Król na majestacie, czyli ceremoniał koronacyjny Augusta II i Augusta III Wettynów

Król był Ojcem Ojczyzny ale też jej ozdobą. Na przestrzeni dziejów kronikarze wychwalali przymioty monarchy przemilczając lub zręcznie ukrywając jego niedoskonałości. Lud nie zawsze miał okazję oglądać króla w całym majestacie. Tak naprawdę poddani mogli go zobaczyć tylko podczas koronacji. Co prawda w koronie na głowie i z berłem w dłoni monarcha zasiadał czasem w radach senatu czy w czasie obrad sejmu lecz w relacjach pamiętnikarskich z tych wydarzeń osoba króla znajduje się na dalszym planie. W diariuszach takich uwaga autorów skupia się na wartkich wydarzeniach politycznych. Głównymi aktorami wydają się być posłowie czy senatorowie. Od czasów Zygmunta III poddani mieli sposobność poznać lub choćby zobaczyć wcześniej nowo obranego monarchę. Znano przecież powszechnie za panowania Zygmunta III królewiczów Władysława i Jana Kazimierza. W czasie panowania ostatniego Wazy aktywny był politycznie Jan Sobieski nieco mniej Michał Wiśniowiecki.

Elekcja Augusta II 1697 r.
Fot. Wikipedia

W przypadku Augusta II było inaczej. Nikt nie widział nowo obranego elekta wcześniej. Książe saski po raz pierwszy stanął u wrót Polski 16 lipca 1697 r. pod Tarnowskimi Górami i tylko wybrani posłowie, senatorowie i najwięksi dygnitarze mogli przyszłego pomazańca zobaczyć jako pierwsi. Delegacja poselska ruszyła z Warszawy 15 lipca i dotarła do Częstochowy, która była miejscem zbiórki posłów.[1] 21 lipca otrzymali oni wiadomość przyniesioną przez majora Ernesta Dorpowskiego z Tarnowskich Gór, że nowo obrany król elekt już czeka. Delegacja zatrzymała się w Zyglińskich Górach niedaleko Tarnowskich Gór bo chociaż wszyscy posłowie się już zjawili okazało się, że w Tarnowskich Górach trudno o miejsce do zorganizowania ceremonii powitalnej. Postanowiono zatem zbudować szopę. W trakcie budowy zorientowano się jednak, że przy samej bramie miejskiej znajduje się już szopa nadająca się do zaadoptowania na ten cel. Dostawiono więc z boków dwa namioty a całość podzielono na pół tworząc salę do audiencji i uczty. Deszcz, który nieustannie padał przesunął termin audiencji na 23 lipca. Doszło również do sporów o to kto oprócz wojewody wołyńskiego Jana Stanisława Jabłonowskiego będzie przemawiał do króla, starosta żydaczowski  czy starosta wschowski[2]. Ostatecznie zwyciężył starosta żydaczowski Jerzy Dzieduszycki. Na kolejną ponaglającą wiadomość od elekta półtora tysięczna kawalkada jeźdźców ruszyła do wspomnianej szopy gdzie oczekiwał król w otoczeniu kawalerów polskich i saskich. Kronikarz zauważył, że przy królu nie było w momencie audiencji wojska. Autor relacji był człowiekiem przeczulonym na punkcie godności posłów ponieważ zanotował, że nikt nie oddawał honorów delegacji w czasie przejazdów przez obóz wojskowy. „Wojska prócz wyznaczonej warty nic przy nim nie było, wszystko w obozie, mimo który my jechali, spoczywało (…) zagrała muzyka, a król siedzący pod baldachimem, podniósł się i ruszył w kierunku gości, mile każdego witając.[3] „Król jegomość był w sukni granatowej klejnotami bardzo bogatemi ozdobionej, bo każdy guz spory, był z jednege dyamentu”.[4] Z relacji świadka wynika, że powitanie to było tak miłe, że aż podejrzane.[5] Zwrócił on uwagę, że był to gest charakterystyczny dla cudzoziemców a szczególnie dla Niemców. Oddano do rak królewskich list uwierzytelniający po czym rozpoczęły się przemowy. Jako pierwszy wystąpił z mową wojewoda wołyński syn hetmana Jabłonowskiego, po nim głos zabrał wojewoda witebski Andrzej Kryszpin a na końcu starosta żydaczowski. W imieniu króla przemówił Jakub Henryk Fleming, który na zakończenie oświadczył, że król zgodnie z tym co deklarował w  pacta conventa przyprowadził wojska saskie na użytek Rzeczpospolitej i oddaje je pod komendę wojewody wołyńskiego Jana Stanisława Jabłonowskiego[6]. Stan senatorski przekazał drukowane oświadczenie od Senatu i list od Rzeczpospolitej do króla. Pierwszą oficjalną część audiencji po której rozpoczęła się druga oficjalna zakończono ucałowaniem królewskiej ręki. Następnie rozpoczęła się uczta. Pomiędzy dwoma długimi stołami ciągnącymi się wzdłuż szopy postawiono jeden mały, przy którym zasiedli król i poseł cesarski biskup passawski Lamberg. Miejsca z prawej i lewej strony zajęli odpowiednio do pełnionej funkcji wojewodowie: wołyński i witebski. Ochoczy do biesiady Krzysztof Zawisza zanotował, że „dostatki w jedzeniu były i w piciu”.[7] Elektowi towarzyszyli konno posłowie, którzy z podziwem oglądali rozciągnięte na przestrzeni ćwierć mili pułki saskie.[8] Następnego dnia król wyznaczył komisarzy do rozmów z delegacja polską. Zostali nimi książę Anton Egon von Furstenberg (katolik) i Jakub Henryk Fleming. W tym czasie posłowie zastanawiali się nad porządkiem czynności w dniu następnym uzgodniono, że konferencja odbędzie się w miejscu neutralnym. Ustalono także, że Fryderyk August zaprzysięgnie pacta conventa (- poprzednio uczynił to w jego imieniu Fleming) i jeszcze raz dokona przyjęcia aktu wiary katolickiej. Najwięcej trudności sprawiała posłom sprawa wojska saskiego. Długo zastanawiano się czy wojska te mają wejść z królem do Polski czy też nie. Ostatecznie nie uzgodniwszy tego punktu, udano się na konferencję, która przeciągnęła się aż pod wieczór. W końcu zadecydowano, że król może wprowadzić swoje wojska. Pospiesznie wysłano list do Częstochowy aby powiadomić o udanych negocjacjach biskupów: poznańskiego Mikołaja Święcickiego i żmudzkiego Jana Kryszpina- Kirszenszteina.      

Wojewoda wołyński w porozumieniu z komisarzami województwa krakowskiego i generałami saskimi wyznaczył marszrutę do Polski. 27 lipca król mimo deszczowej pogody udał się piechotą do słynnego z cudów drewnianego kościoła w Piekarach Śląskich gdzie klęcząc przed wielkim ołtarzem uczynił wyznanie wiary katolickiej po czym spowiadał się „i wszystkich zbudowaniem komunię świętą przyjął”.[9] Po nabożeństwie zaprzysiągł pacta conventa. Następnie ruszono w kierunku Łobzowa. W czasie drogi w małym młynie stojącym już na granicy polskiej stanęli znów delegaci polsko-litewscy. Wojewoda wołyński i starosta żydaczowski przywitali króla powtórną oracją ale już na polskiej ziemi. Król odpowiedział po francusku i mimo złej pogody konno odbył resztę podróży pozostając w bardzo dobrym humorze. Zatrzymano się w Sławkowie. Pogoda nie sprzyjała podróży. Po nabożeństwie rozpoczęła się uczta. Sprzeczne są relacje co do tego czy król pofolgował sobie czy też zachował trzeźwość. Zawisza pisał „I z nimi i z nami ze stanu rycerskiego napił się do woli.[10] Autor Djarjusza…, opisując zachowanie Augusta podczas uczty zauważył, że król „każdemu skłonność, przy tak wielkiej ochocie trzeźwość” okazał.[11] Obaj pamiętnikarze zanotowali, że król dał na tej uczcie popis siły fizycznej. Deszcz lał nieustannie dlatego podróż odbywała się bardzo powoli. 31 lipca 1697 roku orszak zbliżył się do Łobzowa. Zjawiła się tam kolejna delegacja powitalna tym razem jednak z województwa krakowskiego. W ich imieniu przemówił kasztelan wojnicki Przecław Szembek. Odpowiedział mu w imieniu króla wojewoda wołyński. W pałacu łobzowskim witali króla wojewoda krakowski hetman polny Feliks Potocki z kasztelanem krakowskim hetmanem wielkim koronnym Janem Stanisławem Jabłonowskim.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*