Klątwa wiecznego tułacza│ Recenzja

M. Knedler, Ocean odrzuconych. Tom II– Klątwa wiecznego tułacza

Druga po „Córce jubilera” najnowsza pozycja autorstwa Magdaleny Knedler. Książka ta po raz kolejny udowadnia, iż powieść współczesna nie musi być krwawym thrillerem z nagłymi i niespodziewanymi zwrotami akcji. Może być pisana inaczej niż wszystkie inne, nie mieć właściwie akcji, ale dopracowaną najdrobniejszych szczegółach fabułę. Może być po prostu dobra, będąc inna niż wszystkie.

„Klątwa wiecznego tułacza” jest drugą powieścią Knedler z cyklu „Ocean odrzuconych”. Tym razem do tej książki podchodziłem już inaczej niż do „Córki jubilera”. Wiedziałem, czego mogę się spodziewać i choć jest to dopiero druga powieść obyczajowa, po którą sięgnąłem od lat naprawdę z niecierpliwością czekałem jak autorka opowiedziała mi dziennikiem Lotty o jej losach. Niestety za drugim razem troszeczkę się zawiodłem. Ale po kolei.
„Klątwa wiecznego tułacza”, co do formy i konstrukcji powieści jest niemal identyczna jak jej poprzedniczka. Aby nie powtarzać mojej opinii o tych elementach, zachęcam Cię drogi czytelniku do zapoznania się z moją recenzją „Córki jubilera”.
W tym tekście chcę wspomnieć wyłącznie o tych wątkach książki, które ją wyróżniają, a na które moim zdaniem trzeba zwrócić szczególną uwagę. Bo jak dla mnie budują on ostateczną ocenę książki. Takim niewątpliwie jest miejsce i czas osadzenia fabuły. W tym wypadku Knedler zabiera nas w podróż do czasów dwudziestolecia międzywojennego. Pierwszego wpisu Charlotte dokonuje w niepodległej jeszcze Austrii w 1921 roku. Ostatniego zaś na krótko przed wybuchem II wojny światowej już zupełnie innym miejscy, zarówno swego życia jak i kuli ziemskiej. Autorka bardzo dobrze oddaje ten właśnie upływ czasu i zmiany, jakie zachodzą w samej bohaterce oraz w mentalności społeczeństwa Europy tego obfitującego w zmiany okresu.
Bardzo interesując jest też sposób, w jaki pisarka oddała proces wewnętrznych zmian w osobowości bohaterki, która jest już w „Klątwie…” całkiem dojrzałą postacią. Znów bardzo mocną stroną książki jest też research, jakiego Knedler dokonała w fazie pisania powieści. Dotyczy to zarówno warstwy psychologicznej i mentalnej bohaterów, jak i czysto historycznych wydarzeń.
W powieści ujmuje również delikatność i subtelność, z jaką autorka waży słowa, wyraża je na kartach książki. Choć znów jest to pozycja trudna, to jej lektura może sprawić przyjemność. Pod warunkiem, iż lubisz taką formę narracji. Jeśli wolisz akcję, raczej nawet przygody z „Oceanem odrzuconych” nie zaczynaj.
A na czym się zawiodłem? Generalna wymowa tej powieści, jakoś odstaje od tego, co Knedler zaprezentowała w „Córce jubilera”. Jakość, zamiast rosnąć według mnie spadła. Być może, to tylko moje zdanie, ale mam wrażenie, iż autorka od pewnego momentu ciągnie już narrację niejako „na siłę”, robiąc tym krzywdę czytelnikowi, a sobie chyba największą.

Wydawnictwo: Novae Res

Ocena recenzenta: 4/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*