wojska rosyjskie wychodziły z miasta, by z nową siłą buchnąć rewolucją lipcową (1824) a potem kolejnymi powstaniami (1832, 1834, 1839), a na koniec rewolucją lutową, kiedy to cały Kontynent po raz kolejny pogrążył się w zamieszkach Wiosny Ludów. Nie zaznał Paryż spokoju już przez cały wiek XIX, głównie za zasługą wojny z Prusami i późniejszej Komuny Paryskiej. A mimo to przechodził on wtedy swoją Belle époque, stając się stolicą światowej kultury, mody i nauki.

A w wieku XX historia dalej toczyła się tak samo, choć samo miasto nie zaznało już takich cierpień ani zniszczeń jak w stuleciach wcześniejszych. Głównie dzięki samym Francuzom przetrwało obie wojny światowe (męstwu w latach 1914-1918 a kolaboracji i rozsądkowi w latach 1940-1944) i ma się dobrze  do dziś.

Ale znów na paryskim wykresie losów miasta pojawił się niż. Sinusoida znów zanurkowała. Tym razem często znów za sprawą samych Paryżan. Ulice płoną, miasto jest plądrowane a mieszkańcy okradani. I to ani nie pierwszy ani pewnie nie ostatni raz. Może jeszcze nie jest to rewolucja, ale wyraz potężnego niezadowolenia na pewno. Niezadowolenia, które w ostatnich latach znów zmienia porządek światowy.

Jedno jest pewne Paris brûle – Paryż płonie, czasem w sensie dosłownym ale ciągle w sensie symbolicznym. Jednak on to przetrwa! Tak ja przetrwał już niejeden pożar. Potrzebuje tylko chwili spokoju.

ILUSTRACJA: Ponure obrazy wieńczące ostatnie zamieszki paryskie – Pola Elizejskie po demonstracji ruchu „żółtych kamizelek”, 25 listopada 2018 (wikimedia commons)

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*