Języki bałtosłowiańskie. Wspólny język sprzed tysięcy lat i ślady, które prowadzą od Bałtyku po Indie

Języki bałtosłowiańskie. Wspólny język sprzed tysięcy lat i ślady, które prowadzą od Bałtyku po Indie

Przez lata litewski obrósł legendą języka, w którym miał przetrwać najdawniejszy porządek indoeuropejskiej przeszłości. Dziś języki bałtosłowiańskie otwierają znacznie ciekawszą opowieść: o wspólnym źródle, długim sąsiedztwie i śladach prowadzących od dorzecza Dniepru aż po związki z indoirańskim światem.

W 1962 roku, niemal dwadzieścia lat po ucieczce z ojczystej Litwy, Marija Gimbutas wydała książkę e Balts („Bałtowie”). Była ona podsumowaniem jej encyklopedycznej znajomości krajów bałtyckich, od ich folkloru i religii po języki i archeologię, lecz wkradło się do niej też nieco tęsknoty za ojczyzną. Gimbutas była w końcu emigrantką, zmuszoną do pozostania z dala od Litwy z powodu jej włączenia do Związku Radzieckiego po drugiej wojnie światowej.

Tekst jest fragmentem książki Proto. Jak nasz prajęzyk dotarł na krańce świata, która czeka na Ciebie tutaj:

Siedząc na kalifornijskim wzgórzu, gdzie w każdą stronę ciągnęły się po horyzont piękne krajobrazy, oczy ma duszy widziała raczej pokryte dębami górki otaczające Wilno. „Kalifornijskie wydmy w Carmel przypominają mi czyste, białe piaski Połągi, gdzie zbierałam garście bursztynu, a zachody słońca nad Pacyfikiem – słońce spokojnie zanurzające się w Bałtyk, za którym, jak wierzyli moi dziadowie, musiało stać drzewo świata, jego oś podtrzymująca sklepienie nieba”.

Językami bałtyckimi mówi się dzisiaj w Litwie i Łotwie, dominujące języki sąsiednich Estonii i Finlandii należą do rodziny uralskiej. Ale nie zawsze tak było, terytorium podrodziny bałtyckiej zmieniało się z biegiem czasu, jak w przypadku każdego języka. Gimbutas rozumiała, że jej historia była silnie związana z dziejami jej regionalnych sąsiadów – języków germańskich, słowiańskich i uralskich – ale nie mogła oprzeć się myśli, że są one zarazem przypadkiem osobnym.

Uważała, że Bałtowie i ich języki trzymali się bliżej swych korzeni za sprawą odosobnienia w krainie lasów i jezior, z dala od wielkich traktów handlowych dawnej Eurazji. Wyobrażała sobie, jak jej krajanie robią to samo przez całe stulecia, może tysiąclecia – uprawiają ziemię, żyją w harmonii z porami roku, śpiewają przy pracy: „Obszar bałtycki jest wyjątkowy wśród ziem zamieszkanych przez ludy pochodzenia indoeuropejskie go, ponieważ język i folklor przetrwały tam w nad wyraz czystej postaci…”.

Ale nie tylko ona wyrażała taką myśl. W 1962 roku było powszechnie przyjęte, że zwłaszcza litewski był zamrożoną pozostałością praindoeuropejskiego. Był to pomysł o długim rodowodzie. „Całe zdania z sanskrytu są dobrze zrozumiałe dla chłopów na brzegach Niemna” – pisała Encyclopaedia Britannica w 1882 roku. „Każdy, kto chce usłyszeć, jak brzmieli Indoeuropejczycy, powinien posłuchać litewskiego chłopa” – wtórował francuski językoznawca Antoine Meillet w roku 1913.

Wciąż często się mówi, za równo w świecie akademickim, jak i poza nim, że z żyjących języków indoeuropejskich to litewski najbardziej przypomina dawno wymarłego przodka. Dla młodego lingwisty historycznego wybierającego specjalizację pod koniec drugiej dekady XXI wieku było to z pewnością bardzo intrygujące. Lecz gdy Anthony Jakob zaczął zaglądać pod maskę języków bałtyckich, przekonał się, że prawda była bardziej zniuansowana – i zarazem ciekawsza.

Jakob mówi, że litewski brzmi archaicznie po części za sprawą osobliwej cechy, którą dzieli z wymarłymi krewnymi – starożytną greką, łaciną i sanskrytem: jego rzeczowniki często kończą się na -s w liczbie pojedynczej. Na przykład litewski wyraz oznaczający „mężczyznę” – výras – bardzo przypomina swój sanskrycki odpowiednik vīrás, a litewskie ugnìs („ogień”) przypomina sanskryckie agnìs (w hindi „mężczyzna” i „ogień” przyjęły formę odpowiednio bīr i āg).

Lecz pod wieloma innymi względami litewski rozwijał się dokładnie tak jak jego pozostali krewniacy. Przykładowo zmodernizował gramatykę pra indoeuropejskiego przez pozbycie się wielu czasów gramatycznych. Jego słownik podobnie zrezygnował z wielu wyrazów i zgromadził dla nich zamienniki, tak jak zawsze dzieje się to podczas ewolucji języka. Litewski wyraz galva („głowa”) nie ma związku ze swoim praindoeuropejskim odpowiednikiem *k’erh2- (od którego pochodzą sir w hindi, sar w perskim i cerebral w angielskim), a choć w litewskim jest wyraz esti, spokrewniony z francuskim est i angielskim is (tj. trzecią osobą liczby pojedynczej czasownika „być”), Litwini go już nie używają. Zamiast tego mówią yra, a Łotysze – ir. Nikt nie wie, skąd wzięły się te dwa wyrazy.

Litewski w ogóle ściśle trzyma się zasady, że nie istnieje coś takiego jak czysty język. Jego osobliwa mieszanka archaizmów i innowacji wynika z tego, że przeżywał okresy spokoju, ale też katastrof, a po drodze miał kontakt z innymi językami. Jakob obronił swój doktorat w 2023 roku i jest jednym z najmłodszych uczestników próby odtworzenia tej historii na podstawie poszlak pozostawionych w języku. Jej rezultatem była wielka zmiana myślenia o po chodzeniu języków bałtyckich i słowiańskich.

Za czasów Meilleta oraz Gimbutas języki bałtyckie i słowiańskie uznawano za wystarczająco odmienne, by od zawsze musiały być odrębnymi podrodzinami indoeuropejskimi. Ale dziś, gdy mamy więcej informacji i możemy je przeanalizować bardziej szczegółowo, większość językoznawców zgadza się, że różnice między nimi pojawiły się względnie niedawno. Ich zdaniem języki bałtyckie i słowiańskie były kiedyś jedną mową, a nawet kiedy się rozłączyły, pozostały ze sobą blisko przez dwa tysiące lat albo więcej.

Wydarzenia spowodowane upadkiem cesarstwa zachodniorzymskiego spowodowały, że podrodzina słowiańska gwałtownie oderwała się od swojej bardziej konserwatywnej siostry, lecz ta również nie pozostała niezmieniona. Językowe pokłosie tego gwałtownego podziału zamaskowało długi okres stabilności, który go poprzedzał. I to niedawne rozejście sprowadziło Meilleta i innych na fałszywy trop.

Odkrycie, że litewski nie jest skamieliną, za którą go niegdyś uważano, rozwiązało niektóre problemy, lecz tylko podkreśliło inne. Jeśli bowiem podążał własną drogą, dlaczego ma tak wiele wspólnego z sanskrytem? Podobieństwa do niego widać też w drugim żyjącym języku bałtyckim – łotewskim – oraz w językach słowiańskich, ale najwyraźniejsze są w ojczystej mowie Gimbutas, gdzie są dostrzegalne w fonetyce, słownictwie, nawet mitologii. Boscy bliźniacy są zwani Aświnami w sanskrycie i Ašvie niai po litewsku – oba te imiona kojarzą się z końmi.

Nieprawdopodobna z pozoru teoria, że podrodziny bałtosłowiańska i indoirańska były niegdyś jednym językiem, zyskuje obecnie na popularności. Nie jest nowa – ale zawsze była kontrowersyjna i dalej jest, a nietrudno zrozumieć dlaczego. Starożytna więź między językami, którymi później mówiono tak daleko od siebie – jednym wśród zrujnowanych miast doliny Indusu, drugim na obsypanych bursztynem plażach Bałtyku – wielu wydaje się wykraczać poza granice prawdopodobieństwa.

A jednak w ostatnich latach archeolodzy i genetycy znaleźli poszlaki świadczące, że taka więź rzeczywiście istniała. Jeśli podążymy za kulturowymi i genetycznymi nićmi wiążącymi użytkowników sanskrytu i litewskiego aż do ich źródła, przekonamy się, że krzyżują się w jednym miejscu i jednym czasie: nad porohami Dniepru w epoce brązu.

W 2800 roku p.n.e. lud kultury ceramiki sznurowej wypalił już sobie drogę do Europy Środkowej i Północnej. Na wschodzie natomiast jego przedstawiciele wylądowali nad środkowym Dnieprem, na południe od dzisiejszego Kijowa – jak bardzo wielu z ich przodków. Tam, gdzie woda z rykiem przetaczała się przez serię kamiennych progów, uzupełniali słodkowodnymi rybami swoją dietę, normalnie złożoną z mięsa i mleka.

Przez setki lat wszystkie ich potrzeby były zaspokajane przez tę krainę dobrobytu. Jednak około 2400 roku p.n.e. dały się odczuć pierwsze zwiastuny kryzysu klimatyczne go: warunki stały się chłodniejsze i bardziej suche, trudniej było zapewnić sobie wyżywienie. Niektórzy zaczęli zatem zwracać wzrok na wschód. Ich migracja doprowadziła do powstania kultury Sintaszta, mieszkających na południowy wschód od Uralu użytkowników (przynajmniej hipotetycznie) praindoirańskiego. Ale zaczęła się od pasterzy–rybaków znad środkowego Dniepru, którzy wędrowali ku Wołdze i położonym za nią górom w poszukiwaniu nowych pastwisk dla wychudzonych stad.

Przedstawiciele kultury Sintaszta świetnie radzili so bie z obróbką metalu i budową rydwanów, ale w grun cie rzeczy byli pasterzami. Stanowili wschodnią granicę kulturowego kontinuum ciągnącego się od klanów kul tury ceramiki sznurowej nad Dnieprem. Obie grupy były również spokrewnione genetycznie.

Odkrycie tych faktów skłoniło niektórych językoznawców do twierdzenia, że ciągłość genetyczna i kulturowa była podstawą także ciągłości językowej: że na tym obszarze istniało spektrum dialektów łączących podrodzinę bałtosłowiańską z indoirańską. Z czasem rozdzieliły się one i każda ruszyła w swoją stronę (by doświadczyć kolejnych podziałów), lecz przez jakiś czas ludzie mieszkający na całym tym ogromnym przestworze rozumieli siebie nawzajem.

To myśl porażająca i większość lingwistów historycznych nie jest do niej przekonana (przynajmniej na razie). Lecz przybywa takich, którym wydaje się wiarygodna, ponieważ kontinuum dialektów ciągnące się przez zachodni step mogło by wyjaśnić te zagadkowe podobieństwa między językami bałtosłowiańskimi a indoirańskimi.

Spośród cech wspólnych podrodzinom bałtosłowiańskiej i indoirańskiej językoznawcy uważają za najbardziej istotne dla rekonstrukcji ich przeszłości satemizację i inną przemianę głosową, zwaną regułą ruki. Oznacza ona, że w językach, w których ona występuje, s odziedziczone po praindoeuropejskim systematycznie zmienia się w sz po głoskach r, u, k oraz i (na przykład praindoeuropejskie *h2eusōs, „świt”, stało się w pragermańskim *austrōn, od którego pochodzi angielskie Easter, „Wielkanoc”, ale w litewskim i sanskrycie dało raczej odpowiednio auszra i uszas)

Te dwie zmiany głosowe dokonały się w językach bałtosłowiańskich i indoirańskich (w przypadku satemizacji także niektórych innych podrodzinach) i uważa się, że za szły mniej więcej w tym samym czasie. Niektórzy językoznawcy sądzą, że reguła ruki jest tak specyficzna, że – ni czym nieprawdopodobna mutacja genetyczna – mogła wystąpić tylko raz, a więc podrodziny bałtosłowiańska i indoirańska musiały wtedy być jednym językiem.

Zdaniem innych mogła zajść niezależnie w dwóch odrębnych podrodzinach. Jasne więc, dlaczego tak wiele zależy od tej kwestii i dlaczego reguła ruki budzi tyle sporów. Jeśli obie rodziny były jednym językiem podczas „rukizacji”, to praindoirański musiał przemierzyć step w drodze do tych części Azji, gdzie dziś funkcjonuje. Jeśli nie, mógł wyjść z Anatolii razem z neolitycznymi rolnikami, przejść na południe od Morza Kaspijskiego i nigdy nie zbliżyć się do prabałtosłowiańskiego na odległość krzyku. Od reguły ruki zależy historia pochodzenia całej diaspory indoirańskiej.

Natomiast związek między językami bałtyckimi a słowiańskimi jest znacznie mniej sporny i powszechnie dziś akceptowany, ponieważ sąsiadują ze sobą od dawien dawna. Wiele dopływów Dniepru w jego górnym i środkowym biegu – w dzisiejszej Ukrainie, Białorusi i Rosji – ma nazwy identyfikowane przez lingwistów jako pochodzące z języków bałtyckich lub bałtosłowiańskich.

Języki bałtyckie i słowiańskie dzielą też całkiem obszerny zasób słów związanych z rzekami i łowieniem ryb. Łotewski i litewski, którymi mówi się na wschód od Niemna, miały niegdyś jeszcze jednego krewnego – staropruski, użytkowany na zachód od tej rzeki. Staropruska nazwa „jesiotra”, esketres, jest spokrewniona z nazwą tej samej ryby w językach słowiańskich. Litewski šamas i polski „sum” pochodzą od tego samego rdzenia. Bałtyckie i słowiańskie słowa oznaczające „brodzić”, „nurkować”, „tarło”*, „dłubankę” i „tratwę”** nie mają krewnych w żadnej innej podrodzinie indoeuropejskiej.

Językoznawcy wnioskują na tej podstawie, że podrodziny bałtycka i słowiańska były zespolone ze sobą, gdy wymyśliły lub zapożyczyły ten zasób słownictwa. Nie mogły go odziedziczyć po praindoeuropejskim, gdyż w praindoeuropejskim go nie było. A ponieważ języki bałtyckie i słowiańskie nie mają prawie żadnych wspólnych terminów rolniczych, użytkownicy prabałtosłowiańskiego raczej nie byli rolnikami. Ich leksykon świetnie pasuje do pasterzy–rybaków z kultury ceramiki sznurowej, których archeolodzy umieszczają nad środkowym biegiem Dniepru na początku trzeciego tysiąclecia p.n.e.

Rodzina bałtosłowiańska prawdopodobnie pozostała jednym językiem do około 2000 roku p.n.e., gdy część jego użytkowników zaczęła się przenosić na północ i wschód, ku dzisiejszej Moskwie i górnemu biegowi Wołgi. Mówi liśmy już, że niektórzy uczeni uważają, że podjęli tę drogę śladami użytkowników języków indoirańskich, z którymi byli spokrewnieni genetycznie, lecz ci późniejsi migran ci mówili protoplastą języków bałtyckich. Językoznawcy skrupulatnie analizujący nazwy rzek i miejsc w Europie Środkowej i Wschodniej na początku XX wieku szacunkowo wyznaczyli prehistoryczny zasięg obecności Bałtów od Polski po środkową Rosję – aż po Okę, dopływ Wołgi.

Na tej podstawie widzimy – twierdziła Gimbutas – że Bałtowie otrzymali nieodpowiednie imię: niegdyś mieszkali z dala od Bałtyku, a przed ekspansją Słowian i Germa nów poza mateczniki zamieszkiwali terytorium sześć razy większe niż dzisiaj. Ale Gimbutas pisała w czasach, zanim językoznawcy rozpoznali wstępną, bałtosłowiańską fazę rozwoju ich języków. Dziś wydaje się bardziej prawdopodobne, że Bałtowie i Słowianie nadali tym rzekom nazwy wspólnie, kiedy nie widzieli jeszcze w sobie nawzajem „innego”.

 Być może prasłowiański powstał wśród tych, którzy pozostali w ojczyźnie, gdy przyszli Bałtowie ją opuścili. Niektórzy z nich podążyli po Dniestrze ku Karpatom i dzisiejszej Polsce, lecz zobaczymy, że ostatecznie dotarli o wiele dalej. Tam, gdzie mamy dostęp do materiału genetycznego, widzimy potwierdzenie tego scenariusza. Różnorodność chromosomu Y wśród dzisiejszych mężczyzn w krajach słowiańskich można wyjaśnić, jeśli pochodzą od małej grupy, która jako pierwsza wyszła poza region środkowego Dniepru.

Choć podążyli tam różnymi drogami, zarówno Bałtowie, jak i Słowianie wkroczyli zatem do lasów, które cztery tysiące lat temu pokrywały północną i środkową Europę. W ten sposób wtargnęli na terytorium rolników. Od mieszkańców wsi, z którymi teraz podejmowali dialog, odebrali elementarne wykształcenie w dziedzinie życia w lesie. Na uczyli się targować o fasolę, marchewki i rzepę, a także wskazywać sobie nawzajem łosie, dzięcioły i sokoły.

Wiemy, że do tego czasu musieli już się rozstać, bo obie grupy zapożyczyły odmienne określenia tych samych gatunków. Podział nie był ograniczony do słownictwa: języki bałtyckie i słowiańskie przestrzegały teraz różnych praw głosowych, przestały być dialektami prabałtosłowiańskiego, stały się odrębnymi narzeczami. Przez bardzo długi czas pozostały sobie bliskie, ale nie spotkały się znów bezpośrednio przez następne dwa tysiące lat.


Tekst jest fragmentem książki Proto. Jak nasz prajęzyk dotarł na krańce świata i powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont.

Fot. Najstarszy znany napis w języku pruskim i ogólnie bałtyckim, połowa XIV wieku

Comments are closed.